Lotnisko polowe w Międzyrzeczu. Jak wiosną 1945 r. szkolili się czescy lotnicy

0
Takie samoloty można było zobaczyć w 1945 r. nad Międzyrzeczem

W ostatnich miesiącach drugiej wojny światowej nad śląskim niebem zrobiło się tłoczno od samolotów w różnych barwach. Po 75 latach wciąż wiele lokalnych historii z udziałem tych wojskowych maszyn pozostaje nieznanych. W tym numerze opowiemy o bardzo ciekawym i mocno zapomnianym epizodzie dotyczącym lotniska szkoleniowego dla czechosłowackich pilotów. Powstało ono wiosną 1945 r. w Międzyrzeczu (gmina Bojszowy).

Autor: Janusz MIŚ, projekt „Międzyrzecze, ratujemy śląskie historie”. Artykuł ukazał się w dwutygodniku „Nowe Info” nr 10 z 12.05.2020 r.

Choć najstarsi mieszkańcy wsi Międzyrzecze pamiętali o tym, że na ich polach lądowały samoloty, nikt do tej pory nie zajął się historycznym opracowaniem tych wydarzeń z 1945 r. Wiele opowieści brzmiało wręcz niewiarygodnie, jednak moje rozmowy z kolejnymi osobami potwierdziły, że wiosną ostatniego roku wojny w niewielkim Międzyrzeczu rzeczywiście stacjonowali lotnicy.

Po nitce do kłębka

Wszyscy świadkowie twierdzili zgodnie, że „lotnisko było na polach koło cmentarza, równolegle do zabudowań wiejskich, ubite częściowo gruzem i kamieniami”, które zresztą jeszcze do tej pory wychodzą na polach. Nikt nie potrafił jednak wskazać dokładnego przedziału czasowego dla tych wydarzeń. Dostępne źródła niemal w całości milczały na ten temat.

W  rozmowach z  kolejnymi świadkami pojawiały się nowe szczegóły. Ludwik Sitko wspominał, że „zaraz po wojnie przy pasie lotniska leżało siedzenie wymontowane z rozbitego samolotu. Leżało wyrwane, a bawiłem się na nim z kolegami”. Jeśli chodzi o same maszyny, to pierwszy poważny trop pada z jego ust: „na lotnisku były kukuruźniki”. Nazwę samolotu przytoczył sam bez wahania. Mowa tutaj o dwupłatowcu produkcji radzieckiej Po-2, używanym głównie jako samolot łącznikowo-szkoleniowy.

Rozmowa z Emilią Chrobok (1925-2019) potwierdziła okres działania lotniska na drugi kwartał 1945 r., gdy front był już daleko za Pszczyną: „Samoloty latały na wiosnę, jak front przeszedł, cały czas było słychać ryk silników”.

Samolot Ła5Fn podczas startu

Stanisław Bojdys, kolejny międzyrzeczanin, który uprawia rolę na polach byłego lotniska, wspominał wydarzenie z dzieciństwa zawierające dość ciekawy szczegół: „Tata przyniósł kawałek skrzydła, którym bawiłem się razem z bratem. Było drewniane ze sklejki, połączonej takim utwardzaczem w kolorze czerwonym”. Tego typu wzór konstrukcji stosowany był w samolotach myśliwskich z racji lekkości konstrukcji.

Zagadkę międzyrzeckiego lotniska udało się rozwiązać w dużej mierze dzięki rozmowie z Józefem Janoszem z Pszczyny. „Mieszkałem w Międzyrzeczu, jednak zostałem skierowany do pracy na lotnisku w Jedlinie, utrzymywałem kontakt z rodziną i kuzynkami mieszkającymi u Janosza – krawca. Jedna z nich wspomniała kiedyś, że piloci w Międzyrzeczu mówią po czesku” – wspominał pan Józef. Mówił to z małym wahaniem, gdyż słyszał to z drugiej ręki.

Jedynym autorytetem piszącym o jednostkach czeskich był Zygmunt Orlik, który wspominał o czechosłowackim lotnisku polowym znajdującym się w trójkącie Poręba – Kobielice – Brzeźce.

Cenne źródło

„[…] Kończono pracę przy budowie lotniska zapasowego w Międzyrzeczu Pszczyńskim, na którym później doszkalano mniej sprawne załogi samolotów bojowych” – pisał Z. Orlik w „Pamiętnym roku 1945 Ziemi Pszczyńskiej”. Lotnisko w Międzyrzeczu budował w kwietniu 1945 r. radziecki 479. Batalion Obsługi Lotnisk majora Domiczenki. Służyć miało ono 1. Czechosłowackiej Mieszanej Dywizji Lotniczej.

Maszyny 1. Mieszanej Dywizji Lotniczej, składającej się z Czechów i Słowaków

To była jednostka bardzo specyficzna, jak na warunki panujące w siłach zbrojnych ZSRR. Składała się głównie z Czechów i Słowaków. Wywodzili się oni z dywizjonu przerzuconego z  Wysp Brytyjskich. Wcześniej walczyli w bitwie o Anglię. Czesi w porozumieniu z Armią Czerwoną stworzyli wiele jednostek, które walczyły u boku Sowietów nad czeskim niebem. Jednostka miała w swoim składzie trzy pułki: pierwszy myśliwski (samoloty Ła5FN); drugi pułk – jego część i załogi o małym wyszkoleniu z innych pułków – doszkalały się m.in. w Międzyrzeczu (samoloty szkoleniowe Po-2 Polikarpov oraz Ła5FN) oraz trzeci pułk szturmowy (samoloty Ił-2).

„12 i  13 kwietnia przyleciały dwa pułki (myśliwski i  szturmowy), które w tym czasie były na tyle przygotowane, że mogły uczestniczyć w boju. Skierowano je na lotnisko Poręba – Kobielice – Brzeźce. Resztę (tzn. 2. pułk, który szkolono na myśliwski) skierowano na zapasowe lotnisko w Międzyrzeczu” – pisze Z. Orlik. Ów 2. pułk, który szkolił się w Międzyrzeczu, pozostał w nim do końca wojny, jeśli nie dłużej. Częściowo z niego zapewne były uzupełnienie straty pułków walczących bezpośrednio na froncie.

Tankowanie paliwa

„Podczas samego szkolenia nie obyło się bez kraks i uszkodzeń maszyn” – pisze Zygmunt Orlik, a przytoczone wspomnienia świadków o porzuconych częściach maszyn potwierdzają tę tezę. Pas startowy miał długość około 1200 metrów i szerokość 150 metrów. Częściowo był utwardzony gruzem i kamieniami (lotnisko bojowe Poręba pod Pszczyną było ornym, zwalcowanym polem o gorszej nawierzchni).

Zabudowań na lotnisku w Międzyrzeczu nie było. Amunicję i  paliwo na bieżąco dowożono samochodami. „Lotnisko było szkoleniowe, widać było z daleka, jak lotali i szczylali do celu na ziemi” – opowiadał Stanisław Noras z Bojszów. Późniejsza kwerenda wykazała, że było to od 13 kwietnia do pierwszych dni maja 1945 r. Lotniska zapewne używano też podczas większych, planowanych nalotów, bo relacje świadków wspominają o ciężkich, powolnych samolotach, co świadczy o ich obładowaniu bombami.

Ostatnie wspomnienie ustne o lotnisku przekazała Marta Barchańska z domu Szypuła, która scaliła informacje uzyskane od pozostałych świadków. Miała wtedy jedenaście lat i mieszkała tuż przy pasie startowym. „Piloci czescy byli bardzo mili dla dzieci. Jeden z nich chciał nawet, abym się z nim przeleciała drabiniokiym [potoczna nazwa Po-2 – przyp. JM], jednak tata mi zabronił.

Po2 Polikarpov – samolot łacznikowo-treningowy zapamiętany przez
mieszkanców Międzyrzecza

Uczyli nas piosenek i przyśpiewek w języku czeskim, a nam się to podobało. Jednak gdy teksty te usłyszał tata, od razu się zgorszył. Myśmy do końca ich nie rozumieli. Porozmawiał z lotnikami, aby takich zbereźnych piosenek nas nie uczyli. Samolotów czasem było dużo, bo aż od dziesięciu do dwunastu maszyn. Piloci przyjeżdżali rano ciężarówkami, a samoloty startowały od wsi w stronę Jedliny, a wracały wieczorem. Na miejscu nie było baraków i zabudowań” – opowiadała międzyrzeczanka.

„Był jeden drabiniok. Tata mówił, że pocztowy. Powtarzał też często »zaś te Ił-y lecom«. Hałas był straszny, a szyby w domach tak słabe, że wylatywały. Jak już wojna się skończyła na lotnisku został uszkodzony samolot, ten drabiniok. Po prostu go zostawili. Było to już na Zielone Świątki, chłopy przeciągnęli go na początek pasa startowego, dołożyli gałęzi przyniesionych z lasu, i zrobili wielkie ognisko. Samolot spłonął, a cała wieś świętowała” – wspominała pani Marta.

Fragmenty raportów z Głównego Archiwum Wojskowego w Pradze. Dowód na istnienie lotniska w Międzyrzeczu (w raportach Mezerzice)

Vojenský ústřední archiv

Ostateczne dopełnienie tego wojennego epizodu udało się potwierdzić po otrzymaniu odpowiedzi z Głównego Archiwum Wojskowego w Pradze. W maszynopisie części dziennych raportów 1. Mieszanej Dywizji Lotniczej znalazło się kilka interesujących adnotacji:

– „12 kwietnia: Dowódca pułku wybiera lotnisko Międzyrzecze i Poremba (pisownia oryginalna – przyp. JM), dlatego że lotnisko Katowice nie jest dobre do ćwiczenia młodych pilotów”;

– „18 kwietnia: Nowo ćwiczeni piloci w liczbie szesnastu odesłano samochodem na lotnisko Międzyrzecze, gdzie będą doszkoleni. Przydzielono im dwa samoloty Ula-5 (Ławoczkin dwuosobowy, szkoleniowy) i dwa Ła-5. Dowódca starszy technik lejtnant Milesin, instruktor latania srtm. Jasiek i inspektor latania dywizji kapitan Palenicek;

– 24 kwietnia: „Z polowego lotniska Międzyrzecze stopniowo przychodzą doszkoleni piloci, którzy będą włączani do operacji”;

– 27 kwietnia: „Na lotnisku Międzyrzecze rozbił się rty. Grznar. Pilot zdrowy, samolot rozbity” [Franciszek Grznar późniejszy major, dowódca 5. Pułku Myśliwskiego (1952-53) w Republice Czechosłowackiej. Karierę kończył w  randze generała lotnictwa – przyp. JM].

Czeski pilot Franciszek Grznar, który przeżył wypadek lotniczy w Międzyrzeczu

Z pewnością na temat lotniska w Międzyrzeczu można by powiedzieć znacznie więcej, jednak ciężko jest dotrzeć do wszystkich źródeł. Bez wątpienia można jednak podsumować, iż tutejsze lądowisko było przede wszystkim pasem szkoleniowym. Choć w terenie nie zachował się żaden ślad po pasie startowym, rozmowy ze starszymi osobami pozwoliły ocalić ten fragment naszej śląskiej historii dla potomnych.

Podziękowania: dla wszystkich świadków, których relacje zostały w tym artykule przytoczone, oraz pozostałych osób, z którymi rozmawiałem o lotnisku i potwierdzili jego istnienie, • dla Romana Golusa i Przemysława Żołneczki, bez których wsparcia ta historia nie mogłaby się ukazać.

Bibliografia: Zygmunt Orlik, „Ziemia Pszczyńska rok 1945”, wyd. 1988, str. 25, Zygmunt Orlik, „Opowieści ziemi Pszczyńskiej”, str. 285-286.

Zdjęcia: https://coollib.com

Autor: Janusz MIŚ, projekt „Międzyrzecze, ratujemy śląskie historie”. Artykuł ukazał się w dwutygodniku „Nowe Info” nr 10 z 12.05.2020 r.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here