Wznowiono śledztwo w sprawie 450 tys. zł, które ominęły Tyski Sport SA

0
Śledztwo wznowiono, fot. ZBB

Wznowiono śledztwo w sprawie 450 tys. zł, które ominęły Tyski Sport SA. Z nakazu sądu Prokuratura Rejonowa w Tychach wznowiła śledztwo w sprawie 450 tys. zł, które sześć lat temu ominęły gminną spółkę Tyski Sport i wpłynęły do kasy stowarzyszenia hokejowego Górnośląski Klub Sportowy GKS Tychy. Śledztwo to toczy się już od ponad dwóch lat. Wszczęto je po zawiadomieniu złożonym przez Najwyższą Izbę Kontroli. W sprawie tej pojawiają się wysoko postawione osoby. NIK wskazuje H.D., byłego prezesa spółki Tyski Sport, jako winnego niedopełnienia obowiązków i wyrządzenia spółce znacznej szkody majątkowej.

W 2011 r. świeżo utworzona spółka Tyski Sport (100 proc. akcji objęła gmina Tychy), reprezentowana przez prezesa H.D., przejęła m.in. hokejową drużynę GKS Tychy. Właśnie w tej sprawie od dwóch lat toczy się śledztwo.

Sekcję hokejową przekazało spółce stowarzyszenie Górnośląski Klub Sportowy GKS Tychy z mocą obowiązującą od 1 czerwca 2011 r. W toku późniejszego postępowania ustalono, że strony umowy nie sporządziły pisemnego protokołu zdawczo-odbiorczego zbywanych praw i obowiązków majątkowych i niemajątkowych z wyjątkiem wykazu i kserokopii umów sponsorskich, których przedmiotem było sponsorowanie sekcji hokejowej lub ekspozycja reklam (najem powierzchni reklamowych) na terenie lodowiska należącego do gminy Tychy.

Rada Nadzorcza Tyskiego Sportu miała wiele zastrzeżeń do treści projektów umów. Między innymi zwrócono uwagę na konieczność doprecyzowania par. 5, który zobowiązywałby stowarzyszenie do tego, aby – w okresie między podpisaniem umowy oddania hokeistów Tyskiemu Sportowi a faktycznym wstąpieniem tej spółki w prawa klubu hokejowego – przekazywało spółce wpływające do GKS Tychy pieniądze. Rada Nadzorcza zażądała skorygowania treści projektu umowy na korzystną dla Tyskiego Sportu i nie wyraziła zgody na podpisanie umowy bez tej zmiany. Mimo to umowa została podpisana (prezes formalnie mógł to zrobić, bo jej wartość nie przekroczyła kwoty zastrzeżonej w statucie). No i zaczęły się kłopoty.

Skąd się wzięło 450 tys. zł?

Dwie umowy reklamowe z Przedsiębiorstwem Energetyki Cieplnej sp. z o.o. i spółką Instalmedia (należącą wówczas do PEC) zostały zrealizowane już po 1 czerwca 2011 r. , a więc po dacie przejęcia hokeistów przez Tyski Sport. Ale choć drużyna hokejowa nie należała już do stowarzyszenia GKS Tychy, to pieniądze z tych reklam w całości wpłynęły właśnie do tego stowarzyszenia, a nie do Tyskiego Sportu. Podobny los spotkał kwotę wypłaconą przez sponsora (Kompanię Piwowarską SA) na rzecz hokeistów – ominęła ona spółkę Tyski Sport (która miała już sekcję hokejową) i trafiła na konto stowarzyszenia GKS Tychy (które hokeistów już nie miało, bo sprzedało drużynę Tyskiemu Sportowi). W sumie chodzi o sumę 450 tys. zł (150 tys. zł od PEC, 100 tys. zł od Instalmedii, 200 tys. zł od KP SA).

Prezes H.D. nie przekazał niezwłocznie reklamodawcom i sponsorowi oświadczenia o przejęciu sekcji hokejowej i nie podpisał w stosownym czasie umów cesji praw i obowiązków. Dopiero też 5 lipca 2012 r. zwrócił się do stowarzyszenia GKS Tychy z żądaniem przekazania należnej kwoty 450 tys. zł. Stowarzyszenie nie odebrało jednak tej korespondencji, a niedługo potem H.D. został odwołany z funkcji prezesa.

Po ujawnieniu tych faktów NIK uznał, że spółka Tyski Sport nie otrzymała należnych jej kwot w wysokości 450 tys. zł z tytułu świadczonych usług reklamowych i 10 lipca 2015 r. złożył w prokuraturze zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Śledztwo rozpoczęło się 17 sierpnia 2015 r. Prokuratura Rejonowa w Tychach umorzyła je 30 czerwca 2017 r.

Dlaczego prokuratura umorzyła śledztwo?

Prokuratura doszła do wniosku, że na podstawie zgromadzonego materiału nie można jednoznacznie stwierdzić, że prezes H.D. działał na szkodę spółki Tyski Sport, bo nie posiadał dostatecznej wiedzy o umowach obowiązujących stowarzyszenie. Po pierwsze dlatego, że wykaz tych umów, który został sporządzony na potrzeby odpłatnego przejęcia sekcji sportowych, jest lakoniczny. Po drugie, prezes H.D. nigdy nie dowiedział się jakie zobowiązania posiada stowarzyszenie. Po trzecie, z chwilą gdy prezes H.D. poczynił starania by odzyskać pieniądze od stowarzyszenia GKS Tychy został odwołany z zajmowanego stanowiska. Po czwarte, następczyni H.D. na stanowisku prezesa dopiero po dwóch latach wystąpiła do stowarzyszenia by odzyskać owe 450 tys. zł [bez skutku]. Ponadto, jak zauważyła prokuratura, niektórzy pracownicy spółki Tyski Sport na polecenie (jak twierdzili) prezesa stowarzyszenia GKS Tychy wystawiali faktury na to stowarzyszenie (a nie na spółkę).

NIK złożył 17 lipca 2017 r. zażalenie na umorzenie postępowania przez Prokuraturę Rejonową w Tychach [„Nowe Info” nr 30 z 25.07.2017 r.] i Sąd Rejonowy w Tychach 27 września 2017 r. zażalenie to uznał za zasadne.

Dlaczego sąd nakazał wznowić śledztwo?

– Wydanie tego postanowienia, biorąc pod uwagę zgromadzony w postępowaniu materiał dowodowy, jawi się jako co najmniej przedwczesne – stwierdził sąd.

W swoim uzasadnieniu sąd stwierdza też, że prokuraturze umknął fakt, iż czyn zabroniony, który tutaj wchodzi ewentualnie w grę, może zostać popełniony również nieumyślnie. Śledztwo potwierdziło ustalenia zawarte w zawiadomieniu NIK, to znaczy, że w umowie przejęcia hokeistów nie zawarto zapisów zabezpieczających w wystarczający sposób interesy spółki Tyski Sport SA z tytułu kontraktów reklamowych i sponsorskich, pomimo uwag i zastrzeżeń zgłoszonych przez Radę Nadzorczą tej spółki i uzyskania od prawników wyraźnych, pisemnych sugestii w tej sprawie.

Zdaniem sądu nie sposób zgodzić się z wnioskiem prokuratury, że na podstawie zgromadzonego materiału nie można jednoznacznie stwierdzić, iż prezes H.D. działał na szkodę spółki Tyski Sport, bowiem nie posiadał dostatecznej wiedzy o umowach obowiązujących stowarzyszenie GKS Tychy.

„Prowadzący postępowanie niemal bezkrytycznie uznali za wiarygodne zeznania H.D.” – stwierdził sąd, tymczasem zdziwienie budzi to, że zignorowane zostały wszelkie informacje odnoszące się do nieprawidłowego brzmienia umowy. Musi też budzić zastanowienie, że profesjonalista, osoba pełniąca funkcję publiczną, zawarła umowę kupna-sprzedaży nie posiadając szczegółowej informacji odnośnie jej przedmiotu.”

Prezes H.D. wyjaśniał, ze zawarł umowy pomimo negatywnego zaopiniowania przez Radę Nadzorczą, po konsultacji z prawnikiem, bo była to pilna sprawa.

– Wedle sądu w toku postępowania nie dokonano właściwej analizy, czy gdyby doszło do należytego ustalenia przedmiotu zawartej umowy przez H.D., czy też inną osobę, w ramach realizacji ustawowych i umownych obowiązków w zakresie zajmowania się sprawami spółki Tyski Sport SA, to doszłoby do wyrządzenia szkody w mieniu tej spółki – czytamy w uzasadnieniu Sądu Rejonowego w Tychach. – Umknęło również prowadzącym postępowanie, że spółka Tyski Sport została utworzona przez jednostkę samorządu terytorialnego i wykonywała zadania publiczne, H.D. był zatem osobą pełniącą funkcje publiczne. W tym postępowaniu koniecznym wydaje się zatem wyczerpanie wszelkich możliwości dowodowych, celem ustalenia, czy doszło do dokonania czynu zabronionego. Na pierwszy plan w tym zakresie wysuwa się konieczność zasięgnięcia opinii biegłego z zakresu rachunkowości i finansów w celu ustalenia, czy zawarcie 9 czerwca 2011 r. umowy odpłatnego przekazania na rzecz spółki Tyski Sport przez Górnośląski Klub Sportowy GKS Tychy całości praw i obowiązków wynikających z prowadzenia sekcji hokeja na lodzie, było czynnością nagłą i zasadną z punktu widzenia ekonomicznego – brzmi zasadnicza część konkluzji sądu.

Dopiero po przeprowadzeniu tej czynności oraz zebraniu innych dowodów, których potrzeba wyłoni się w toku postępowania, i poddaniu ich wnikliwej ocenie, możliwe będzie podjęcie decyzji czy istnieją podstawy do postawienia komukolwiek zarzutu przestępstwa nadużycia zaufania, bądź też umorzenia postępowania.

Prokuratura poinformowała nas, że biegły z zakresu rachunkowości i finansów, o którym wspomina sąd, został już powołany.

Kto jest kim w tej sprawie

Do tego wszystkiego należy dodać kilka faktów, które stanowią interesujący kontekst całej sprawy. Po pierwsze o konieczności korekty niekorzystnego par. 5 umowy przejęcia sekcji informowany był również Andrzej Dziuba, prezydent Tychów (będący jednoosobowym walnym zgromadzeniem reprezentującym w spółce wolę właściciela – czyli gminy Tychy).

Prezesem Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej był i jest Andrzej Skowroński, wieloletni znajomy prezydenta Dziuby (prezydent, jako reprezentant miasta, stanowi w PEC-u znaczną większość zgromadzenia wspólników). Ten sam Andrzej Skowroński był prezesem stowarzyszenia Górnośląski Klub Sportowy GKS Tychy i jako prezes GKS podpisywał 9 czerwca 2011 r. z Tyskim Sportem umowę przekazania drużyny hokejowej. Później został członkiem Rady Nadzorczej Tyskiego Sportu (nie byłoby to możliwe bez zgody prezydenta). Przez jakiś czas był jednocześnie i prezesem GKS Tychy, i członkiem Rady Nadzorczej Tyskiego Sportu SA. Później został przewodniczącym tejże Rady Nadzorczej. NIK ustalił, że właśnie Rada Nadzorcza Tyskiego Sportu, którą kierował Andrzej Skowroński (będący wówczas jednocześnie prezesem stowarzyszenia GKS Tychy) podjęła uchwałę o odwołaniu H.D. z funkcji prezesa Tyskiego Sportu, a stało się to niedługo po tym, jak H.D. upomniał się w stowarzyszeniu GKS Tychy o owe 450 tys. zł [sprawę tę opisaliśmy szeroko m.in. w „Nowym Info” nr 28 z 11.07.2017 r.].

Brak komentarzy

Sprawą okoliczności towarzyszących przekazaniu hokeistów spółce Tyski Sport zajmuję się od ok. dwóch lat. Andrzej Skowroński jeszcze pod koniec ubiegłego roku odmówił mi komentarza, tłumacząc to tym, że nie ma do mnie zaufania (pełna wypowiedź Andrzeja Skowrońskiego – „Nowe Info” nr 41 z 15.11.2016 r.). Nic innego mi od tamtej pory nie przekazał. Prezydent Andrzej Dziuba też odmówił – jest w tym konsekwentny, bo zapowiedział, że w ogóle nie będzie osobiście odpowiadał na żadne moje pytania, niezależnie od tego jakiej sprawy będą dotyczyły. Były prezes H.D. od pewnego czasu też nie chce publicznie zabierać głosu w tej sprawie.

 

Dodaj komentarz