Historia kina „Halka” w Tychach. Boleśnie przerwane marzenia

1
Wejście do kina „Halka”, przy plakatach z repertuarem, lata 30. XX w.; fot. archiwum Muzeum Miejskiego w Tychach
Reklama

Obaj kochali kino. Józef Golenia, kierowca pochodzący z Kostuchny i Wojciech Jaworek, elektryk ze Żwakowa. Obaj połączyli tę pasję z zarabianiem na życie. Najpierw wyświetlali filmy, jeżdżąc po okolicznych wsiach i miastach. Te nieme, a potem też te, w których aktorzy przemawiali z ekranu do widzów. W latach 30. XX w. postanowili założyć spółkę. Ich marzeniem było założenie w Tychach stacjonarnego kina. Odkładali więc pieniądze, kupili działkę i przy ul. Sienkiewicza wybudowali cieszące się powodzeniem kino „Halka”. Jednak wojna boleśnie przecięły ich dalsze plany. Wojciech Jaworek nie wrócił z frontu wschodniego. Józefowi Goleni komuniści odebrali majątek i wolność.

Autor: Jarosław JĘDRYSIK

Artykuł ukazał się po raz pierwszy w 2014 r. w Górnośląskim Tygodniku Regionalnym „Echo”.

Jak mówi Maria Antończak, córka Józefa Goleni, ojciec przyszedł na świat 1 stycznia 1899 r. w Kostuchnie.

– Jak rodził się w Nowy Rok, to było wesoło. Pod oknem grali na akordeonie. Ta atmosfera przy jego narodzinach została mu do końca życia, choć ono tak mocno go doświadczyło. Tata był duszą towarzystwa, organizował różne zabawy, a później wycieczki autokarowe. Mąż, ojciec, dziadek… o gołębim sercu. Dla dzieci sprzedałby ostatnią koszulę. Podczas II wojny światowej, jako żołnierz Wehrmachtu, zdjęcie jedynej wówczas córki Brygidy zawsze nosił na sercu, w skórzanej briftaszy – mówi Maria Antończak.

Reklama

 

Rodzice Józefa Goleni prowadzili gospodarstwo rolne. Ojciec pracował też na kopalni „Boże Dary”. Józef miał pięcioro rodzeństwa. Jako nastolatek walczył w I wojnie światowej. Był ranny w nogi. Do Tychów przeprowadził się, bo dostał pracę jako szofer w Browarze Obywatelskim (przydzielono mu kawalerkę przy browarze). Wcześniej w Katowicach ukończył szkołę dla kierowców i mechaników.

Maria Antończak, córka Józefa Goleni ze zdjęciem ojca, listopad 2014 r.; fot, J. Jędrysik

Ożenił się późno, mając 38 lat, z Marią, z domu Barteczko. – Ojciec zwlekał z ślubem, bo po prostu kochał sztukę filmową. Jeździł z kinem objazdowym, ale marzył o stacjonarnym obiekcie. Na ten cel zbierał pieniądze. W tym celu sprzedał nawet przypadającą na niego część gospodarstwa po rodzicach – mówi Maria Antończak.

Zdjęcie ślubne Józefa Goleni, fot. archiwum rodzinne

Co ciekawe, teść Józefa Goleni – Wiktor Barteczko – również był szoferem, ale samego dyrektora Browaru Książęcego. – Dziadek zawsze chodził do pracy w eleganckim uniformie – opowiada pani Maria.

Józef Golenia wyjechał nawet do Berlina, aby tam ukończyć specjalistyczny kurs dla operatorów projektorów kinowych. Jak mówi córka Maria, potwierdzona dokumentem umiejętność obsługiwania aparatu wyświetlającego filmy, uprawniała ojca do udziału w zysku z biletów. 25 proc. płacił mu właściciel kina w Łaziskach Górnych, a 10 proc. właściciel z Podlesia. Zresztą ojciec był złotą rączką. Jak sprzęt się psuł, mógł sam go naprawić.

Józef Golenia w Berlinie, gdzie wyjechał na kurs operatora kinowego, fot. archiwum Muzeum Miejskiego w Tychach

Jak mówi Maria Antończak, zanim wspólnicy – Golenia i Jaworek – wybudowali „Halkę” w Tychach, współpracowali również przy objazdowym kinie.

Józef Golenia wziął na siebie koszty rozkręcenia interesu i zakupu sprzętu (spłacał go w złocie).

Natomiast Wojciech Jaworek ze Żwakowa wyświetlał filmy. Miał do tego talent. Według wspomnień żony W. Jaworka, zawartych w książce „Dawno temu w Starych Tychach” Bogdana Prejsa, miał on nawet skonstruować własnoręcznie projektor filmowy. Z wykształcenia był elektrykiem.

Wesele Moniki Czardybon i Wojciecha Jaworka, okres międzywojenny; fot. archiwum Muzeum Miejskie w Tychach

Według pani Marii, Golenia i Jaworek dzielili się wtedy zarobkiem w stosunku 75 proc. do 25 proc. Zanim obaj tyszanie się poznali, prawdopodobnie zajmowali się wyświetlaniem filmów każdy na własną rękę.

W Tychach projekcje odbywały się głównie w sali restauracji „U Strzeleckiego” (dzisiejsza restauracja „Polonez” przy ul. Damrota). – Kiedy dominowało jeszcze kino nieme, podczas seansu, właściciel restauracji Strzelecki przygrywał do akcji na ekranie na pianinie lub… pile.

Projektor „Halki” i patefon do odtwarzania dźwięku, ok. 1939 r.; fot. archiwum Muzeum Miejskiego w Tychach

W posiadaniu córki Józefa Goleni jest plan założenia stałego kina w sali Strzeleckiego. Prawdopodobnie miało się nazywać „Apollo”. Szkic pochodzi z sierpnia 1929 r. i podpisany jest przez J. Golenię i W. Jaworka. Najwidoczniej jednak do zrealizowania pomysłu nie doszło.

Zagadką pozostaje dokładna data założenia stałego kina „Halka” przy ul. Sienkiewicza. Agnieszka Ociepa-Weiss z Działu Historii Muzeum Miejskiego w Tychach odkryła, że na mapie Tychów z 1926 r., wykonanej po osuszeniu stawu przed kościołem pw. św. Marii Magdaleny (gdzie dziś jest rynek) i konieczności zmiany biegu Potoku Tyskiego, widnieje już charakterystyczny zarys budynku kina z adnotacją, że właścicielami działki są Golenia i Jaworek.

Z kolei według wypisów z ksiąg wieczystych wynika, że wspólnicy nabywali kilka działek przy ul. Sienkiewicza w latach 1931-1933. Z dokumentów tych wynika, że były to wówczas niezabudowane podwórza i… staw. Współwłaściciele musieli go osuszyć. Według informacji zebranych przez B. Prejsa trwało to dwa lata. Prawdopodobna jest więc wersja, że „Halka” zaczęła funkcjonować dopiero w drugiej połowie lat 30.

Nazwa „Halka”, która po wojnie wielu kojarzyła się z elementem damskiej bielizny, zaczęła obowiązywać ok. 1937 r. To wówczas grano w polskich kinach „Halkę” – filmową adaptację słynnej opery Moniuszki pod tym samym tytułem. Halka to po prostu góralskie zdrobnienie od imienia Halina – jednej z bohaterek dzieła. Jontka zagrał i zaśpiewał w tym filmie Władysław „Ladis” Kiepura (młodszy brat słynnego Jana).

Jak pisze we wspomnianej już książce Bogdan Prejs, początkowo pierwsze tyskie kino miało nosić imię „Helios”, ale dyrekcja katowickiej kinematografii miała nie zgodzić się na obco brzmiąca nazwę.

Plany kina „Halka”, które początkowo miało nazywać się „Helios”; archiwum rodzinne

Kino „Halka” miało ok. 470 miejsc. Pani Maria wspomina, że na przełomie lat 40 i 50. jako dziecko bawiła się w sklep, a „pieniędzmi” były bilety z przedwojennej „Halki”. – Były koloru żółtego, niebieskiego i różowego. Odwijało się je z rolki, po bokach były perforowane. Uprawniały do zajmowania miejsc na balkonie oraz parterze.

Wnętrze kina w 1939 r. U góry widać balkon; fot. archiwum Muzeum Miejskiego w Tychach

Golenia i Jaworek w latach międzywojennych wyświetlali polskie hity z Aleksandrem Żabczyńskim, Eugeniuszem Bodo czy Adolfem Dymszą. W repertuarze były też filmy amerykańskie i zachodnioeuropejskie. Na jednym z zachowanych zdjęć elewacji kina widać plakaty z komedią „Dzień na wyścigach” (1937 r.) z braćmi Marx w rolach głównych.

Wejście do kina „Halka”, przy plakatach z repertuarem, lata 30. XX w.; fot. archiwum Muzeum Miejskiego w Tychach

Kiedy Tychy znalazły się w granicach III Rzeszy, polska nazwa „Halka” ustąpiła niemieckiej „Lichtspielhaus Tichau” (w wolnym tłumaczeniu to po prostu Kino w Tychach). W książce „Dawno temu w Starych Tychach” Bogdan Prejs pisze, że wówczas w repertuarze były głównie filmy niemieckojęzyczne, choć bywały też francuskie i wyjątkowo polskie.

Maria Antończak w swoim domowym archiwum ma wiele umów tyskiego kina z niemiecką firmą Universum Film AG (w skrócie UFA), która przekazywała elementy wyposażenia technicznego kina oraz kopie filmów do wyświetlania.

UFA wyprodukowała m.in. dzieła niemieckiego ekspresjonizmu („Gabinet doktora Caligari” czy „Metropolis”). Wytwórnia uzyskała międzynarodową sławę, stając się poważną konkurencja dla Hollywood. W wytwórni powstał także pierwszy dźwiękowy film Marleny Dietrich – „Błękitny Anioł” (1930).

Po przejęciu władzy przez nazistów, UFA zaczęła produkować filmy propagandowe („Triumf woli” Leni Riefenstahl czy „Żyd Süss”). UFA była również producentem kroniki filmowej, wyświetlanej w kinach.

– Tata miał plany, aby przy kinie urządzić kawiarenkę, żeby ludzie mogli w razie niepogody lub w oczekiwaniu na seans, napić się kawy czy herbaty. Tego nie udało mu się już zrealizować – mówi Maria Antończak.

Istniejący do dziś budynek kina „Halka” (ul. Sienkiewicza) w czasie II wojny światowej z niemiecką nazwą Lichtspiele; fot. archiwum Muzeum Miejskiego w Tychach

Gdy Hitler przegrywał wojnę na dwóch frontach, do Wehrmachtu wcielano także starszych mężczyzn. Józef Golenia dostał się do armii niemieckiej ok. 1944 r., w wieku 45 lat. Rodzina wie jedynie, że służył na Zachodzie, przebywał m.in. w Lubece.

– Ojciec, jak na kierowcę przystało, wrócił z wojny samochodem, ok. 1947 r. Gdzieś na trasie znalazł porzuconą ciężarówkę. Jechał z nim do Tychów m.in. piekarz Gruszka. Później podobno to auto przemalowano i jeździło ono w browarze.

Po powrocie do powojennych Tychów zaczęła się gehenna Józefa Goleni. Jak wspomina córka Maria,

pierwszy szok ojciec przeżył pukając do drzwi swojego domu przy ul. Konopnickiej. Otworzył mu je jakiś obcy mężczyzna. Okazało się, że był to komendant milicji, miejscowy ubek.

– Wprowadził się do naszego domu, jako do mienia „poniemieckiego”. Mama wtedy została wyeksmitowana do swoich rodziców. Najprawdopodobniej ktoś doniósł, że podczas wojny ojciec podawał się za Niemca. Miał przyznaną volkslistę „dwójkę”. Nie wiem, może obawiał się, że gdyby mu jej nie przyznano, to hitlerowcy odebraliby mu kino. Już później znajomi ojca, którzy wyjechali do Niemiec Zachodnich namawiali rodziców do wyjazdu do RFN. Tam mogliby nawet starać się o odszkodowania z tytułu utraty majątku w Polsce. Ojciec z mamą jednak nie wyjechali – mówi Maria Antończak.

Przypomnijmy, że m.in. na terenach polskiego Górnego Śląska, które po 1939 r. znalazły się w granicach III Rzeszy, Niemcy wprowadzili Niemiecką Listę Narodowościową (DVL). Miała ona cztery kategorie, tzw. volkslisty.

W publikacjach tyskiego historyka Ryszarda Kaczmarka (m.in. „Polacy w Wehrmachcie”), czytamy, że kategorię pierwszą przyznawano osobom narodowości niemieckiej, aktywnym politycznie, działającym na rzecz III Rzeszy. Kategoria druga określała osoby przyznające się do narodowości niemieckiej, posługujące się na co dzień językiem niemieckim, zachowujące się biernie. Trzecią volkslistę miało większość Górnoślązaków, uważanych przez Niemców za częściowo spolonizowanych. „Czwórkę” przyznawano tym, którzy czynnie współpracowały w okresie międzywojennym z władzami polskimi, bądź aktywnie działały w polskich organizacjach społeczno-politycznych.

Zaliczeni do pierwszej i drugiej grupy otrzymywali automatycznie obywatelstwo III Rzeszy, zaliczeni do trzeciej grupy dostawali je na 10 lat. Odmowa podpisania volkslisty mogła zakończyć się wysłaniem całej rodziny do obozu koncentracyjnego lub przesiedleńczego. W połowie 1944 r. dla osób, które odmówiły wpisania na volkslisty wprowadzono karę śmierci.

Otrzymanie trzeciej kategorii DVL było dla Ślązaków ochroną przed więzieniem lub obozem koncentracyjnym. Dlatego do podpisania „trójki” namawiał m.in. biskup katowicki Stanisław Adamski. Według zachowanych, niepełnych danych na Górnym Śląsku wpisano na DVL 1,45 mln osób, w tym zakwalifikowano do I grupy 8,3 proc. proc., do II grupy 17,2 proc., do III grupy 70,3 proc. i do IV grupy 4,2 proc. (stan z końca 1942 r.).

Tuż po wojnie władze PRL szykanowały tych, którzy podpisali pierwszą i drugą DVL (więzienie, obozy pracy). Zrehabilitowano wszystkich po 1950 r.

Córka Józefa Goleni wspomina, że po odebraniu ojcu domu, spreparowano odpowiednie dowody i 20 lutego 1948 r. został skazany na półtora roku więzienia.

– Odsiedział cały wyrok. Najpierw w Strzelcach Opolskich, potem w Pszczynie i Katowicach. Właśnie na podstawie tego orzeczenia sądu tata utracił w 1951 r. na rzecz Skarbu Państwa swoją połowę własności kina i działek, na którym się znajdowało.

– Miałam pięć lat, ale pamiętam jak jeździłam z mamą do taty z paczkami. Widzenia w więzieniu w Katowicach były za kratami. Ojciec wychodził nieogolony, zabiedzony…

Mówił, że najgorzej było w Strzelcach Opolskich. W domu była wtedy bieda. Mama dorabiała szyciem.

Tata wyszedł z więzienia 23 listopada 1949 r. Nie mógł znaleźć pracy. Nie dlatego, że nie miał fachu w ręku… Z przyczyn politycznych. Dopiero dzięki znajomościom znów został kierowcą – w jednej ze spółdzielni, a potem w „Transbudzie”– wspomina Maria Antończak.

Po odwilży roku 1956 r. Goleniowie odzyskali zabrany im dom, ale kino pozostało w rękach państwa. – Mama bardzo to przeżyła. Nie chciała słyszeć o „Halce”. Aż cała się wtedy trzęsła. Z kolei rozgoryczony ojciec tak wybierał drogę do kościoła św. Marii Magdaleny, żeby nie iść ul. Sienkiewicza, obok kina, które mu odebrano.

Po wyroku rodzice nigdy w „Halce” nie byli. Ja z rodzeństwem, bywałam. Ojciec tęsknił za kinem… Odskocznią była praca. Był doskonałym mechanikiem samochodowym i racjonalizatorem. Co chwilę ktoś przychodził pod dom i mówił „Józku przyjdź, bo coś się zepsuło” – wspomina pani Maria i powtarza, że ojciec mimo wszystko nie stracił pogody ducha. Widać to na zdjęciach z lat 60., kiedy przewodził zakładowym wycieczkom autokarowym.

Józef Golenia (z kijem), jako organizator wycieczki autokarowej, lata 60. XX w.; fot. archiwum rodzinne

Józef Golenia zmarł w 1978 r. Chorował na cukrzycę. Pogorszenie jego stanu zdrowia spowodował wypadek. Połamał żebra, spadając z drabiny w przydomowym sadzie, obierając czereśnie.

Wojenne losy żwakowianina Wojciecha Wieczorka (ur. 17.04.1895 r.), wspólnika Józefa Goleni potoczyły się nieco inaczej. I on trafił do Wehrmachtu. Służył jednak na froncie wschodnim. Bogdan Prejs pisze, że został aresztowany przez Rosjan 20 lutego 1945 r. i zesłany do Kazachstanu, do zagłębia węglowego w Karagandzie. Zmarł tam 20 czerwca 1945 r.

Córka Józefa Goleni mówi, że dobrze, iż ojciec i jego wspólnik nie byli świadkami losów „Halki” w popeerelowskiej rzeczywistości. Ostatni seans w kinie odbył się bowiem na przełomie lat 80 i 90. Potem w budynku mieściła się hurtownia piwa, a ostatnio… klub nocny.

Autor: Jarosław JĘDRYSIK

Artykuł chroniony prawami autorskimi.

WIĘCEJ HISTORYCZNYCH ARTYKUŁÓW Z TYCHÓW I OKOLIC – TUTAJ

Klimek, który przez 70 lat był kościelnym

Reklama

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here