Pszczyna – przykład na zbyteczność powiatów

0
Baner na szpitalu w Pszczynie, 12.04.2018; fot. RB

Czy urzędy powiatowe (starostwa) są potrzebne? Swoich dochodów w zasadzie nie mają… Chyba, że sprzedadzą jakąś nieruchomość. Dystrybuują jedynie pieniądze przekazane przez państwo na szkolnictwo średnie czy pomoc społeczną. Zarządzają drogami i chodnikami, na których remonty wiecznie nie mają pieniędzy. Nie ma chyba w Polsce wójta czy burmistrza, który cyklicznie nie dokładałby do modernizacji dróg powiatowych. Przeciętny obywatel ze starostwem ma do czynienia głównie wtedy, gdy załatwia pozwolenie na budowę, sprawy geodezyjne czy odbiera prawo jazdy i dowód rejestracyjny samochodu. Wydaje się jednak, że wszystkie te sprawy z powodzeniem załatwiałyby – jak dawniej – urzędy gminne czy miejskie. Dobrze ilustruje to chociażby przykład Tychów, które są miastem na prawach powiatu. Tyszanie wszystko załatwiają w ratuszu przy al. Niepodległości. Oszczędności z tytułu mniejszych kosztów utrzymywania urzędniczych etatów, powiatowych radnych i dodatkowych siedzib jest oczywista.

W przekonaniu, że powiaty są zbędne utwierdziła mnie w ostatnich latach niemoc władz starostwa pszczyńskiego.

Pierwszym symbolem tej bezradności jest neogotycki gmach dawnego zarządu dóbr książęcych, zwany przez miejscowych Palais lub Paleja (z francuskiego: pałac). Za czasów starosty Józefa Tetli niszczejący zabytek został sprzedany australijskiemu biznesmenowi z polskimi korzeniami. Trzeba dodać, że z wyraźną ulgą, bo władzy zdawało się, że pozbywa się raz na zawsze kłopotliwego i kosztownego balastu. Pamiętne było zdjęcie, na którym przed drzwiami Palei wicestarosta Zygmunt Jeleń przekazuje klucz do obiektu nowemu właścicielowi. Miała tam być urządzona rezydencja mieszkalna. Tymczasem Paleja do dziś niszczeje, a następcy Tetli – Pawłowi Sadzy – nie udało się odzyskać budynku na drodze wywłaszczenia. Dodajmy, że obiekt został sprzedany z 50-procentową bonifikatą, ze względu na wpisanie go do rejestru zabytków. Biznesmen zapłacił za niego ok. 1,5 mln zł, choć jego oferta opiewała na 3 mln zł.

Smaczkiem jest fakt, że wraz z Paleją starostwo sprzedało… chodnik, którym mieszkańcy chodzili do pobliskiego szpitala… I właśnie pszczyński szpital jest drugim pomnikiem indolencji tamtejszego starostwa. Placówka była zadłużona na prawie 30 mln zł. Powiat znów poszedł drogą na skróty. Wydzierżawił szpital prywatnej spółce, spłacając zadłużenie z czynszu dzierżawnego. Jednak po paru latach okazało się, że problem wrócił do starostwa ze zdwojoną siłą… Na skutek nieprawidłowości stwierdzonych przez Narodowy Fundusz Zdrowia, NFZ wypowiedział kontrakt na leczenie prywatnej spółce. Prawie 110 tys. mieszkańców powiatu zostało bez szpitala. Dopiero wtedy starosta Sadza i radni powiatowi obudzili się i zaczęli robić to, co mieli zrobić kilka lat temu. Postanowili – tak, jak to uczyniono w Tychach i w Mikołowie – aby to spółka samorządowa poprowadziła placówkę. Wszystko to jednak za późno… A przecież 30 mln zł zadłużenia, to jak na szpital w Polsce, nie była duża kwota.

Teraz starosta Paweł Sadza pisze list do premiera, na zakończenie którego namawia szefa rządu do obejścia obowiązujących procedur prawa, bo zdrowie i życie ludzkie jest ważniejsze. Pisze to samorządowiec, który rok temu chadzał pod pszczyński sąd ze świeczką protestując, że rząd łamie prawo przy reformie sądownictwa.

Póki co trzeba powiedzieć jasno – w Pszczynie mają budynek, ale nie mają szpitala.

Dodaj komentarz