Chcę, aby Śląsk był polski – wywiad z marszałkiem Jakubem Chełstowskim

0
Jakub Chełstowski, marszałek województwa śląskiego; fot. ZB

„Nowe Info” rozmawia z Jakubem Chełstowskim, marszałkiem województwa śląskiego

 

Jakub CHEŁSTOWSKI, lat 40, tyszanin, od 21 listopada 2018 r. marszałek województwa śląskiego, szef regionu PiS; absolwent studiów podyplomowych: w zakresie zarządzania w Kolegium Zarządzania i Finansów Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie oraz w zakresie zarządzania projektami unijnymi na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach; studia magisterskie ukończył w Wyższej Szkole Towarzystwa Wiedzy Powszechnej w Warszawie (Wydział Nauk Społeczno-Pedagogicznych w Katowicach).

 

– 21 listopada 2018 r. Prawo i Sprawiedliwość objęło rządy w województwie śląskim, a pan został marszałkiem. Nastąpiło to w burzliwej atmosferze spowodowanej nawiązaniem przez radnego Wojciecha Kałużę z Koalicji Obywatelskiej współpracy z PiS. Dzięki temu pana ugrupowanie zyskało większość głosów w sejmiku. Radni i posłowie KO zareagowali bardzo emocjonalnie, mówili o zdradzie i hańbie. Czy fala ta już opadła i można mówić o jakiejś współpracy z opozycją?

– To była typowa akcja polityczna kierowana przez Platformę Obywatelską, która nie potrafiła zbudować kolejnej koalicji. Natomiast współpraca z panem Wojciechem Kałużą układa się bardzo dobrze. To fachowiec z dużym doświadczeniem samorządowym. Zna realia związane z przyznawaniem środków unijnych, co wpływa na skuteczność w ich pozyskiwaniu. Okres rządów PiS w regionie to bardzo dobra zmiana dla województwa.

– A nie obawia się pan, że opozycja przeciągnie na swoją stronę jakichś radnych popierających do tej pory PiS i odbierze panu władzę?

– Wszystko może się zdarzyć, jak to w polityce. Tutaj nie ma gotowych scenariuszy. Marszałek to nie prezydent, w DNA jego pracy wpisana jest w każdej chwili możliwość odwołania ze stanowiska. Dlatego naprawdę podchodzę do tego bardzo spokojnie. Sytuacja wygląda dzisiaj tak, że większość jest stabilna, co umożliwia skupienie się na pracy owocującej dobrymi projektami uchwał, a moje działania, jako osoby publicznej, podlegają jak najbardziej ocenie. Na tym polega demokracja.

– Co daje panu władza?

– Właściwie to chyba same problemy (śmiech). Marszałek to funkcja polityczna. To jest bardziej misja niż praca i tak traktuję sprawowaną obecnie funkcję. Zależy mi na rozwoju województwa śląskiego i Polski, dlatego pracuję na rzecz tej idei.

– Co dobrego, pana zdaniem, nie wydarzyłoby się w województwie śląskim, gdyby nie został pan marszałkiem?

– Za swój sukces uważam kruszenie zastanych skostniałych struktur, które pozostały po poprzedniej władzy. Dało to już pewne efekty, np. ekonomiczne. Proszę też pamiętać, że ostatnio przyszło nam działać w ekstremalnie trudnym czasie epidemii. Żaden marszałek województwa nie musiał się mierzyć z rozlicznymi problemami, które przyniósł koronawirus, dlatego nie wiem, czy ktoś inny poradziłby sobie lepiej. Nawet opozycja przyznaje, że w tej kwestii mocno pracujemy i rozstrzygamy wiele spraw, które wcześniej były nierozstrzygnięte. Udało nam się stworzyć bardzo dobre narzędzia, takie np. jak tarcza antykryzysowa dla gospodarki oferująca 1,5 mld zł. Efekty jej działań są widoczne i chwalone. Już prawie 12 miesięcy zmagamy się z covidem. Przeszliśmy przez dwie fale epidemii, teraz nadeszła trzecia fala. Cały świat walczy z tą chorobą. Borykają się z nią kraje bogatsze niż Polska, ale myślę, że w tych trudnych warunkach radzimy sobie dobrze. Nie mamy się czego wstydzić. Szczepienia są kontynuowane, a gdyby nie postawa firm farmaceutycznych, które ograniczyły dostawę szczepionek dla całej Europy, przedkładając zysk nad dobro mieszkańców, to byłoby jeszcze lepiej.

– A za jakie zło, pana zdaniem, odpowiedzialny jest marszałek Chełstowski?

– Z tym pytaniem proszę zwrócić się do opozycji. Sam chętnie wysłucham, co mają mi do zarzucenia. Proszę pamiętać, że województwo śląskie to specyficzny region Polski, złożony organizm gospodarczy, społeczny. Pośrednio lub bezpośrednio zarządowi województwa śląskiego podlegają dziesiątki tysięcy osób.

– Ponad 2 lata temu, w wywiadzie udzielonym nam tuż po objęciu stanowiska marszałka, mówił pan o sytuacji zastanej po poprzedniej ekipie. Między innymi wspomniał pan o wysokim zadłużeniu i zagrożeniu pozyskania 170 mln euro z UE. A jak to dzisiaj wygląda?

– Problemy zawsze są, choćby z tego względu, że zarządzamy największą siecią szpitali, trudnymi projektami, które były źle przygotowane przez naszych poprzedników. Niedbale zaprojektowano m.in. funkcjonowanie Kolei Śląskich, Stadionu Śląskiego, szpitali, wojewódzkich ośrodków ruchu drogowego. Krok po kroku staramy się to korygować. Powołaliśmy departament audytu, departament współpracy międzynarodowej (który wcześniej był jakimś referacikiem), departament turystyki.

– Czy to nie zwyczajna rozbudowa biurokracji?

– Nie. Uderzamy w te branże, które są bardzo ważne. Samorządy lokalne bardzo dobrze te zmiany przyjęły. Nowa perspektywa unijna 2021-2027 jest bardzo istotna, niesie ze sobą możliwość pozyskania dużych dotacji. Jesteśmy świadkami ważnego procesu, jakim jest transformacja gospodarcza.

– Jak bardzo województwo jest obecnie zadłużone?

– Sytuacja polepsza się, bo dzięki zwiększonym wpływom podatkowym wiele kredytów udało nam się spłacić wcześniej z dochodów bieżących, a więc bez zaciągania nowych kredytów. Poprawiliśmy rating województwa, jeśli idzie o skalę zadłużenia i to widać w liczbach. Zarządzamy obecnie budżetem wynoszącym prawie 2 mld zł. Nigdy wcześniej takiego budżetu nie było. Jeśli chodzi o wydatki budżetowe, możemy pochwalić się najlepszym ich wykonaniem w całej historii samorządu województwa. W obecnej perspektywie unijnej mamy zapewnione dotacje w wysokości 4,4 mld euro, a to jeszcze nie jest nasze ostatnie słowo.

– Interesuje się pan jeszcze sprawami Tychów?

– Oczywiście!

– Tychy realizują projekt „Odnawialne źródła energii szansą na poprawę jakości powietrza w Tychach”. W ubiegłym roku podpisał pan umowę dofinansowującą ten projekt kwotą ponad 20 mln zł, ale i poinformował, że zwłoka w jego realizacji powstała z winy tyskich władz i zapowiedział monitorowanie sytuacji. Monitoruje pan?

– Nie mam informacji, by występowały dzisiaj jakieś problemy. Ustalenia umowy muszą być dotrzymane. Po zakończeniu sezonu grzewczego 2020/2021 można wrócić do tego tematu i sprawdzić, jakie są postępy w realizacji projektu. Wszystkim beneficjentom mówię, że podpisanie umowy to jedno, ale rozliczenie się z przyjętych w niej zobowiązań to rzecz najważniejsza.

– W tegorocznym budżecie województwo chce przeznaczyć prawie 224 mln zł na kulturę. To w pana ocenie dużo czy mało?

– Środki dla instytucji kultury zwiększamy sukcesywnie od początku kadencji. Nie ukrywam, że trzeba było nadrobić trochę zaległości po poprzednikach. Mieliśmy sytuację, że w niektórych przypadkach musieliśmy zabezpieczyć pieniądze na wynagrodzenia. Istniało zagrożenie, że ludzie po prostu zostaną bez wypłat. Na szczęście jest to już przeszłość, aczkolwiek musieliśmy wtedy reagować błyskawicznie. Dziś możemy skupić się na bieżącej działalności. W ramach tych zadań będziemy kontynuować upamiętnianie Powstań Śląskich. W tym roku mija setna rocznica trzeciego narodowowyzwoleńczego zrywu Ślązaków, który przyniósł upragniony powrót do Macierzy. Pamięć o ludziach walczących o polski Śląsk to nasz obowiązek. Nie wolno nam o tym zapomnieć.

– Polski, czy tylko śląski? W tym roku odbędzie się kolejny spis powszechny. W poprzednim wielu mieszkańców Górnego Śląska zadeklarowało tylko śląską narodowość. A pan jaką narodowość poda rachmistrzowi?

– Żyjemy w wolnym kraju i nie mam wpływu na to, kto jaką narodowość będzie chciał przyporządkować do swojego nazwiska w spisie powszechnym. Osobiście narodowości śląskiej nie wpiszę, mimo że pochodzę ze Śląska, jest to moja mała ojczyzna i nie wyobrażam sobie innego miejsca dla siebie. Przede wszystkim czuję się jednak Polakiem, a Śląsk jest polski. Powstańcy sto lat temu, biorąc udział w trzech śląskich zrywach narodowowyzwoleńczych, nie ruszali na wroga, myśląc o Śląsku jako osobnym tworze z wyznaczonymi granicami, lecz o jego powrocie do Macierzy. Nie było w nich motywacji względem tworzenia nowego państwa. W moim odczuciu wpisanie narodowości śląskiej w spisie będzie przeczyło prawdzie historycznej. Moja mentalność jest tożsama z postawą naszych przodków walczących w powstaniach – kocham Polskę, kocham Śląsk. I chcę, aby ten Śląsk był polski. Nie mam wątpliwości, że dyskusja o narodowości śląskiej, przywołana akurat w tym momencie, ma szerszy kontekst. Znów ktoś próbuje zbić na tym polityczny kapitał. To prowadzi do niepotrzebnych podziałów. Tak jak powiedziałem wcześniej, nikogo nie zmuszę do wpisania narodowości w ankiecie, ale będę zachęcał do wpisania narodowości polskiej. Tyle mogę zrobić. Jesteśmy Polakami i zróbmy wszystko, aby była w nas zgoda i jedność. Bycie Polakiem nie koliduje przecież z miłością do swojego regionu. Co więcej, będzie to umacniało integrację z miejscem, w którym urodziliśmy się i żyjemy.

 

Rozmawiał: Zdzisław BARSZEWICZ

Wywiad ukazał się dwutygodniku „Nowe Info” nr 6 z 16.03.2021 r.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here