Śledztwo w sprawie Tyskiego Sportu

0
Zbycie sekcji hokejowej może być opłacalne

Trwa śledztwo w sprawie znacznej szkody finansowej wyrządzonej, zdaniem Najwyższej Izby Kontroli, miejskiej spółce Tyski Sport SA. Chodzi o kwotę prawie pół miliona zł. Pieniądze te, w nie do końca jasnych okolicznościach, ominęły w 2011 r. Tyski Sport i wpłynęły do kasy hokejowego stowarzyszenia Górnośląski Klub Sportowy GKS TYCHY. Podejrzenie popełnienia przestępstwa NIK kieruje pod adresem ówczesnego prezesa spółki, ale w aspekcie niekorzystnej dla Tyskiego Sportu umowy wspomina też o prezydencie Tychów. Prokuratura Okręgowa w Katowicach prowadzi na razie śledztwo w sprawie. Przesłuchano kilkanaście osób.

Tyski Sport SA został utworzony 1 marca 2011 r. przez prezydenta Tychów na podstawie uchwały Rady Miasta z 24 lutego 2011 r. Wszystkie akcje należą w tej firmie do gminy Tychy, a to znaczy, że najwyższą władzą jest w niej prezydent miasta, czyli Andrzej Dziuba. Trzy miesiące po narodzinach Tyski Sport przejął sekcję piłkarską od Górniczego Klubu Sportowego Tychy i sekcję hokeja na lodzie od Górnośląskiego Klubu Sportowego GKS TYCHY. Stosowne umowy podpisano 9 czerwca 2011 roku. Najwyższa Izba Kontroli negatywnie oceniła działania spółki związane z przejęciem tych sekcji.

Największe nieprawidłowości po stronie Tyskiego Sportu inspektorzy NIK wykryli badając okoliczności i skutki przejęcia od stowarzyszenia Górnośląski Klub Sportowy GKS TYCHY sekcji hokejowej. W utajnionym w ubiegłym roku przez Tyski Sport SA raporcie NIK najpoważniejsze zarzuty dotyczyły byłego prezesa tej spółki. Wypomniano mu, że pomimo pisemnych uwag rady nadzorczej i obsługujących spółkę prawników nie zawarł w umowie przejęcia sekcji hokeja na lodzie zapisów zabezpieczających TS SA przed sytuacją, w której po zawarciu umowy przejęcia, należności z umów sponsorskich i reklamowych będą wpływały nie do kasy spółki a do zbywcy – czyli do GKS TYCHY. Reklamodawców i sponsorów nie powiadomiono bezzwłocznie o przejęciu sekcji hokejowej przez Tyski Sport i nie wystąpiono do nich o zawarcie umów cesji.

– Wskutek tego zaniechania spółka nie uzyskała łącznie 450 tys. zł przychodów netto, które sponsorzy wpłacili na rachunek stowarzyszenia GKS TYCHY – wykrył NIK. – Podkreślić należy, że stowarzyszenie nie mogło już w tym momencie realizować usług, za które pobrało wynagrodzenie.

Ujawnione podczas kontroli fakty spowodowały, że w lipcu ub.r. Najwyższa Izba Kontroli złożyła w prokuraturze zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez byłego prezesa Tyskiego Sportu SA, przypisując mu wyrządzenie spółce znacznej szkody majątkowej w kwocie 450 tys. zł, poprzez podpisanie 9 czerwca 2011 r. umowy przejęcia sekcji hokejowej, pomimo niezawarcia w niej postanowień zabezpieczających interes spółki.

Na czym, w największym skrócie, polegały nieprawidłowości, które w NIK wzbudziły uzasadnione podejrzenie popełnienie przestępstwa? Mechanizm był prosty: stowarzyszenie Górnośląski Klub Sportowy, dysponując drużyną hokejową GKS TYCHY, dostawało na utrzymanie tej sekcji wpływy z reklam i sponsoringu. Podpisując 9 czerwca 2011 r. umowę z Tyskim Sportem SA stowarzyszenie de facto sprzedało spółce sekcję hokejową (za 1,89 mln zł). I tu się zaczyna problem, bo choć Górnośląski Klub Sportowy nie posiadał już hokeistów, to wciąż inkasował pieniądze z reklam na ich utrzymanie. NIK ustalił, że ostatnie wpłaty zostały dokonane przez jednego ze sponsorów jeszcze we wrześniu 2011 r., czyli trzy miesiące po zbyciu sekcji hokejowej. Pieniądze na hokej powinny, według Najwyższej Izby Kontroli, zasilać podmiot, który miał hokeistów – czyli Tyski Sport SA, a tymczasem ominęły one kasę gminnej spółki i wpadły do kieszeni stowarzyszenia GKS TYCHY, które hokeistów się już pozbyło. Było to możliwe na skutek m.in. źle sporządzonej umowy przejęcia sekcji hokejowej. Wadę tę zauważyła rada nadzorcza Tyskiego Sportu i na posiedzeniu, które (jak ustalił NIK) odbyło się dwa dni przed podpisaniem umowy, doprecyzowała jeden z jej punktów, w taki sposób, by zobowiązywał on stowarzyszenie do przekazania pieniędzy uzyskanych między dniem podpisania umowy a wstąpieniem spółki w prawa klubu. Zażądała od prezesa uwzględnienia tych uwag. Mało tego, rada nadzorcza postanowiła nie podejmować uchwały wyrażającej zgodę na podpisanie umów w przedstawionym przez prezesa kształcie. Na próżno.

Na niekorzystne dla gminy uregulowania zawarte w projekcie umowy przejęcia sekcji zwracała uwagę nie tylko rada nadzorcza Tyskiego Sportu, ale również prawnicy. W tym kontekście w NIK-owskim zawiadomieniu o podejrzeniu popełnienia przestępstwa pojawia się aż dwa razy prezydent miasta Tychy, jako współadresat (obok byłego prezesa TS SA) propozycji koniecznych korekt zabezpieczających interes gminnej spółki, w której – przypomnijmy – prezydent Tychów jest najwyższą władzą. Pierwszy taki mail przesłany został prezydentowi miasta jeszcze 30 maja 2011 r., a więc dziewięć dni przed podpisaniem umowy przejęcia sekcji hokejowej, drugi – w dniu zawarcia transakcji. Nie przyniosło to efektu. W sumie kwota 450 tys. zł netto, pochodząca od Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej Tychy, spółki Instalmedia i Kompanii Piwowarskiej SA, ominęła Tyski Sport i wpadła do kieszeni stowarzyszenia GKS TYCHY.

Prokuratura Okręgowa w Katowicach wszczęła śledztwo w sierpniu 2015 r. Jak poinformowała nas ostatnio prokurator Marta Zawada – Dybek, rzecznik prasowa Prokuratury Okręgowej, trwa przesłuchiwanie świadków. Przesłuchano kilkanaście osób m.in. z zarządu i rady nadzorczej Tyskiego Sportu. Prezydent Tychów, jak usłyszeliśmy, nie był przesłuchany. Prokuratura odmówiła udzielenia informacji, czy przesłuchany będzie. Zapoznano się z obszerną dokumentacją dostarczoną przez NIK, uzyskano od spółki dodatkowe dokumenty. Śledztwo wciąż prowadzone jest w sprawie, to znaczy, że na tym etapie nie postawiono nikomu zarzutów.

Mechanizm przepłynięcia 450 tys. zł obok Tyskiego Sportu, by zasilić kasę Górnośląskiego Klubu Sportowego był w zasadzie prosty. Ciekawe jest zestawienie go z powiązaniami występującymi w tej sprawie osób. Nie wszyscy bowiem wiedzą, że prezes stowarzyszenia GKS TYCHY, który podpisał umowę przekazującą sekcję hokejową Tyskiemu Sportowi, to nie tylko dobry znajomy prezydenta Tychów Andrzeja Dziuby (czyli najwyższego organu władzy w spółce Tyski Sport SA), ale również prezes Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej – spółki z przeważającym kapitałem miasta Tychy, która wypłaciła GKS-owi 150 tys. zł netto z owych 450 tys. zł, które NIK określił jako znaczną szkodę majątkową wyrządzoną spółce Tyski Sport. Do tego należy dodać, że kolejne 100 tys. zł netto, składające się na ową szkodę, wpłynęło do kasy GKS TYCHY od spółki Instalmedia, która w całości (100 proc. udziałów) należała wówczas do PEC. Podkreślić wypada, że i PEC, i należąca do niego Instalmedia wypłaciły te pieniądze stowarzyszeniu GKS TYCHY za eksponowanie reklamy na lodowisku nienależącym do tego stowarzyszenia, ale gminy. W tym kontekście interesująco brzmią słowa byłego prezesa Tyskiego Sportu, który wyjaśniał inspektorom NIK, że po zawarciu umowy przejęcia sekcji hokeja, władze Górnośląskiego Klubu Sportowego GKS TYCHY nie chciały współdziałać w celu zawarcia umów cesji praw i obowiązków na rzecz spółki, natomiast przed zawarciem owej pamiętnej transakcji z 9 czerwca 2011 r. nie było czasu na przeprowadzenie weryfikacji tych umów i zawarcie stosownych porozumień ze stowarzyszeniem. Szczególnie ciekawie słowa te prezentują się na tle zeznań złożonych przed inspektorami NIK przez prezesa GKS TYCHY (będącego jednocześnie, przypomnijmy, prezesem PEC). Stwierdził on, że stowarzyszenie, wystawiając faktury za usługi reklamowe, których już od 1 czerwca 2011 r. nie wykonywało (dla PEC i Instalmedia), korzystało z przysługujących mu praw wynikających z faktu niepodpisania przez Tyski Sport umów cesji z reklamodawcami i sponsorami (czyli m.in. z PEC i Instalmedia).

To nie wszystkie role jakie obsadził w tej sprawie prezes Górnośląskiego Klubu Sportowego GKS TYCHY (funkcję tę, jak ustalił NIK, pełnił do czerwca 2013 r.). Otóż po zbyciu sekcji hokejowej na rzecz Tyskiego Sportu i zainkasowaniu przez GKS TYCHY kwoty, która określona została przez NIK jako znaczna szkoda wyrządzona Tyskiemu Sportowi SA (i jako taka jest sednem toczącego się obecnie śledztwa), ów prezes GKS, z woli prezydenta Tychów, został członkiem rady nadzorczej Tyskiego Sportu SA, a potem wybrano go nawet na stanowisko przewodniczącego tego gremium. I właśnie kierowana przez niego rada nadzorcza – jak ustalił NIK – odwołała w 2012 r. prezesa Tyskiego Sportu, tego samego, którego NIK podejrzewa teraz w zawiadomieniu skierowanym do prokuratury o popełnienie przestępstwa.

„Nowe Echo” nr 1 z 9 lutego 2016 r.

Dodaj komentarz