Bez wysłuchania racji władza zrugała obywatela

4
Henryk Jan Dominiak na klombie przy ul. Żwakowskiej; fot. ZB

Bez wysłuchania racji władza zrugała obywatela. Przy ul. Żwakowskiej jest duży, charakterystyczny klomb w kształcie planu miasta Tychy. Posadzono tu wiele roślin ozdobnych. To realizacja projektu, którego autorem, inwestorem i wykonawcą jest Muzeum Miniaturowej Sztuki Profesjonalnej Henryk Jan Dominiak. Zrobienie tego klombu kosztowało wiele wysiłku i pieniędzy. Miasto, użyczając teren, nałożyło na H.J. Dominiaka obowiązek utrzymania tu porządku i czystości. Egzekwowanie tego obowiązku spowodowało konflikt z niektórymi mieszkańcami. Ci poskarżyli się do Urzędu Miasta Tychy. Wiceprezydent Tychów Igor Śmietański, bez wysłuchania „oskarżonego”, zrugał go.

Klomb przy ul. Żwakowskiej to efekt realizacji projektu Zielone Tychy Kultura. Zajmuje ponad 330 metrów kwadratowych. Teren ten gmina Tychy użyczyła wcześniej Muzeum Miniaturowej Sztuki Profesjonalnej Henryk Jan Dominiak. Umowę podpisano 11 sierpnia 2016 r. Zawiera ona między inny paragraf 4, który głosi: „1. Biorący do używania zobowiązany jest utrzymywać przedmiot użyczenia w należytym stanie technicznym i estetycznym w okresie całego roku, a w szczególności w okresie zimy. 2. Biorący do używania ponosi odpowiedzialność cywilno-prawną w przypadku szkód powstałych w wyniku niewykonania obowiązku, o którym mówi ust. 1”.

Aby powstał klomb należało wcześniej zwieźć tu 72 tony ziemi. Jego granice wytyczają odpowiednio ułożone kamienie. Nazwy alejek, które odpowiadają głównym ulicom miasta, wykonane są ze stali nierdzewnej. Pozostała przestrzeń wewnątrz granic to obszar nasadzeń. Rosną tu specjalnie dobrane rośliny. Jest ich, jak słyszymy, 670. Sadzonki są odpowiednio oznaczone, tak, że każdy kto posadził tu roślinę może śledzić jej rozwój. Wszystko to kosztowało H.J. Dominiaka wiele pracy i pieniędzy. Szacuje, że na same materiały wydał ok. 90 tys. zł. Na podobną kwotę wycenia wartość swojej pracy przy tym projekcie. W efekcie teren ten należy do najbardziej zadbanych w mieście. Stał się jednak zarzewiem konfliktu.

Henryk Jan Dominiak opowiada nam, że klomb z rzadkimi roślinami zaczął być traktowany jako ogólnodostępna ubikacja dla psów. Dlatego, gdy uwagi zwracane niektórym właścicielom czworonogów nie pomagały, H.J. Dominiak zaczął interweniować w straży miejskiej i na policji. Musi też, jak słyszymy, przeciwstawiać się ciągłym świadomym i nieświadomym próbom dewastacji.

Inny problem dotyczy używania ścieżek do jazdy na rowerach, szczególnie tej przy klombie. Po pierwsze taki stan rzeczy jest niezgodny z przepisami prawa, które jednoznacznie określają jak szeroka musi być alejka, aby mogła być dopuszczona również do ruchu rowerowego. Po drugie rowerzyści narażeni są na realne niebezpieczeństwo, bowiem ta wąska, wybrukowana ścieżka wyprowadza ich wprost na przejście dla pieszych przez ruchliwą ul. Żwakowską. Praktykowany jest tu, jak słyszymy od H.J. Dominiaka, specjalny rodzaj sportu ekstremalnego polegający na szybkim przejechaniu przez jezdnię ul. Żwakowskiej, wykorzystując chwilowe wolne przestrzenie między poruszającymi się w dwóch kierunkach pojazdami. Uwagi, by rower prowadzić po ścieżce, a nie jeździć po niej, nie dają – jak słyszymy od H.J. Dominiaka – rezultatów, dlatego pod koniec czerwca br. zgłosił on ten problem do Wydziału Komunikacji Urzędu Miasta Tychy, wnioskując o zamontowanie barierek ograniczających szybki wjazd rowerzysty na przejście dla pieszych na ul. Żwakowskiej.

– Pozwoli to w przyszłości ograniczyć wypadkowość w tym miejscu – argumentował w piśmie do Wydziału Komunikacji UM Tychy H.J. Dominiak. Wniosek ten za zasadny uznali policjanci – dzielnicowi rejonów 3 i 4, stwierdzając, że postawienie barierki przyczyni się do poprawy bezpieczeństwa w rejonie przejścia dla pieszych.

9 lipca Wydział Komunikacji przesłał odpowiedź negatywną. Stwierdza w niej, że zgodnie z przepisami rowerzysta powinien zsiąść z roweru i przeprowadzić go przez przejście dla pieszych na ul. Żwakowskiej, od 2001 r. (czyli od czasu tworzenia map wypadkowości) nie zanotowano tu żadnego wypadku, a z przeprowadzonej wizji lokalnej wynika, że nie ma problemów z dostrzeżeniem tego przejścia, zaś ukształtowanie terenu nie ma wpływy na trudności z zahamowaniem rowerzystów przed przejściem.

– Podobna sytuacja ma miejsce w wielu miejscach na terenie miasta i nie przyczynia się do powstawania sytuacji niebezpiecznych – uznał Wydział Komunikacji UM Tychy. – Biorąc pod uwagę powyższe oraz fakt, iż podjęto decyzję o wykonywaniu tego rodzaju urządzeń głównie w rejonach szkół, nie stwierdza się zasadności wniosku.

13 lipca 2018 r. H.J. Dominiak otrzymał oficjalny list od Igora Śmietańskiego, wiceprezydenta Tychów do spraw gospodarki przestrzennej. Oto jego treść: „Szanowny Panie. W związku z utworzoną przez Pana przy ul. Żwakowskiej „zieloną strefą kultury” docierają do mnie skargi na Pana niestosowne zachowanie wobec mieszkańców wspólnoty mieszkaniowej, okolicznych mieszkańców i przechodniów.

Z opisywanych przez mieszkańców sytuacji wynika, że wejście na „zieloną strefę kultury” grozi kłótnią i awanturą, a swoim zachowaniem przekracza Pan wszelkie zasady przyzwoitości, nie zważając na dzieci oraz monitoruje Pan, nagrywa osoby przechodzące lub stojące na tym terenie.

Teren, który został Panu użyczony i zagospodarowany roślinnością ukształtowaną na plan przestrzenny miasta Tychy o nazwie „Zielone Tychy”, ma charakter ogólnodostępny, niezależnie od tego, że dostał Pan zgodę na jego zagospodarowanie.

Doceniam Pana zaangażowanie oraz pracę, jaką Pan włożył tworząc „zieloną strefę kultury”. Niemniej, z uwagi na Pana zachowanie sygnalizowane przez mieszkańców, miejsce to staje się strefą niezgody.

Korzystając z tego terenu jest Pan zobowiązany do przestrzegania zasad współżycia społecznego. Jestem przekonany, że zaistniałe sytuacje miały charakter incydentalny i nie będą się powtarzały w przyszłości.”

– Poczułem się, jakby władze miasta wydały na mnie wyrok zaoczny, bo bez wysłuchania mojego zdania w tej sprawie – komentuje rozgoryczony H.J. Dominiak. – Nigdy nie spotkałem wiceprezydenta Igora Śmietańskiego, nigdy nie poprosił mnie o rozmowę, a więc nigdy nie miał okazji wysłuchać tego co mam do powiedzenia. Nie przeszkodziło mu to jednak w wydaniu na mnie wyroku. A przecież ja staram się jedynie wywiązać z obowiązku utrzymania porządku i czystości na użyczonym gruncie. Monitoring jest legalny. Pomaga mi wypełnić warunki umowy użyczenia. Jak bez niego mam dbać o ten teren, jak reagować na dewastacje, na łamanie przepisów? Wyrok wydany na mnie jest rażąco stronniczy i bardzo niesprawiedliwy, zarzuca mi się w nim nawet przekraczanie zasad przyzwoitości, co jest wyjątkowo krzywdzące i obraźliwe. Jak tak można postępować z ludźmi?!

O komentarz w tej sprawie poprosiliśmy Urząd Miasta Tychy. Zapytaliśmy m.in. czy przed wysłaniem listu z 13 lipca 2018 r. wiceprezydent Igor Śmietański w jakikolwiek sposób i w jakiejkolwiek formie skontaktował się z Henrykiem Janem Dominiakiem, by wysłuchać jego wersji zdarzeń, a jeśli się nie skontaktował – to dlaczego tego nie zrobił i na jakiej podstawie ustalił fakty? Ciekawi też byliśmy jaki tryb (w jakim dokumencie funkcjonowania gminy opisany) zastosował wiceprezydent Igor Śmietański, rozpatrując tę sprawę i w konsekwencji pisząc list do H.J. Dominiaka. Prosiliśmy o podanie podstawy prawnej napisania i wysłania tego listu oraz o odpowiedź, czy dokument ten został zaopiniowany przez prawnika. Interesowało nas też kto jest autorem skarg, o których wiceprezydent wspomina w lipcowym liście, prosiliśmy o możliwość zapoznania się z dokumentami, które w tej sprawie są do wglądu. I w końcu ciekawi byliśmy, jak lipcowy list wiceprezydenta Śmietańskiego ma się do umowy użyczenia terenu przy ul. Żwakowskiej, szczególnie w aspekcie paragrafu 4 (utrzymanie przedmiotu użyczenia w należytym stanie technicznym i estetycznym) i par. 7 (wypowiedzenie umowy). Zapytaliśmy wprost, czy list z 13 lipca 2018 r. jest zapowiedzią wypowiedzenia tej umowy.

– Pismo do pana Dominiaka zostało wysłane po otrzymaniu skarg Zespołu Zarządców Nieruchomości działających w imieniu wspólnot mieszkaniowych (Żwakowska 8-12 oraz Kopernika 10-12) – odpowiedział wiceprezydent Igor Śmietański. – Gmina jako właściciel ma prawo i obowiązek interesować się terenami, które użycza – a pisma mieszkańców wzbudziły nasze zaniepokojenie, zwłaszcza, że teren ten ma charakter ogólnodostępny. Dodam, że w piśmie także podkreślono zaangażowanie i pracę jaką włożył w tworzenie „zielonej strefy kultury”.

Artykuł został wydrukowany w dwutygodniku „Nowe Info” nr 17 z 21 sierpnia 2018 r.

4 KOMENTARZE

  1. Każdy pseudo działkowicz i pseudo ogrodnik w Tychach uważa, że teren na którym sadzi rośliny należy do niego. Dotyczy się to głównie ogródków przy blokach. Po pierwsze to nie jest ich własnością lecz jest własnością wszystkich lokatorów. Po drugie kto pozwala tym ludziom na sadzenie czegokolwiek bez zgody na piśmie od architekta zieleni. Tu potrzebni są urbaniści, architekci krajobrazu i zieleni a nie samozwańczy ogrodnicy. PS. Patrzę z okna na taki ogródek, który wygląda jak cmentarzyk, zgroza.

  2. Teren omawiany w artykule, jest pielęgnowany przez muzeum a nie prywatną osobę. To muzeum ma zgodę miasta i od architekta. Zielony plan miasta został wykonany i ma prawa autorskie p. Dominika. Nie jest to więc taki sobie ogródek zrobiony przez zwykłego lokatora. Poza tym jeśli ktoś coś robi prywatnie aby było ładniej i czyściej przed jego blokiem to należy tylko pochwalić inicjatywę. A ci co nic nie robią tylko krytykują, niech się lepiej wezmą do pracy albo siedzą cicho.

Dodaj komentarz