410 lat temu Polacy zdobyli Moskwę

1
Sarkofag króla Władysława IV w tyskiej pracowni konserwatorskiej Agnieszki i Tomasza Trzosów, grudzień 2019 r.; fot. Zdzisław Barszewicz

Wczoraj tj. 9 października 2020 r. minęło dokładnie 410 lat od czasu, gdy Polacy pod dowództwem hetmana Stanisława Żółkiewskiego wkroczyli do Moskwy, zajmując Kreml. Możliwe to było po rozgromieniu 9 października 1610 r. pod Kłuszynem przez wojsko polskie wielokrotnie liczniejszych wojsk rosyjsko-szwedzkich. To dobra okazja, by przypomnieć artykuł pt. „Z czym kojarzymy Władysława IV”, który ukazał się w dwutygodniku „Nowe Info” nr 2 (21.01.2020 r.) w związku z renowacją sarkofagu tego króla Polski w tyskiej pracowni konserwatorskiej Agnieszki i Tomasza Trzosów.

Kto był na Wawelu i zwiedzał znajdujące się w katedralnej krypcie groby królewskie, musiał zauważyć m.in. bogato zdobione sarkofagi króla Władysława IV Wazy i jego żony Cecylii Renaty. Ostatnio sarkofagi te przebywały w Tychach, w pracowni konserwatorskiej Agnieszki i Tomasza Trzosów. W ubiegłym miesiącu wróciły na Wawel. Byliśmy w tyskiej pracowni 16 grudnia podczas załadunku tych dzieł sztuki. Renowacja trumny Władysława IV w Tychach jest dobrą okazją, by przyjrzeć się temu władcy, a jest to bardzo ciekawa postać, choćby dlatego, że był nie tylko królem Polski, ale również carem Rosji.

Władysław IV Waza był synem Zygmunta III Wazy, którego pomnik – Kolumna Zygmunta – do dziś stoi na placu Zamkowym w Warszawie przed Zamkiem Królewskim. Pomnik ten postawił swojemu ojcu właśnie Władysław (urodził się w 1595 roku, zmarł w roku 1648; panował w latach 1632-1648).

Król Władysław IV był nie tylko królem Polski (i tytularnym królem Szwecji), ale również – o czym warto wiedzieć – faktycznym carem Rosji w latach 1610-1613, czyli po zdobyciu Moskwy przez wojska Zygmunta III dowodzone przez hetmana Stanisława Żółkiewskiego. Kluczowe w kampanii moskiewskiej było zwycięstwo pod Kłuszynem w 1610 r. Wówczas to siedmiotysięczny oddział wojska polskiego (w tym husaria) rozgromił połączone siły szwedzko-rosyjskie liczące 35 tys. żołnierzy. Wiktoria ta otworzyła drogę do stolicy Rosji i osadzenia na Kremlu polskiej załogi. Władysław IV został wówczas wybrany przez bojarów na cara, czego Rosjanie do dzisiaj nie mogą nam zapomnieć, zwłaszcza, że wiązało się to z największym upokorzeniem Rosji – hołdem ruskim.

Na skutek dalszych dziejów: od rozbiorów I Rzeczpospolitej do swoistej okupacji Polski przez wojska sowieckie po II wojnie światowej, hołd ruski był najbardziej skrywanym wydarzeniem w historii Polski, choć jeden ze swoich monumentalnych obrazów poświęcił mu Jan Matejko. Dlaczego Rosjanie daliby wszystko, aby wymazać to wydarzenie z kart historii?

Po zdobyciu Moskwy, 29 października 1611 roku hetman Stanisław Żółkiewski przywiózł do Warszawy jeńców: cara Rosji Wasyla IV Szujskiego, jego żonę carycę Katarzynę oraz braci cara: głównodowodzącego pobitą armią rosyjską – wielkiego kniazia Dymitra oraz następcę moskiewskiego tronu wielkiego kniazia Iwana.

Hołd ruski odbył się w Zamku Królewskim w Warszawie przed królem Zygmuntem III Wazą, carem-elektem Władysławem IV, szlachtą polską. Jak wyglądał? Według zachowanych przekazów car Rosji pokłonił się nisko do samej ziemi (musiał prawą dłonią dotknąć podłogi), a gdy się tak ukorzył, złożył uroczystą przysięgę, obiecując, że Rosja nigdy już więcej na Polskę nie napadnie. Po tej ceremonii car Rosji w wiernopoddańczym geście ucałował dłoń króla Zygmunta III. Wielki kniaź Dymitr, padając na twarz przed polskim królem, złożył taką samą przysięgę. Wielki kniaź Iwan, jak zanotowali kronikarze, aż trzy razy bił czołem o posadzkę, złożył przysięgę, a potem rozpłakał się na oczach wszystkich obecnych. Podczas tej ceremonii podłoga komnaty zasłana była rosyjskimi sztandarami zdobytymi w Moskwie.

Władysław IV nie był długo faktycznym carem Rosji (bojarzy postawili tylko jeden warunek: musiał przejść na prawosławie, czego, za sprawą króla Zygmunta III, nie uczynił). Kluczem do władania w Moskwie było panowanie na Kremlu, a to wiązało się z poprawnym traktowaniem mieszkańców. Niestety, szerzyła się samowola.

Aby utrzymać dyscyplinę wśród polskiej załogi moskiewskiej twierdzy, Aleksander Gosiewski, polski komendant miasta, stosował drakońskie kary. Na przykład, jak podaje Paweł Jasienica w „Rzeczpospolitej Obojga Narodów”, kiedy pijany żołnierz strzelił do ikony Matki Boskiej znajdującej się w Nikolskiej Bramie Kremla, „dowódca kazał odrąbać mu ręce i nogi, kadłub zaś spalić żywcem na stosie wzniesionym w miejscu zbrodni. Dłonie skazańca przybito ponadto bretnalami tuż pod znieważonym wizerunkiem Bogurodzicy”.

Innym razem żołnierz polskiej załogi Kremla uderzył w twarz popa. Gosiewski, za uderzenie duchownego, skazał winowajcę na śmierć. Patriarcha wstawił się za skazańcem, ratując mu życie. Jakaś kara musiała być jednak wymierzona, dlatego komendant, jak podaje Paweł Jasienica, poprzestał na ucięciu winowajcy prawego ramienia.

Trzeba pamiętać, że po Kłuszynie na stronę polską przeszli najemnicy z Niemiec, walczący do tej pory z Żółkiewskim. Oni również trzymani byli żelazną ręką. Za złamanie dyscypliny Gosiewski kazał rozstrzelać dwudziestu siedmiu Niemców, natomiast dwudziestu innych wydał na tortury.

W Moskwie wybuchł w 1612 roku antypolski, zwycięski bunt. W tym samym roku skapitulowała polska załoga Kremla. O tym, jak ważne to wydarzenie dla współczesnych Rosjan niech świadczy fakt, że w 2004 r. ustanowiono w Rosji święto państwowe – Dzień Jedności Narodowej w kolejną rocznicę odbicia Kremla z rąk polskich. Wracając jednak do XVII wieku – po zamordowaniu przez ówczesne rosyjskie służby specjalne Wasyla IV Szujskiego i towarzyszących mu osób (po złożeniu hołdu car z rodziną goszczony był w Gostyninie koło Płocka), nowym faktycznym carem Rosji został w 1613 roku pierwszy przedstawiciel dynastii Romanowów – Michaił I.

Król Władysław IV dał się we znaki Rosjanom, bijąc ich podczas wojny smoleńskiej (1632-1634), gdy zerwali rozejm i próbowali bezskutecznie zdobyć polski wówczas Smoleńsk. Zawarto wówczas pokój nad rzeką Polanówką. Jednym z warunków stawianych przez Rosjan było zrzeczenie się przez Władysława IV prawa do tytułu cara – zagwarantowanego aktem elekcyjnym spisanym po kłuszyń-skiej wiktorii w Moskwie przez bojarów i zwycięskiego hetmana Stanisława Żółkiewskiego.

Król Władysław zrzekł się korony carów w tragikomicznych okolicznościach. Otóż, jak wspomina Paweł Jasienica, gdy w 1635 roku do Warszawy przybyło poselstwo moskiewskie, by zgodnie z traktatem pokojowym uroczyście odebrać „dokument elekcji, spisany ongi pod murami Moskwy”, wprawiło to senatorów Rzeczpospolitej w nie lada zakłopotanie. Bezcenny pergamin gdzieś się bowiem zagubił. Przypomniano tylko sobie, że „Zygmunt III wręczone sobie przez Żółkiewskiego dyploma ze wzgardą odrzucił” – i od tej pory wszelki ślad po dokumencie przepadł. Car musiał zadowolić się jedynie ceremonią pilnie śledzoną przez moskiewskich posłów. Tak opisuje ją Paweł Jasienica: „Władysław IV, klęcząc przed wielkim ołtarzem katedry św. Jana, uroczyście zaprzysiągł, że się zrzeka tytułu, a zagubionego dokumentu zwrócić nie jest w stanie. Wypowiedziawszy wszystko ucałował krzyż. Po nim to samo wymówili i uczynili senatorowie”.

Król Władysław IV Waza miał ambitne plany, których nie pozwoliła zrealizować mu ówczesna szlachta. U schyłku jego rządów wybuchło dobrze znane (chociażby z sienkiewiczowskiego „Ogniem i mieczem”) Powstanie Chmielnickiego, które miało katastrofalne skutki dla Polski, przede wszystkim jednak bardzo wzmocniło Rosję, której Chmielnicki podporządkował wschodnią Ukrainę – za co Ukraińcy płacą do dzisiaj krwią.

Według Pawła Jasienicy król Władysław IV był jednym z ostatnich liczących się władców Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Okres jego panowania historyk nazwał „babim latem Rzeczypospolitej”. To przed tym polskim monarchą padł na kolana margrabia brandenburski Fryderyk Wilhelm Hohenzollern (zwany Wielkim Elektorem), składając w 1641 r. ostatni, jak się okazało, hołd pruski (wszyscy znamy z obrazu Jana Matejki hołd pruski z 1525 r. złożony królowi polskiemu Zygmuntowi Staremu przez ubranego w zbroję Albrechta Hohenzollerna). Ceremonię ostatniego hołdu pruskiego oglądała m.in. żona Władysława IV – królowa Cecylia Renata.

Władysław IV Waza i jego żona Cecylia Renata po śmierci spoczęli na Wawelu w katedralnej krypcie. Ich metalowe sarkofagi powstały w XVII wieku w pracowni Jana Christiana Bierpfaffa, królewskiego złotnika. Przez ostatnie dziewięć miesięcy znajdowały się w Tychach, w pracowni konserwatorskiej Agnieszki i Tomasza Trzosów. 16 grudnia zostały załadowane na ciężarówkę, która odwiozła je na Wawel. „Nowe Info” było przy załadunku.

Tyska pracownia konserwatorska Agnieszki i Tomasza Trzosów należy do najlepszych w Polsce, a więc i na świecie. To tu odnawiane były inne sarkofagi wawelskie m.in. Zygmunta Augusta, Stefana Batorego, Zygmunta III Wazy, Józefa Piłsudskiego.

Zdzisław Barszewicz

Źródła: m.in. „Rzeczpospolita Obojga Narodów” Pawła Jasienicy

Dwutygodnik „Nowe Info” nr 2 z 21.01.2020 r.

 

1 KOMENTARZ

  1. …ha…, a Adolf H., już „otrąbił ” zdobycie Moskwy, chyba w 1941 roku, bo wojska Wehrmachtu były od o jakieś 15 km, czy jakoś tak-a tu „z odsieczą”, przyszedł „Generał Mrozow” i „adolfowy sen o Moskwie” prysnął, jak balon kuli ziemskiej w filmie „Dyktator”, z Charlie Chaplinem……A Polak potrafił i do dziś Rosjanie są „w szoku”…..Ciekawe, czy Wladimir o tym wydarzeniu wie…..

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here