Jak doszło do nazwania skweru im. Marii i Lecha Kaczyńskich w Tychach

2
Skwer im. Marii i Lecha Kaczyńskich w Tychach, luty 2018 r.; fot. ZB

Jak doszło do nazwania skweru im. Marii i Lecha Kaczyńskich w Tychach. Za cztery tygodnie (do 31 marca br.) ma być gotowa część skweru im. Marii i Lecha Kaczyńskich w Tychach. Tymczasem wielu jest zaskoczonych faktem, że skwer taki w ogóle istnieje. Jest to dla nich wciąż gorący temat. Dlatego postanowiliśmy przypomnieć fragmenty artykułu publikowanego już na łamach „Nowego Info” (23.07.2017 r.) poświęcone okolicznościom przyjęcia tej nazwy.

Aby wyjaśnić swoisty fenomen nazwania zapuszczonego jeszcze w znacznej mierze obszaru imieniem prezydenckiej pary tragicznie zmarłej w niewyjaśnionej katastrofie lotniczej w 2010 r. (Maria i Lech Kaczyńscy spoczywają na Wawelu), należy skupić się na dwóch głównych ojcach chrzestnych tego przedsięwzięcia. Jednym z nich jest tyski radny Damian Fierla, formalny pomysłodawca nazwania tego miejsca imieniem pary prezydenckiej. Ale trudno pominąć inną, ważną w tym dziele postać – Andrzeja Dziubę, prezydenta Tychów. Nazwanie skweru imieniem Marii i Lecha Kaczyńskich poparło 22 radnych, w tym m.in. Maciej Gramatyka, obecny szef Platformy Obywatelskiej w Tychach (wówczas nie pełnił tej funkcji, był członkiem proprezydenckiego Klubu Radnych Inicjatywa Tyska).

Oto pełne wyniki głosowania na sesji Rady Miasta Tychy (która obradowała 23.06.2016 r.) w sprawie nadaniem skwerowi imienia Marii i Lecha Kaczyńskich – za taką nazwą byli: – Kazimierz Chełmiński, Jakub Chełstowski, Edyta Danielczyk, Damian Fierla, Tadeusz Furczyk, Lidia Gajdas, Marek Gołosz, Maciej Gramatyka, Jarosław Hajduk, Michał Kasperczyk, Grzegorz Kołodziejczyk, Barbara Konieczna, Andrzej Kściuczyk, Mariusz Mazur, Urszula Paździorek-Pawlik, Paweł Porszke, Marcin Rogala, Sławomir Sobociński, Józef Twardzik, Dariusz Wencepel, Ewa Węglarz, Krzysztof Woźniak; przeciw padł tylko jeden głos należący do Grzegorza Gwoździa z PO; od głosu wstrzymał się Wojciech Czarnota z PO; na sali nie było radnego Klaudiusza Slezaka.

Zacznijmy jednak od początku. Był czwartek 23 czerwca 2016 r. To historyczna data, bowiem w tym dniu miał gościć w Tychach prezydent RP. Ze względu na wizytę prezydenta Polski Andrzeja Dudy, sesję Rady Miasta przesunięto na godziny przedpołudniowe. I właśnie na tej sesji radny Damian Fierla zgłosił projekt uchwały o nadaniu imienia Marii i Lecha Kaczyńskich sercu tyskich dzikich pól, czyli terenowi położonemu w prostokącie ulic: Dąbrowskiego, Wyszyńskiego, Jana Pawła II, Stefana Grota-Roweckiego. Uchwała miała obowiązywać w chwili podjęcia, czyli prezydent RP miał przyjechać do miasta, w którym jakiś fragment już nosiłby imię tragicznie zmarłej prezydenckiej pary. Do radnego Fierli nie trafiały argumenty, że najpierw należałoby skwer wybudować, a dopiero później go nazwać. Na tego typu uwagi odpowiadał, że prace nad skwerem już trwają.

– Kto chce coś zrobić – szuka sposobu, kto nie – szuka powodu – odpowiadał swoim adwersarzom radny Fierla (ale ostatecznie zgodził się, aby Maria i Lech Kaczyńscy zaczęli oficjalnie patronować skwerowi od 1 stycznia 2017 r.).

W sukurs przyszedł mu Andrzej Dziuba, prezydent Tychów, obwieszczając m.in., że skwer powstanie niezależnie od tego czy Rada Miasta nada mu imię, czy też nie. Realizacja pierwszego etapu tego przedsięwzięcia, obejmująca niewielki w sumie fragment, bo od ul. Grota-Roweckiego do dawnej stacji PKP Tychy Miasto miała zakończyć się w sierpniu 2016 r. [„Patroni nie dla chaszczy” – artykuł z 28.06.2016 r.].

Dlaczego Damianowi Fierli (który dostał się do Rady Miasta startując z listy PiS, jako członek tej partii) tak bardzo zależało na tym, by w czerwcu 2016 r. to właśnie on zapamiętany został jako ojciec chrzestny skweru imienia Marii i Lecha Kaczyńskich? Być może dlatego, że cztery miesiące wcześniej został usunięty z partii Prawo i Sprawiedliwość. Uchwałę o wykluczeniu podjął w lutym 2016 r. Komitet Polityczny PiS. Podpisał się pod nią sam prezes Jarosław Kaczyński. W kontekście wizyty prezydenta RP dobrze było dać dowód lojalności, tym bardziej, że radny odwołał się od decyzji wykluczającej.

Dlaczego niepoważny w gruncie rzeczy projekt nazwania chaszczy, tworzących gigantyczną psią ubikację, imieniem prezydenckiej pary w ogóle był głosowany? I tu zaczyna się rola Andrzeja Dziuby, prezydenta Tychów.

Rada Miasta formalnie jest odrębnym bytem. Ba, w zamyśle ustawodawców ma nadzorować postępowanie prezydenta. W tyskiej praktyce to fasada, za którą prezydent chętnie się chowa. W rzeczywistości większość radnych koalicji to jego marionetki. Jeszcze nie tak dawno największy klub radnych bez żenady nazywał siebie wprost klubem prezydenta Andrzeja Dziuby.

W czasie gdy D. Fierla wystąpił ze swoją inicjatywą, proprezydencka większość w Radzie była chwiejna. Wykluczony z PiS radny Fierla był swoistym języczkiem u wagi między koalicją i opozycją, dlatego taki gest poparcia dla niego był swego rodzaju inwestycją koalicji.

Prezydentowi Tychów z jeszcze jednego względu fakt nazwania sporej połaci terenu miasta imieniem prezydenckiej pary, i to w dniu przyjazdu prezydenta Andrzeja Dudy, nie był obojętny. Otóż w wyborach na prezydenta Polski, tyski prezydent Andrzej Dziuba popełnił grubą niezręczność. Przypomnijmy, rywalizowali wówczas ze sobą urzędujący prezydent RP Bronisław Komorowski i pretendent Andrzej Duda. Bronisław Komorowski na początku tego wyścigu był pewniakiem, cieszył się prawie 80 procentowym poparciem. W takich okolicznościach prezydent Tychów Andrzej Dziuba poważnie zaangażował się w jego kampanię wyborczą i zrobił to, nie jako prywatna osoba (do czego miał pełne prawo), ale właśnie jako prezydent Tychów – do czego prawa już absolutnie nie miał. Po prostu w rażący sposób nadużył stanowiska do celów politycznych.

Prezydent Tychów, eksponując swój tytuł, podpisał się wraz z innymi prezydentami miast na deklaracji poparcia dla Bronisława Komorowskiego i wystąpił, wciąż jako prezydent Tychów, w klipie wyborczym nawołującym do głosowania de facto przeciwko Andrzejowi Dudzie. A Andrzej Duda wygrał.

W zaistniałej sytuacji gest, kontrolowanej przez Andrzeja Dziubę większości Rady Miasta Tychy, w postaci nazwania skweru imieniem pary prezydenckiej był swego rodzaju hołdem lennym prezydenta Tychów wobec Andrzeja Dudy, prezydenta RP – wywodzącego się z PiS-u. Nawiasem mówiąc gest ten niewiele pomógł. Aktywny udział prezydenta Tychów w zaprzęgu wyborczym Bronisława Komorowskiego najwyraźniej został zapamiętany na tyle, że Andrzeja Dziuby nie zaproszono 23 czerwca 2016 r. na obiad z prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej (a innych gospodarzy wizytowanych gmin zaproszono).

Do wyjaśnienia pozostaje jeszcze postawa opozycyjnych klubów radnych: PiS oraz Tychy Naszą Małą Ojczyzną. Pomysł radnego Fierli nie był im w smak. To oni przestrzegali, że w ten sposób imieniem pary prezydenckiej ochrzci się chaszcze nad wykopem, sugerowali, by najpierw powstał skwer. Znaleźli się jednak w niekomfortowej sytuacji. Stanowią mniejszość w Radzie Miasta. Gdyby głosowali przeciw projektowi radnego Fierli, zostałoby to odczytane, że są przeciw Marii i Lechowi Kaczyńskim, a i tak uchwała by przeszła. Głosowali więc za uchwałą.

Tymczasem nawet niewielki skwer wciąż jest budowany. Za inwestycję tę odpowiedzialna jest gminna spółka „Śródmieście”. Prezesem „Śródmieścia” jest Bogdan Białowąs – były członek Prawa i Sprawiedliwości. W lutym 2016 r. również B. Białowąs został usunięty z PiS.

O tym jak bardzo władze miasta nie orientują się co tak właściwie nazwały imieniem prezydenckiej pary świadczy fakt, że nie wiedziały dokładnie kto jest właścicielem poszczególnych działek tworzących skwer. Mało tego, na jednej z sesji wyszło na jaw, że prezydent Dziuba nie wiedział, iż obszar między ul. Jana Pawła II i wykopem też jest częścią skweru im. Marii i Lecha Kaczyńskich (musiał o tym przypomnieć radny Damian Fierla). Na dodatek cały ten teren zaminowany jest roszczeniami o zwrot gruntów.

 

2 KOMENTARZE

  1. ….a jak mogło „dojść”….? ( Niepo-) radni podnieśli ręce do góry i przegłosowali….; albo nie: najlepiej zwołać „tyską komisję śledczą”, będzie bardziej „dramatycznie”……..

  2. Zaraz tam pójdę na niedzielny spacer i sprawdzę, czy choć jedna tabliczka informuje o nazwie skweru/parku, bo dopiera dzis dowiedziałem się o tej nazwie.. Zdaje się że wielololetni prominenci tyskiej władzy przyjmują mimikrę stosowaną w świecie zwierząt, z których najbardziej znany jest Kameleon. Argument o chaszczach jest nietrafiony,bo skoro skwer juz urządzono to dzś liczy się skutecznosć działania Pana Fierli. A Prezydent lub Rada gdyby byli szczerzy w swych zamiarach to skwer urządziliby juz dawno bo to centrum miasta po stronie ul Dabrowskiego.
    Jestem ciekaw jak długo jeszcze będzie niewykorzystywana szklana ruina „uczelni”zbudowana przy ul Piłsudskiego przez poprzedników dzisiejszych oficjeli władz miasta oraz jaki będzie bieźacy koszt utrzymania parku wodnego i jego stopa zwrotu poniesionych nakładów. Bo koszt paru tablic z nazwą skweru chyba nie jest porownywalny z tymi inwestycjami obciążających miasto.

Dodaj komentarz