Cztery trafienia na wyjeździe

0
Radość tyszan w Bełchatowie; fot. Sebastian Godyla

GKS Tychy pokonał GKS Bełchatów aż 4:1 w wyjazdowym spotkaniu w ramach 17. kolejki Fortuna 1. ligi. To najwyższa wygrana tyszan na wyjeździe od kwietnia 2016 roku, kiedy GKS pokonał Raków Częstochowa 8:1. Zwycięstwo na żywo oglądało około 500 sympatyków tyskiego klubu.

Mecz w Bełchatowie był kolejnym pojedynkiem dla podopiecznych Ryszarda Tarasiewicza z drużyną ze środka tabeli. Dodatkowym atutem gospodarzy była gra obronna. W siedmiu spotkaniach przy własnym obiekcie zespół Artura Derbina stracił ledwie trzy bramki. Od pierwszego gwizdka tyszanie przejęli inicjatywę i szybko objęli prowadzenie. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Łukasza Grzeszczyka piłki nie sięgnął bramkarz Brunatnych Paweł Lenarcik, a jego błąd wykorzystał Marcin Biernat. Tyski obrońca głową otworzył wynik spotkania i strzelił tym samym czwartą bramkę obecnym sezonie ligowym.

Po zdobyciu gola, goście oddali inicjatywę. W 20. minucie Mikołaj Grzelak kąśliwie dośrodkował, a przed utratą bramki ocalił GKS Konrad Jałocha. Nie udało mu się za to zapobiec utracie bramki w 27. minucie. Grzelak przedarł się prawą stroną w pole karne tyszan, dograł do Emile’a Thiakane, który został nieprzepisowo powstrzymany przez Macieja Mańkę. Arbiter wskazał na jedenasty metr, a rzut karny wykorzystał Mateusz Marzec.

Przez dalszą część pierwszej połowy akcje Bełchatowa nabierały rozpędu. Można w zasadzie powiedzieć, że gol wisiał w powietrzu. Na szczęście dla GKS w 39. minucie Grzeszczyk, tym razem z lewej strony boiska, dośrodkował prosto na głowę pechowo interweniującego Marcina Grolika. Kapitan gospodarzy pokonał swojego bramkarza, a tyszanie zdobyli bramkę w bardzo trudnym dla siebie momencie.

Tyski zespół przez cały mecz dopingowała liczna grupa kibiców. Na Gieksa Arena było około 500 sympatyków GKS-u oraz zaprzyjaźnionych kibiców ŁKS-u Łódź. To napędzało gości, którzy od początku drugiej połowy stwarzała sobie sytuację. Między innymi za sprawą Sebastiana Stebleckiego, który imponującym dryblingiem dostał się pod bramkę Lenarcika, ale został w końcu zatrzymany.

W dalszej części meczu optyczną przewagę mieli goście. Gospodarze potrafili się jednak odgryźć. Tak jak na przykład za sprawą Mateusza Marca, który miał sporo wolnego miejsca przed polem karnym i huknął jak z armaty z 20 metrów. Piłka minimalnie minęła bramkę. W 68. minucie tyski GKS otrzymał rzut wolny z ponad dwudziestu metrów. Grzeszczyk fantastycznie przymierzył w okienko, ale jeszcze lepszą interwencją popisał się Lenarcik. Coraz goręcej robiło się pod bramką Jałochy. Najpierw z bliska trafił w bramkarza Dawid Kocyła, później w kapitalnej sytuacji znalazł się Grzelak, ale sędzia pokazał spalonego.

W końcu w 81. minucie meczu strawy w swoje ręce wziął Mańka, który kapitalnym strzałem zza szesnastego metra dał trzecie trafienie tyszanom. Tuż po tej bramce niemal padł gol kontaktowy. Po strzale z kąta, piłka zatańczyła na linii bramkowej i w ostatniej chwili wybił Biernat. Choć zdaniem miejscowych był gol… W samej końcówce spotkania faulowany w polu karnym był jeszcze Dominik Połap. Rzut karny wykorzystał Grzeszczyk i tym samym zamknął wynik spotkania.

Powiedzieli po meczu
Ryszard Tarasiewicz, trener GKS Tychy: – Gratuluję moim zawodnikom dobrej gry, podpartej zwycięstwem, bo nie zawsze tak jest. Nie było łatwo. GKS Bełchatów był zespołem groźnym w każdym aspekcie, co nie było dla mnie zaskoczeniem.

Artur Derbin, trener GKS Bełchatów: – Gratuluję trenerowi zwycięstwa. Nam jest bardzo przykro, że przegraliśmy w takim rozmiarze. Wiedzieliśmy, ze Tychy strzelają dużo bramek i potrafią kreować sytuacje. Momentami wyglądaliśmy obiecująco, natomiast nie ustrzegliśmy się błędów, szczególnie podczas stałych fragmentów gry.

9 listopada 2019, GIEKSA Arena w Bełchatowie
GKS Bełchatów – GKS Tychy 1:4 (1:2)
Bramki: 27’(k) Marzec – 12’ Biernat, 39’(s) Grolik, 81’ Mańka, 90’(k) Grzeszczyk
Bełchatów: Lenarcik – Grzelak, Grolik, Kołodziejski, Szymorek – Czajkowski, Flaszka – Biel (82’ Bartosiak), Marzec, Thiakane (64’ Putin) – Kocyła (89’ Mas).
Tychy: Jałocha – Mańka, Biernat, Sołowiej, Szeliga – J. Piątek (84’ Lewicki), Daniel – Połap, Grzeszczyk, Steblecki (90’+2 Moneta) – Piątkowski.
Żółte kartki: Kołodziejski, Czajkowski, Rachwał (z ławki), Grolik – Grzeszczyk.

Dodaj komentarz