Gmyz – Michnik zachowywał się jak świnia

0
Spotkanie z Cezarym Gmyzem odbyło się w auli byłego WSZiNS

W piątek 4 marca w auli przy al. Niepodległości 32 (dawny WSZiNS) odbyło się spotkanie z Cezarym Gmyzem, dziennikarzem śledczym tygodnika „Do Rzeczy” i TV Republika, współautorem (z prof. Antonim Dudkiem) filmu dokumentalnego „Taśmy z Magdalenki”, o rozmowach opozycji solidarnościowej z władzami PRL przed Okrągłym Stołem. Oprócz tematów historycznych gość poruszył też sprawy bieżącej polityki. Spotkanie zorganizował Klub „Gazety Polskiej” w Tychach i senator Czesław Ryszka.

Odnosząc się do bieżących spraw politycznych, Gmyz zapowiadał, że „ruch pod nazwą Komitet Obrony Demokracji jest rachityczny i zdechnie”. – Tam nie ma spoiwa. To łże-elity. Kolega z mediów mainstreamowych powiedział mi, że na marsze KOD-u chodzi elita, bo jest lepiej ubrana i pachnie dobrymi perfumami. Mnie się wtedy przypomniały słowa Mariana Hemara: „Lepsze polskie gówno w polu niż fiołki w Neapolu”. Ja was uważam za elitę, bo czytacie, wyciągacie wnioski i potraficie krytycznie myśleć.

Gmyz chwalił Antoniego Macierewicza za porządki w wojsku (usunięcie z dowództwa współpracowników dawnych Wojskowych Służb Informacyjnych) i zmiany w prokuraturze. Zamieszanie wokół odwołania szefów stadnin koni w Janowie Podlaskim oraz w Michałowie nazwał „jazgotem”, który ma przykryć patologie w agencjach rolnych Skarbu Państwa, w których silne lobby interesów ma PSL.

Dziennikarz powiedział, że fikcją były obniżki emerytur byłym esbekom, bo większość z nich załatwiła sobie grupy inwalidzkie oraz renty, a te obniżce nie podlegały. – Esbecy nadal czują się u nas bezpiecznie. Niemcy w byłym NRD zaraz po upadku Muru Berlińskiego wprowadzili proste rozwiązanie. Każdy agent Stasi nie miał prawa do procesu lustracyjnego. Istniało domniemanie winy. Pracodawca, nawet prywatny, takie człowieka miał prawo nie zatrudniać – mówił Cezary Gmyz.

Dziennikarz zdradził zebranym, że Instytut Pamięci Narodowej przygotowuje się do udostępnienia Lechowi Wałęsie dokumentów z teczki TW „Bolka”, które znajdowały się w domu gen. Kiszczaka. – Dokumenty mają być za pancerną szybą w asyście rosłych dwóch archiwistów – żartował Gmyz, nawiązując do czasów, kiedy Wałęsa jako prezydent miał nie zwrócić wszystkich akt w swojej sprawie.

Spotkanie odbyło się w dniu, w którym prezydent Andrzej Duda miał wypadek na autostradzie A4 (w limuzynie pękła opona, nikomu nic się nie stało). Z sali padło pytanie, czy prezydent RP jest dobrze chroniony? – W 100 proc. nikt nie jest całkowicie bezpieczny, ale ci co czuwają nad Andrzejem Duda są najlepsi w Polsce. W ochronie jest m.in. funkcjonariusz, który w 2007 r. w Iraku spod gradu kul wyniósł ambasadora Pietrzyka. Sam dostał wtedy cztery razy, a drugi BOR-owiec zginął – mówił C. Gmyz.

O dokumencie „Taśmy z Magdalenki” Cezary Gmyz mówił: – Spotkał się z ostrą krytyką zarówno Sławomira Cenckiewicza (historyka IPN), jak i Tomasza Lisa, więc chyba jest dobry. Wyciąganie tych materiałów z archiwum TVP trwało wiele lat. Do telewizji przyniósł je Czesław Kiszczak w 1999 r., w 10-lecie Okrągłego Stołu. Oglądałem te pięć godzin nagrań i sprawdziły się najgorsze podejrzenia. To był akt zdrady, choć nie wszyscy zachowywali się jak zdrajcy. Przerażającą sceną była zgoda na brak zadośćuczynienia ofiarom stanu wojennego (rodzinom tych, którzy zginęli oraz tym, którzy byli wyrzucani w pracy, zmuszani do emigracji i siedzieli w więzieniach) oraz zapewnienie immunitetu zbrodniarzom. Tę cześć obrad prowadził Bronisław Geremek. Rozmowy zdominowali jednak: Adam Michnik i Czesław Kiszczak. W Magdalence Michnik zachowywał się jak świnia – mówił Cezary Gmyz.

Gmyz porównywał swoją pracę z warsztatem Tomasza Lisa. – Moja praca to kontakt z żywym człowiekiem. Spotykam się z wami, bo chcę się dowiedzieć, kto jest moim pracodawcą, czyli kto czyta moje teksty i kto ogląda moje programy. Dlatego jeżdżę po Warszawie autobusem; słucham, co ludzie mówią; obserwuję, co czytają. Tomasz Lis stracił ten kontakt z końcem lat 80. Ogląda świat zza szyby limuzyny, a za głos zwykłych ludzi taksówkarza, który wozi bogatych. Lis spotyka się tylko z wyselekcjonowaną publicznością. Wobec oponentów jest bezradny – twierdził Cezary Gmyz.

Dziennikarz poszukuje zarejestrowanych rozmów Donald Tusk – Jan Kulczyk, które sporządzono w willi premiera przy ul. Parkowej. – Jeżeli na tych nagraniach jest to, co wiem, to Tusk do Polski nie wróci – mówił Gmyz, który marzy jeszcze o dotarciu do stenogramów z posiedzeń KC PZPR z lat 80.; o tomach akt agentury komunistycznej w Watykanie oraz o teczce TW „Wolski”, która ma skrywać przeszłość agenturalną w wojsku gen. Jaruzelskiego.

Gość wieszczył też rychły upadek „Gazety Wyborczej”. Mówił, że rok do roku „GW” odnotowuje spadki czytelnictwa, a bez wsparcia rządowych reklam to „równia pochyła”. Żałował, że wielu dziennikarzy z TV Republika, którą współtworzył, odeszło teraz do TVP i TVP Info. Republika miała szansę stać się silną, prawicową stacją prywatną, jak Fox News w USA. Gmyz twierdził, że chętnie kupiłby TVN 24, bo wykorzystałby doskonały sprzęt tej telewizji, która wydaje miesięcznie 24 mln zł na swoje programy. Przy tej samej liczbie godzin emisji TV Republika wydaje 1 mln zł.

Dziennikarza zapytano też, czy w związku z tematyką, którą się zajmuje nie miał pogróżek? –Po napisaniu tekstu o trotylu na wraku prezydenckiego tupolewa, kiedy wyrzucili mnie z „Rzeczpospolitej”, szedłem wzdłuż muru Muzeum Powstania Warszawskiego. Początkowo nie zauważyłem bmw z przyciemnionymi szybami. Stało się to dopiero, gdy wóz przyspieszył z piskiem opon. Szyby się uchyliły. Czterech barczystych mężczyzn wyciągnęło ręce, pokazując charakterystyczny gest „V”. Krzyknęli: „Panie redaktorze! Jesteśmy z panem” i odjechali.

Cezary Gmyz zapowiedział, że jeśli w Prawie i Sprawiedliwości zdarzy się korupcja i złodziejstwo, to będzie je opisywał. – Zapewne się zdarzy, bo taka jest natura władzy. Ponadto na fali popularności PiS do tej partii przyłączyły się osoby o mętnej proweniencji. Wiadomo – martwe ryby płyną z prądem.

Cezary Gmyz w Tychach (Fot. Jarosław Jędrysik)
Cezary Gmyz w Tychach (Fot. Jarosław Jędrysik)

Dodaj komentarz