Bigos a sprawa polska

0
Fot. Krzysztof Jaracz/Pixabay

Proszę się nie martwić, nie będzie słowa jak przygotować bigos. Każdy z nas ma tu swoje mądrości, jeden z grzybami, drugi z wędzoną śliwką węgierką, inny nawet bigos wegetariański potrafi zmajstrować. My tu dziś o filozofii bigosu.

Za Mickiewiczem zaczniemy: „Jest bigos, bo się z jarzyn dobrych sztucznie składa”. I już mamy pierwszą mądrość: „sztucznie” w owych czasach oznaczało „ze sztuką zrobione”. Więc nie mięsiwa, ale warzywa umiejętnie połączone o bigosie decydowały. To pewnie głos za mieszaniem kapust słodkich i kwaszonych.

I dalej w „Panu Tadeuszu” wieszcz wywodzi: „Bierze się doń siekana, kwaszona kapusta,/Która, wedle przysłowia, sama idzie w usta;/ Zamknięta w kotle, łonem wilgotnym okrywa/Wyszukanego cząstki najlepsze mięsiwa”.

Mamy więc bigos jako produkt jak najbardziej ziemskiej miłości kapuchy i mięsiwa. A wcześniej kapucha jest definiowana jako mieszanka jarzyn. Przy czym mięsiwo jest jak najbardziej męskie. Zastanawiające jest, że pierwiastek żeński musi być zamknięty „w kotle” by zawilgotniony mógł okryć pierwiastek męski. Zostawmy to, idźmy dalej.

Z. Gloger wspomina jak to, podróżując z Henrykiem Sienkiewiczem po Puszczy Białowieskiej (w czasach przedkornikowych), zabierali ze sobą faski [małe beczułki] bigosu, by go móc dowolnie odgrzewać, gdy byli głodni. I tam mówi: „stare gospodynie wiedzą z tradycyi, że bigos robiono zawsze bądź z  kapusty kwaszonej szatkowanej, bądź z niekwaszonej – ale na kwasie burakowym”.

Jak więc widać, mieszanie kapust – kwaszonej i niekwaszonej – filozofia staropolska akceptuje. Dziś do niekwaszonej dodawany jest raczej przecier pomidorowy.

Diogenes w starożytnej Grecji nie jadał bigosu, ale za to jadał kapustę. Jako filozof głosił minimalizm, mieszkał w beczce, nie za bardzo dbał o higienę. Spierał się nieustannie z wyznawcą hedonizmu, uczniem Sokratesa, Arystypem z Cyreny, który poszukiwał przyjemności wysublimowanych i za każdym razem wyśmiewał Diogenesa za jego objadanie się kapustą. Diogenes dożył dziesiątej dekady, a Arystyp zszedł, nie zaznawszy smaku kapuchy w wieku nieco ponad czterdziestu lat. Tak to jest z pięknoduchami.

A co dziś, w epoce postmodernizmu. Bigos pasuje jak ulał. Bigos to chaos. Bigos to bajzel, galimatias składników, rozrzucenie wszystkiego bez składu i ładu, rozgardiasz jak na ruskim targu. Ten z tym, ta z tamtym. Każdy z każdym. Kuchenny gender.

Ale jedno nie pasuje. W epoce reklamy, poprawiania wszystkiego na photoshopach, idealnych nóg i torsów nie ma możliwości pokazania bigosu. Z jednej prostej przyczyny. Bigos jest niefotogeniczny. No brzydki jest po prostu.

No i ten zapach. Teraz już w Unii wiedzą, że nie wejdziemy tam jako Europejczycy, tylko jako Polacy. Z tym całym smrodem od gotowanej kapusty. Kręcą nosami z obrzydzenia, ale poprawność polityczna nie pozwala im tego nazwać po imieniu. Smród w słowach zamienia im się w praworządność albo jakieś inne równouprawnienie.

I dobrze, mamy go tylko dla siebie. Kończę mój doroczny bigos. Nie mam fasek i nie muszę już zakopywać go w ziemi na zimę. Wystarczy poporcjować i  do zamrażarki. Jeszcze na przednówku będzie cieszył sobą całą rodzinę. Jak się odkorkuje jakieś czerwone wytrawne, to radości będzie więcej. I nie słuchajcie tych wszystkich Arystypów z Cyreny, wino do kapuchy pasuje!

Alamira, bloger Salonu24

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here