Piłsudski na dworcu

0
Młodzież z III LO w Pszczynie odtworzyła sytuację ze znanego z podręczników zdjęcia i dokonała ciekawego odkrycia; fot. RB

Dziś, czyli w sobotę 10 listopada, uczniowie III LO w Pszczynie na dworcu PKP stworzyli „żywy obraz”, będący odtworzeniem znanej z podręczników fotografii. Słynne zdjęcie ilustrowało przybycie na warszawski dworzec Józefa Piłsudskiego – w mglisty poranek 10 listopada 1918 r., po uwolnieniu z więzienia magdeburskiego.

Zebrana na pierwszym peronie młodzież szczegółowo odwzorowała to, co widać na zdjęciu. Piłsudski (w rolę tę wcielił się Filip Kajstura) znajduje się w środku, w jego pobliżu są postacie z delegacji powitalnej. Jest tłum ludzi: po lewej pani w charakterystycznym kapeluszu, po prawej wchodzi w kadr jegomość w meloniku. Co ciekawe, w tłumie widać też spacerujących swobodnie po peronie niemieckich żołnierzy i oficerów…

To też najwyraźniej zaintrygowało licealistów, bo – jak wyjaśnili – 10 listopada 1918 r. żołnierze niemieccy raczej nie czuli się pewnie w stolicy przyszłej, niepodległej Polski. Sytuacja była napięta…

Jak wyjaśniali licealiści, słynna fotografia została wykonana nie w 1918 r., ale dwa lata wcześniej.

Młodzi ludzie dowiedzieli się, że znana z podręczników fotografia faktycznie nie przedstawia przybycia Piłsudskiego w 1918 r. do Warszawy, ale została wykonana dwa lata wcześniej, w 1916 r., kiedy spacerujący po dworcu niemieccy żołnierze stanowili normalny widok. Po prostu 12 grudnia 1916 r. komendant wysiadł z pociągu na tym samym dworcu, a pociąg przyjechał z Krakowa. „Sam Piłsudski przybył tu, aby objąć przewodnictwo w komisji wojskowej Tymczasowej Rady Stanu. Ponieważ instytucja ta działała zgodnie z założeniami Aktu 5 listopada wydanego przez cesarzy Niemiec i Austro-Węgier, ówczesne niemieckie władze Warszawy pozwoliły na owacyjne przywitanie komendanta Piłsudskiego przez młodzież z Polskiej Organizacji Wojskowej” – wyjaśniał narrator Tymon Kajstura.

Jak w takim razie wyglądało prawdziwe przybycie komendanta? Nie tak jak na fotografii. Józef Piłsudski z Kazimierzem Sosnkowskim nie przyjechali do Warszawy bezpośrednio z Magdeburga, a z Berlina, dokąd po zwolnieniu z magdeburskiej twierdzy zawiózł ich niezbyt sprawny samochód psujący się po drodze. Około 7 rano 10 listopada 1918 r. na dworcu w Warszawie wcale nie było wiwatujących tłumów, choć wieść o przyjeździe komendanta szybko rozniosła się po Warszawie. Na peronie Piłsudskiego przywitali z ramienia Rady Regencyjnej książę Zdzisław Lubomirski oraz Adam Koc na czele niewielkiej ekipy członków Polskiej Organizacji Wojskowej. Piłsudski był entuzjastycznie pozdrawiany przez mieszkańców stolicy, a przed domem na ul. Moniuszki zebrał się wiwatujący tłum pragnący zobaczyć komendanta. I tam z balkonu przemawiał: „Obywatele! Warszawa wita mnie po raz trzeci. Wierzę, że zobaczymy się niejednokrotnie w szczęśliwszych jeszcze warunkach. Zawsze służyłem i służyć będę życiem swoim, krwią ojczyźnie i ludowi polskiemu. Witam was krótko, gdyż jestem przeziębiony – bolą mnie gardło i piersi”.

Jak tłumaczyli też licealiści, zdjęcia uwieczniające przyjazd Piłsudskiego do Warszawy po prostu nie istnieją, a przynajmniej w ciągu tych ostatnich stu lat, jakie upłynęły od tamtego dnia, żadne z nich nie ujrzało światła dziennego.

„Przez całe dwudziestolecie międzywojenne, gdy legenda marszałka rosła w siłę, a szczególnie po przewrocie majowym, za rządów sanacji, z braku innej opcji, zaczęto coraz częściej wykorzystywać to dobre przecież zdjęcie jako ilustrację tematu 11 listopada 1918 r. A wykorzystywano je tak bardzo, że w końcu na stałe złączyło się w naszej świadomości z tą właśnie datą. Dlaczego tak się działo? Niewątpliwie chodziło o to, że nie można było w ówczesnej przestrzeni publicznej przedstawić powrotu takiej osobistości jak Józef Piłsudski jako niemal prywatnego przyjazdu bez odpowiedniej oprawy” – wyjaśniali twórcy inscenizacji na dworcu.

Licealiści przedstawili osoby ze zdjęcia. To: Tadeusz Piskor (w czasie służby w Legionach Polskich awansował na stopień porucznika, a potem i kapitana, w odrodzonej Polsce zrobił szybką i znaczącą karierę wojskową, został II zastępcą szefa Sztabu Generalnego, w marcu 1924 Prezydent RP Stanisław Wojciechowski mianował go generałem brygady), Janusz Głuchowski (w listopadzie 1916 roku został świeżo mianowany rotmistrzem, następnie do 1917 roku służył w 1 pułku ułanów Legionów Polskich; 1927 roku został awansowany do stopnia generała brygady a października 1935 roku Prezydent RP mianował go I wiceministrem spraw wojskowych), Tadeusz Kasprzycki (w chwili zrobienia zdjęcia miał 25 lat i był najmłodszym przedstawicielem delegacji witającej komendanta; od listopada 1914 był organizatorem i komendantem POW w Warszawie i Lublinie, w 11 lat po zrobieniu tego zdjęcia był już generałem brygady, a w latach 1935 -1939 został ministrem spraw wojskowych), Zygmunt Klemensiewicz (najstarszy po Józefie Piłsudskim rozpoznawalny bohater tej fotografii i jedyny, który po odzyskaniu przez Polskę niepodległości nie związał się ze środowiskiem wojskowym; tu jeszcze w mundurze legionowym, ale w niepodległej Polsce był przede wszystkim, znanym lekarzem, działaczem społecznym, publicystą oraz senatorem), Bolesław Wieniawa Długoszowski (w tym czasie ulubiony adiutant komendanta Piłsudskiego, w odrodzonej Polsce generał brygady od 1931, ale przede wszystkim jedna z najbarwniejszych postaci II Rzeczypospolitej; literat, dyplomata, znany z umiłowania kobiet, koni i hucznej zabawy). Autorem zdjęcia, które zrobiło taką karierę, był warszawski fotograf Wacław Saryusz Wolski.

Żywą lekcję historii na dworcu PKP w Pszczynie przygotowały wraz z uczniami nauczycielki historii Urszula Chrobok-Sztoler i Elżbieta Jasińska.

Stroje zostały wykonane przez młodzież, a także wypożyczone od twórcy filmów Józefa Kłyka. Inscenizacja na dworcu odbyła się za zgodą PKP.

(reb)

Dodaj komentarz