Łukasz Grzeszczyk o grze z Lewandowskim, współpracy z Hajto i relacjami z kibicami

0
Łukasz Grzeszczyk, kapitan GKS Tychy; fot. Łukasz Sobala

Dziś (17 lutego) gościem Tyskiej Galerii Sportu był Łukasz Grzeszczyk, kapitan piłkarskiej drużyny GKS Tychy. Zawodnik odpowiadał na pytania Piotra Zawadzkiego, kierownika TGS oraz pytania kibiców. Spotkanie było transmitowane online.

Łukaszowi Grzeszczykowi 30 czerwca br. kończy się dwuletni kontrakt z GKS Tychy. Czy później będzie nadal piłkarzem Trójkolorowych?

Kończę 34 lata, nie mam już tych 26-27 lat. Wszystko zależy od wyników drużyny na wiosnę.

Od listopada 2016 r. jest pan kapitanem GKS Tychy. To pomaga czy przeszkadza?

To zaszczyt nosić kapitańską opaskę. Z tego powodu nie mam jednak żadnej ulgi na boisku, także u sędziów. Rolą kapitana jest rozmowa w szatni z chłopakami – jak idzie dobrze, i jak idzie źle.

W GKS Tychy przewija się wielu obcokrajowców. Trzeba ich jakoś wprowadzać do zespołu, pomagać im?

Raczej nie. Szybko się adaptują, nie potrzebują opieki. Wielu rozumie po polsku, np. Omar Monterde, bo od lat grają w naszych ligach.

Jak pan przyjął krótką obecność w GKS Carlosa Peny, byłego reprezentanta Meksyku?

To było zaskoczenie, a po pierwszym treningu zniesmaczenie. Nawet jeśli najlepsze lata miał za sobą, to po uczestniku mundialu spodziewałem się umiejętności o level wyższych. Nie było tego widać. Nie pokazywał nawet naszego poziomu.

Jan Biegański. Dobrze zrobił, że odszedł do ekstraklasy?

Jasne. Dlaczego miał czekać? Dostał szansę i ją wykorzystał.

Patrząc na pana karierę, żałuję pan jakiś wyborów?

Żałuje, że po grze w Wiśle Płock wybrałem Widzew Łódź. To były lata stracone. Wtedy była alternatywa gry w Lechii Gdańsk, ale wówczas klub miał kłopoty finansowe.

Kibic: Psioczą na niego, ale jak nie gra, to go brakuje. Wiele asyst i goli zdobył dla GKS Tychy. Czy czuje się pan czasem niesprawiedliwie oceniany?

Daje się to czasem odczuć na boisku… Jakbym nie kopnął, to będzie źle. Taka rola kibica. Jedyne co mogę zrobić, to strzelić kolejną bramkę. Na inne rzeczy nie mam wpływu.

Pamięta pan jak ekstraklasa wymknęła się panu w Zniczu Pruszków?

Miałem 20 lat. Straciliśmy gola z karnego w końcówce z Podbeskidziem. Płakałem podczas kolacji. Ten awans wydawał się pewny na 100 proc.

Jako dziadek będzie pan wnukom opowiadał, że grał z najsłynniejszym piłkarzem świata – Robertem Lewandowskim?

To było miłe, ale nie grzałbym się cieniu sukcesu Roberta. Zachował się nawet filmik, jak Lewy strzela gola dla Znicza po mojej asyście, a potem podnoszę go na rękach.

Czy już w Pruszkowie było widać, że to będzie klasa międzynarodowa?

Był super, piłka go szukała w polu karnym, ale nie myślałem, że tak daleko zajdzie. Oprócz talentu ważne było, że trafiał do odpowiednich klubów w odpowiednim czasie – do Lecha czy Borussii. W tej drużynie Znicza było wielu dobrych piłkarzy, którzy potem występowali w ekstraklasie.

Piłkarze po 30-tym roku życia dziś nadal trzymają formę. Kiedyś 30 lat to był koniec kariery. 

W tym wieku piłkarz rozwija się pod względem myślenia boiskowego. Ma więcej przemyślanych decyzji i spokoju. A fizycznie? Nigdy nie byłem szybkościowcem, to i szybkości nie straciłem (śmiech). A technika jeszcze jest. Natomiast chęć wygrywania, ambicje i power to rzeczy niezależne od wieku. Nadal chcę wygrywać, nawet gierki na treningach.

Zagrał pan 303 mecze w I lidze. Czy przez lata zmieniła się ta klasa rozgrywkowa?

Poziom jest wyższy niż 10 lat temu. Są lepsze stadiony, no i są transmisje telewizyjne.

Jest pan 6 lat w GKS Tychy. Wcześniej częściej zmieniał pan kluby.

Często był to efekt kłopotów tych klubów… Brakowało sponsora i wypłaty nie były na czas. GKS Tychy jest stabilny finansowo. Powstał tu piękny stadion, a poważnych ofert z ekstraklasy nie miałem.

Jak pan wspomina spadek GKS Tychy do II ligi i współpracę z ówczesnym trenerem Tomaszem Hajto?

Tomasz Hajto – człowiek z nazwiskiem w GKS Tychy. To miał być wielki projekt miał być na lata. Miał fajny warsztat, wprowadzał nowinki treningowe z Zachodu… Przeżyłem wtedy najcięższy, zimowy okres przygotowawczy w karierze. Treningi, siłownia, mecz to był odpoczynek… Mieliśmy wtedy nawet zgrupowanie zimowe w Turcji. Mimo to spadliśmy. Wtedy spaść to naprawdę była sztuka, a nam się to udało. Trudno powiedzieć czego zabrakło…

Jak ocenia pan swoje relacje z kibicami GKS Tychy?

Są hasła „Grzeszczyk out”, ale i gratulacje po meczu czy sezonie. Czasem kibice podchodzą do mnie i mówią: „nie nadajesz się”. Ja to rozumiem. Płacą za bilet, mają swoje zdanie, ale często do głosu dochodzą emocje. Nie zawsze można wygrywać. Ostatecznie wolę, żeby kibice mnie obrażali, ale żeby przychodzili na mecze. Granie przy pustych trybunach przypomina trening. Nie ma adrenaliny.

Kibiców trzeba przepraszać? Pamięta pan kontrowersyjną kampanię bilbordową w Tychach, w ramach której m.in. pan przepraszał za słabe wyniki drużyny?

W tamtym sezonie miałem kontuzję. Grałem tylko w czterech meczach. To był dla mnie szok, jak zobaczyłem swoją podobiznę i cytat z jakiegoś mojego wywiadu: „Nie tak to miało wyglądać”. Ja o tych plakatach nic nie wiedziałem.

Który z młodych zawodników GKS Tychy ma największy potencjał?

Jakub Piątek już dawno powinien grać w ekstraklasie.

Przydałby się awans do ekstraklasy GKS-u Tychy. W tym roku przypada 50-lecie klubu.

Cel minimum to awans do szóstki dającej możliwość gry w barażach o ekstraklasę. Po to wybudowano w Tychach stadion. Awans to jednak nie taka prosta sprawa. Podam przykład Termaliki. Po spadku z ekstraklasy nadal ma dobrych zawodników i największy budżet w I lidze, ale awansu nie ma.

Opracował: JJ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here