O trenerskich legendach GKS-u

0
Trener Jerzy Nikiel;fot. archiwum TGS

W Tyskiej Galerii Sportu (oddział Muzeum Miejskiego, Stadion Miejski, ul. Edukacji 7) we wtorek 28 marca o godz. 12.00 odbędzie się trzecie spotkanie z cyklu „Szanujmy (sportowe) wspomnienia”. Tym razem Piotr Zawadzki, kierownik TGS opowie o szkoleniowcach piłkarzy GKS Tychy z okresu, kiedy drużyna ta odnosiła największe sukcesy w latach 70. Nikiel, Mandziara, Sąsiadek – pamiętacie tych trenerów? 

Jerzy Nikiel (1924–1998) był trenerem, który GKS Tychy najpierw wprowadził do II ligi, a później do I ligi. W książce pt. „GKS Tychy wiceMISTRZEM jest. Opowieść o tyskiej drużynie wszech czasów” Piotr Zawadzki tak o nim pisze:

„Trener Jerzy Nikiel przez tyskich piłkarzy jest wspominany wyłącznie bardzo dobrze. Za wiedzę i charakter. Nikiel pochodził z katowickiego Wełnowca. W 1944 r. został, jak wielu Ślązaków, wcielony do Wehrmachtu. Wzięty do niewoli przez Rosjan, trafił na Sybir. Wrócił do kraju w 1946 r. Był wychudzony i wygłodniały, więc jego bliscy przepowiedzieli mu, że zostanie piekarzem. Ale to były tylko żarty. On zawsze żył piłką nożną. Najpierw jako piłkarz Orła Wełnowiec, Stali Sosnowiec i Siemianowiczanki, a potem szkoleniowiec.

Nikiel to była, szczególnie na Śląsku, sprawdzona trenerska firma. Nic dziwnego, że delegacja działaczy GKS-u cierpliwie pielgrzymowała do katowickiego Józefowca, gdzie mieszkał szkoleniowiec, aby namawiać go do pracy w Tychach.

Nikiel przejął GKS w przerwie zimowej sezonu 1972/73. Szybko poznał rodzinne i zawodowe problemy swoich zawodników, załagodził konflikty wewnątrz zespołu.

Trener miał zwyczaj analizowania gry piłkarzy zaraz po meczu. Jednocześnie przestrzegał zasady, aby przykrych spraw nie wynosić poza siedzibę klubu.

Uwielbiał robić notatki. A charakter pisma miał ładny. Przechowywał potem swoje zapiski w teczkach, brulionach, skoroszytach. Przynosił je na odprawy z zawodnikami.

Ta skrupulatność pozostała mu do ostatnich dni. Kiedy już był na emeryturze i miał prawo do darmowych przejazdów komunikacją miejską, potrafił dzień w dzień zapisywać wszystkie swoje trasy. Potem pokazywał żonie: „Zobacz, jakbym kupował bilety, toby mnie to kosztowało tyle a tyle na miesiąc”. Miał prawo jazdy i samochód, ale za kółko nigdy go nie ciągnęło. Autem jeździł więc syn, a Nikiel wolał podróżować autobusami i pociągami”.

Aleksander Mandziara (1940-2015) swoją piłkarską karierę rozpoczynał on w ŁTS-ie Łabędy. Występował w takich klubach jak: Flota Gdynia, Szombierki Bytom, holenderski NAC Breda (z którym w 1973 r. zdobył Puchar Holandii). Po powrocie do Polski Mandziara w sezonie 1973/74 grał w GKS Tychy i awansował z nim do ekstraklasy. Po awansie został asystentem trenera Jerzego Nikiela. W latach 1975-76 roku był pierwszym trenerem tyszan i doprowadził GKS do wicemistrzostwa Polski. W karierze trenerskiej prowadził jeszcze Pogoń Szczecin.

Delegacja GKS Tychy z wizytą u Jana Mitręgi, ministra górnictwa. Od lewej Krzysztof Rasek i Stefan Anioł – piłkarze, Aleksander Mandziara – trener, Edward Kucowicz – działacz GKS-u, minister Jan Mitręga, Jerzy Nikiel – trener; fot. archiwum Piotra Zawadzkiego

W 1981 r. wyjechał za granicę. Mieszkał w Niemczech i Szwajcarii. M.in. od 1984 do 1988 r. był szkoleniowcem Young Boys Berno. Pod kierunkiem A. Mandziary Young Boys zdobyli mistrzostwo i Puchar Szwajcarii. W 1986 r. Aleksander Mandziara został wybrany trenerem roku w Szwajcarii. Potem trenował jeszcze m.in. niemieckie kluby niemiecki Rot-Weiß Essen i SV Darmstadt 98 oraz austriacki LASK Linz.

Wacław Sąsiadek (ur. 1931) to piłkarz rodem z Lwowa, napastnik, a potem trener. Szkoleniowcem GKS Tychy został w trudnym czasie, w 1977 r., kiedy drużyna spadła już do II ligi.

Wacław Sąsiadek jako zawodnik. Trenerem GKS Tychy był w 1977 r.

Wacław Sąsiadek był przez wiele lat był najmłodszym zawodnikiem, który zadebiutował w reprezentacji Polski. Kiedy zagrał z Finlandią, miał 17 lat i 227 dni! Jego rekord pobił dopiero Włodzimierz Lubański.

W 2004 r. Paweł Czado tak pisał o Sąsiadku w Sport.pl: „Był jednym z najlepszych polskich piłkarzy przełomu lat 40. i 50. Z pochodzenia lwowiak, jako dziecko chodził oczywiście na mecze tamtejszej Pogoni. Kiedy wybuchła wojna, rodzina Sąsiadków uciekła do Kielc. Ojciec Franciszek był kolejarzem i latem 1945 r. ściągnął rodzinę na Śląsk. Sąsiadkowie nie wysiedli jednak w Bytomiu jak większość lwowiaków, ale wcześniej, w Katowicach, bo ojciec miał w tym mieście znajomych. Zaraz po przyjeździe Wacek i jego brat Jurek poszli się przespacerować po mieście i nagle… stanęli jak wryci. Zobaczyli stadion Pogoni. „Taka sama nazwa, jak we Lwowie” – natychmiast pomyśleli bracia i od razu wiedzieli, że będą grać w tym klubie. 14-letni Wacek od razu znalazł miejsce w drużynie juniorów. Był sprawnym, szybkim, dobrym technicznie prawoskrzydłowym.

Z Katowic przeszedł do Legii Warszawa. W Warszawie był prawdziwą gwiazdą. Grał tam cztery sezony sezony, strzelił w lidze 34 bramki. Czado pisze, że po powrocie na Śląsk grał w Polonii Bytom, ale miał pecha. Przyszedł, kiedy Polonia właśnie zdobyła pierwszy tytuł mistrzowski (1954), odszedł, zanim kiedy wygrała ligę po raz drugi (1962).

Jak pisze Paweł Czado, w reprezentacji Polski zagrał trzy razy. Dobrze pamięta zwłaszcza mecz z Albanią w 1950 r. Mało kto wie, ale polscy piłkarze omal wtedy nie zginęli w katastrofie samolotowej. Po starcie piorun uderzył w samolot i zapaliła się kabina pilotów. Jakimś cudem ugasili pożar, a potem bez łączności radiowej lądowali w Budapeszcie. Karierę przedwcześnie zakończył w 1959 r. z powodu kontuzji kolana.

Sąsiadek pracował w dziale kreślarskim w bytomskiej elektrowni, równocześnie rozpoczął też pracę trenerską: w szkółce Stadionu Śląskiego wychował m.in. Henryka Wieczorka i Jerzego Wyrobka. Potem trenował Uranię Ruda Śl. (1968-69, 73-76, 81-85), CKS Czeladź (1969-73), GKS Tychy (1977), Wisłokę Dębica (1978, 79-80) i Polonię Bytom (1980-81). Ale największy sukces odniósł z Toronto Falcons – w 1979 r.  zdobył z tą drużyną Puchar Kanady. Grał w tym zespole m.in. Zygfryd Szołtysik.

Dodaj komentarz