Jak mieszkańcy Międzyrzecza wystarali się o własny kościółek

0
Procesja z okazji poświęcenia kościoła w Międzyrzeczu, 17.08.1947 r.; Obok księdza idzie Emilia Chrobok; fot. z książki Dom modlitwy na chwałę Bogu i dla zbawienia ludzkich dusz U. i G. Sztolerów

W domu jednej z najstarszych mieszkanek Międzyrzecza – 93-letniej Emilii Chrobok – wisi oprawiona w ramki stara fotografia. Przedstawia uroczystą procesję 17 sierpnia 1947 r. z okazji poświęcenia międzyrzeckiego kościoła. Na zdjęciu widać dziewczyny w strojach pszczyńskich. Jedną z nich jest Emilia. Idzie obok księdza dziekana Józefa Okrenta oraz księdza Karola Skupina z kurii biskupiej. Emilia Chrobok doskonale pamięta tę procesję, a potem odpust, jakiego nigdy wcześniej Międzyrzecze nie widziało.

93-letnia Emilia Chrobok; fot. z książki U. I G. Sztolerów Dom modlitwy…

Przez długie lata mieszkańcy Międzyrzecza chodzili do kościoła w Miedźnej. Siedem kilometrów błotnistą drogą przez las. „Jak żeś tam zaszeł, toś był głodny” – wspomina Emilia Chrobok w najnowszej książce Urszuli i Grzegorza Sztolerów „Dom modlitwy na chwałę Bogu i dla zbawienia ludzkich dusz”. Kto miał bryczkę, korzystał z bryczki. Dzieci chodziły zwykle na piechotę i boso („dopiyro kole kapliczki na Miedźnej my się łobuwali, bo godali szkoda szczewików”). Ścisk był w kościele ogromny, bo do miedźnieńskiej świątyni schodzili się wierni z wszystkich okolicznych wsi: z Góry, Grzawej, Frydka, Gilowic, no i z Miedźnej. Zimą co starsi i bardziej schorowani, a także dzieci nie byli w stanie tak daleko iść do kościoła, co też bardzo im doskwierało.

Mieszkańcy Międzyrzecza zaczęli myśleć o tym, co zrobić, by mieć kościół bliżej. Myślenie to przełożyło się na list do kurii biskupiej w latach w latach 30. XX w., z podpisami kilkudziesięciu międzyrzeczan. Podpisani poprosili o wydzielenie Międzyrzecza z odległej o prawie 7 km parafii w Miedźnej i przyłączenie do parafii Bojszowy, która jest o ok. 2,5 km bliżej. Wydawało się to logiczne: bliżej, lepsza droga do Bojszów, wygodniej w kościołach (w Miedźnej po odejściu międzyrzeczan byłby mniejszy ścisk).

Okazało się, że realizacja pomysłu nie jest jednak łatwa. Idea napotkała wiele różnych przeszkód, m.in. ze strony ówczesnego miedźnieńskiego proboszcza, który miał swoje plany związane chociażby z rozbudową świątyni w Miedźnej. Sceptycznie odnosił się do myśli o tym, że ubędzie mu wiernych. Parafii bojszowskiej też jakoś szczególnie nie zależało na szybkich działaniach, by międzyrzeczanie do niej się przyłączyli. Jednolitego stanowiska nie było zresztą też wśród samych międzyrzeczan…

Przeszkody nie sprawiły jednak, że zrezygnowano z idei przybliżenia domu modlitwy, a wręcz przeciwnie – ludzie zaczęli dojrzewać do o wiele odważniejszej decyzji: o budowie kościoła w swojej miejscowości. Natchnienie do tego miał im dać pewien zakonnik – pijar przejeżdżający przez miejscowość.

Osobą, która zajęła się organizowaniem budowy, był Konrad Klepek, przewodniczący komitetu budowy świątyni. Jak go określa kronika parafialna, był „duszą tego zbożnego dzieła, pouczał, zachęcał, dodawał otuchy, zabiegał koło zbierania funduszów i zwożenia materiałów budowlanych; nie szczędząc sił i zdrowia pracował w dnie i w nocy, niezrażony trudnościami i przeciwnościami”. Gdy zabrakło pieniędzy na budowę, ludzie chodzili od wsi do wsi, prosząc o datki.

Konrad Klepek, jeden najaktywniejszych członków komitetu budowy międzyrzeckiego kościoła, z rodziną; fot. z książki Dom modlitwy…

Kościół poświęcono Matce Boskiej Wniebowziętej, co wiąże się z kapliczką przy drodze na Frydek, przy której urządzano nabożeństwa majowe i różańcowe. Obraz do ołtarza miał wykonać niemiecki jeniec pracujący w kopalni w Lędzinach.

Budowa trwała tylko rok. 17 sierpnia 1947 r. nastąpiło poświęcenie międzyrzeckiej świątyni. Wtedy też odbyła się uwieczniona na archiwalnej fotografii procesja z macierzystej parafii w Miedźnej, w której obok księży idą dziewczyny w śląskich strojach. Wzięli w niej udział wierni z sąsiednich parafii, przybyły do Międzyrzecza ogromne tłumy. „Ze wszystkich parafii przychodzili ludzie w procesjach ze sztandarami – z Bojszów, z Woli, ze Pszczyny przyśli z Miedźnej. Tu było tela narodu… Ale był taki odpust, że w życiu w Miyndzyrzeczu my nie widzieli. A tych kramorzu stymi piernikami to łod samego Przygona aż fort pod Pośpiecha z łobu stron” – wspomina Emilia Chrobok.

Marzenie mieszkańców Międzyrzecza udało się zrealizować. Zaraz jednak pojawiła się nowa troska – o swojego, stałego duszpasterza. Wiele różnych postaci przewinęło się przez międzyrzecką filię parafii miedźnieńskiej.

Wiele miało tu miejsca wydarzeń, o których przez lata opowiadali sobie ludzie – od tych oficjalnych i ważnych po „ploteczki” jak chociażby ta o pannie młodej, którą trzeba było wynieść z kościoła w czasie ślubu. „Musiała być bardzo przejęta ważnością tego aktu albo sobie dobrze kołocza podjadła” – skomentował to żartobliwie jeden z księży.

Trudną i długą drogę międzyrzeczan do powstania własnego kościółka, własnej parafii i doczekania się na własnego duszpasterza szczegółowo opisuje książka małżeństwa historyków Urszuli Chrobok-Sztoler i Grzegorza Sztolera, mieszkańców Międzyrzecza. Ukazała się w jubileusz 70-lecia ukończenia budowy i poświęcenia kościoła parafialnego w Międzyrzeczu, 20 lat od jego konsekracji, a 60 lat minie w przyszłym roku od utworzenia parafii pw. Wniebowzięcia NMP w Międzyrzeczu. Autorzy opracowania – doktorzy historii –prześledzili archiwalia (m.in. korespondencję proboszczów, rad gminnych, akta kurialne, kroniki, stare czasopisma) i wyłuskali z nich najistotniejsze, a zarazem najciekawsze wątki.

Przewodniczką po historii międzyrzeckiej parafii jest w książce Sztolerów 93-letnia Emilia Chrobok z archiwalnej fotografii przedstawiającej procesję z okazji poświęcenia kościoła w 1947. To świadek historii – osoba obdarzona doskonałą pamięcią, potrafiąca opowiadać o dawnych czasach bardzo konkretnie, a do tego piękną gwarą.

Wszystkie cytaty pochodzą z książki U. i G. Sztolerów „Dom modlitwy na chwałę Bogu i dla zbawienia ludzkich dusz”; wyd. Gmina Bojszowy, Międyrzecze 2017

 

Dodaj komentarz