Brawo my!

0
Z Wojciechem Cejrowskim rozmawiałem m.in. cenach paliw; fot. Jarosław Jędrysik

Przed długim weekendem straszono nas, że majówkowe wyjazdy będą więcej kosztować, bo wzrośnie cena benzyny. Średnio mnie to interesowało, bo po pierwsze nigdzie się nie wybierałem; a po drugie tankuję diesla.

Siedziałem więc w domu, ale Wojciech Cejrowski podróżował. Gdy wrócił zza Oceanu przypomniał mi o kosztach paliw w Polsce. Na swoim facebookowym profilu porównał ceny w USA i u nas.

Cejrowski pisze, że nad Wisłą za litr benzyny trzeba zapłacić 4,59 zł (98 oktanów). Na tę kwotę składają się: surowiec (ropa) – 1,54 zł, jego przerób na benzynę i dystrybucja – 0,57 zł, oraz… podatki – 2,48 zł (najwięcej akcyza i VAT, a jest jeszcze opłata drogowa). Natomiast w USA ten sam litr benzyny kosztuje 2,17 zł. O ile ropa, jej przerób i dystrybucja są na podobnym poziomie (1,44 zł i 0,37 zł), to składnik podatkowy wynosi zaledwie… 0,36 zł!

W komentarzach pod wpisem podróżnika pojawiły się wprawdzie uwagi, że w Polsce w cenie litra paliwa jest wspomniana opłata drogowa (ok. 0,13 zł), którą Amerykanie płacą osobno i stąd m.in. różnica… Jednak ile zarabiamy my, a ile obywatele Stanów Zjednoczonych?

W zeszłym roku w Mikołowie miałem okazuję uciąć sobie pogawędkę z panem Cejrowskim. Rozmawialiśmy również o… benzynie. „A jakim prawem funkcjonuje akcyza na paliwa? Przecież rozwój gospodarki polega na ich spalaniu. Ograniczanie spalania – poprzez akcyzę – to spowolnianie gospodarki” – mówił pan Wojtek.

Mówiliśmy też o tym jak w Ameryce Południowej ludzie żyją daleko od państwa, które nie drenuje ich kieszeni. Inaczej jest w Europie. „Żeby państwo przestało się wtrącać trzeba zmniejszyć podatki. Gdy system ma za dużo forsy do zagospodarowania, to się panoszy” – twierdził W. Cejrowski.

Zastanawiam się więc czasem jakim cudem dajemy radę funkcjonować z naszymi małymi pensjami, zżeranymi przez apetyt państwa. Brawo my!

 

Dodaj komentarz