Mama dwójki dzieci ma szansę wygrać z ciężką chorobą. Trzeba szybko zebrać ponad 230 tys. zł

0
Joanna z rodziną, 31.08.2017 r.; fot. Renata Botor-Pławecka

Przez cały rok walczyli o zdrowie dwuletniego synka. Gdy mogli w końcu odetchnąć, bo nastąpiła poprawa, świat im się nagle zawalił: okazało się, że ciężko chora jest Joanna. Walczą znowu. Znaleźli terapię w Meksyku, dzięki której jest szansa wygrać z chorobą. Aby leczenie mogło zadziałać, Joanna musi wylecieć do kliniki w Meksyku 9 września. To już za kilka dni. Trzeba zebrać ponad 230 tys. zł. 

Najpierw poznałam Florę. To ośmioletnia, bardzo rezolutna dziewczynka. Przywitała się, przedstawiła, spytała od której strony dojechałam, bo teraz przez Górę w gminie Miedźna ciężko się jeździ – remont drogi. Pogawędziłyśmy o kończących się właśnie wakacjach, o rozpoczynającej się szkole. Flora bardzo lubi matematykę. Jak mama.

Dwuletni Hugo podał rączkę na powitanie i lekko się zawstydził. Mama, Joanna, popatrzyła na niego z uśmiechem. Ostatni rok to było jedno ciągłe jeżdżenie z małym Hugiem – od szpitala do szpitala, od lekarza do lekarza. Warszawa, Kraków, Gdańsk… Ciągły stres, przejmowanie się. Bo dziecko nie chodziło, przestało rosnąć, a lekarze nie umieli znaleźć przyczyny. Kolejne badania, diagnozy, rehabilitacja (pomogła fundacja Omnibus). Udało się. Gdy Hugo skończył dwa latka, zaczął chodzić. Rafał i Joanna pamiętają dokładnie – 17 kwietnia. Radość, szczęście, ulga. W końcu można było odetchnąć.

– I wtedy mnie dopadła choroba – opowiada Joanna Hańderek. Siedzimy w cieniu przed domem. Flora idzie pojeździć na rowerze. Rafał (tata) zajmuje się Hugiem.

Joanna ma 34 lata. Mówi, że nigdy nie chorowała. Nie przypomina sobie, by kiedykolwiek musiała brać antybiotyki. Gdy chodziła do szkoły, miała 100-procentową frekwencję.

Jakiś czas temu zaczął ją boleć brzuch. Niby nic wielkiego, ale zdarzało się coraz częściej. Nie dało się jeść, traciła na wadze. Zrobiła badania (kolonoskopie, gastroskopie itd.) – wyniki dobre. Kolejne badania. I diagnoza: rak śluzowo-komórkowy żołądka wykraczający poza granice żołądka.

Było to dwa miesiące temu, 3 lipca.

12 lipca podano Joannie pierwszą chemię. Nie zadziałała, dlatego lekarze podjęli decyzję o zmianie metody leczenia. – Nowa chemia też słabo działa – mówi Joanna. Ale pojawiła się nadzieja i szansa. Oglądali z mężem program w telewizji śniadaniowej. Wypowiadała się osoba, która wyszła z nowotworu dzięki leczeniu w Meksyku.

Rafałowi udało się skontaktować z lekarzami, z kliniką. Rozpoczęły się konsultacje. – W Polsce lekarze dają mi 30 proc. szans na życie, w klinice w Meksyku 60 proc. – mówi Joanna.

Lekarze zgodzili się przyjąć Joannę na oddział w klinice i rozpocząć leczenie. Liczy się jednak czas. Aby terapia mogła zadziałać, Joasia musi wylecieć do Meksyku 9 września. To już za kilka dni. Tymczasem cena leczenia jest bardzo wysoka. Chipsa Hospital w Meksyku wycenił terapię na kwotę 65.858,02 $, to w zależności od kursu waluty, około 232.478,81 zł. Przekracza to możliwości finansowe Joanny, Rafała, ich rodzin i znajomych.

W pomoc włączyło się pszczyńskie stowarzyszenie Omnibus i prowadząca go od lat Grażyna Łebecka. Zaczęła się zbiórka pieniędzy. Po Pszczynie, skąd pochodzi Joanna, rozeszła się błyskawicznie wiadomość, że trzeba pomóc. Ludzie udostępniają wiadomości na Facebooku, organizują aukcje. Ktoś wystawił złote kolczyki, ktoś piłkę, którą wygrał. Ktoś to kupił za 200 zł, za 400 zł. Zostanie zorganizowany koncert charytatywny (7 września o godz. 17.00 w ramach Bankowa Street Live na ul. Bankowej w Pszczynie). Cały czas można wpłacać pieniądze. Jak nas 31 sierpnia wieczorem poinformowała Grażyna Łebecka z Omnibusa, na razie udało się zebrać 125 tys. zł.

***
Joanna i Rafał są dobrej myśli. Pierwsza kuracja ma trwać 3 tygodnie. Potem będzie wiadomo, czy potrzebna jest kolejna. Wierzą, że się uda. Musi się udać.

***
„…Nie mam zbyt wiele czasu. Choroba bardzo szybko postępuje, że liczy się każdy dzień. Aby terapia zadziałała muszę być w Meksyku 9 września. Z każdym dniem moje szanse na wyleczenie maleją. Bez Waszej pomocy nie uda mi się tam pojechać i spróbować zawalczyć o swoje życie – dla siebie i przede wszystkim dla moich dzieci. Chciałabym żyć – bo bycie mamą mnie do tego zobowiązuje! Marzę o tym, żeby patrzeć jak moje dzieci rosną, troszczyć się o nie, prowadzić przez życie, dopóki tego potrzebują. Żadne dziecko nie zasługuje na to, aby wychowywać się bez kochającej mamy. Kocham moje dzieci i mojego męża. Chcę dla nich żyć! Pomóżcie mi w tym, proszę…” – napisała Joanna na stronie Omnibusa.

Kto chciałby pomóc (każda wpłata jest ważna, nawet najdrobniejsza), podajemy numer konta:
Bank Spółdzielczy w Pszczynie
nr konta: 42 8448 0004 00277196 2001 0001
dopisek: dla mamy Hugo

Dane do przelewów z zagranicy:

OMNIBUS Association, 43-200 Pszczyna, Batorego 26

iban: PL 42 8448 0004 00277196 2001 0001

SWIFT: POLUPLPR

with title: Asia Hańderek

Informacje o Omnibusie, o trwających zbiórkach, aukcjach i akcjach dla Joanny znajdziecie: na stronie Omnibusa

AKTUALIZACJA (6.09.2017): Udało się zebrać pieniądze na leczenie.

AKTUALIZACJA (8.09.2017): RELACJA Z KONCERTU i wzruszające podziękowanie Joanny

 

Dodaj komentarz