Świąteczny obiad u księcia

0
Dziczyzna, która trafiła na książęcy stół; fot. ze zbiorów Giseli Göhler z Drezna

Ernst Täger pochodził z Saksonii i był synem łowczego tamtejszego dworu książęcego. W latach 1906-1913 Ernst Täger pełnił funkcję nadleśniczego w Kobiórze. Wraz z żoną Berthą był wówczas zapraszany przez księcia pszczyńskiego Jana Henryka XV i księżną Daisy na obiady, które jadano w przepięknej Sali Lustrzanej. Jak usadzano gości przy stole? Kim byli inni współbiesiadnicy księcia? Jakie potrawy serwowano? O tym opowiemy w tym artykule.

Autor: Jerzy SZOŁTYS

Był rok 1877. W zamku Graupa, nieopodal Drezna, urodził się Ernst Täger. Był on synem łowczego królewskiego dworu saksońskiego. Chłopiec dorastał w kontakcie z przyrodą, lasem i polowaniami dworskimi. Otrzymał staranne wykształcenie leśne, by kontynuować rodzinne tradycje. Już jako młody, wykształcony leśnik poznał dziewczynę z Altenburga. Nazywała się Bertha Staude. Narzeczeni byli rówieśnikami.

Panna Bertha była osobą zdecydowaną. Oświadczyła narzeczonemu: „Wyjdę za ciebie za mąż, gdy będziesz miał stałą pracę i utrzymasz rodzinę”.

Ernst Täger, nadleśniczy w Kobiórze, z żoną Berthą w 1906 r.; fot. ze zbiorów Giseli Göhler z Drezna

Zakochany Ernest wystarał się więc w sprawie pracy na Górny Śląsk, do dóbr księcia pszczyńskiego Jana Henryka XV Hochberga. 28 czerwca 1906 r. narzeczeni wzięli ślub w Altenburgu i zaraz po nim przyjechali do Pszczyny. Z racji solidnego wykształcenia Ernst Täger otrzymał wysokie stanowisko w książęcym majątku. Został nadleśniczym w Kobiórze. Młodzi zamieszkali w służbowym mieszkaniu w budynku Nadleśnictwa Kobiór. W 1907 r. urodziła się młodej parze pierwsza córka Gertruda Klara, a w 1910 r. druga córka Anna Maria.

Budynek Nadleśnictwa w Kobiórze (1908 r.), w którym mieszkali Ernst i Bertha Tägerowie; fot. ze zbiorów Giseli Göhler z Drezna

Bilecik z zamku

Wyżsi urzędnicy książęcy, a do takich zaliczali się nadleśniczowie, byli czasem zapraszani na świąteczne obiady w zamku pszczyńskim. Jadalnią była w tej rezydencji Sala Lustrzana.

Jak to w ówczesnych Prusach, obowiązywała ścisła etykieta i porządek musiał być. Wraz z zaproszeniem przychodził bilecik, na którym zaznaczony był porządek przy stole (niem. Tischordnung), czyli gdzie należało imiennie zająć miejsce. Na historycznych filmach fabularnych widzimy często, że król i królowa lub książę i księżna siedzą naprzeciw siebie na końcach długiego stołu. W Pszczynie tak nie było.

Stół w Sali Lustrzanej na zamku pszczyńskim; fot. ze zbiorów Giseli Göhler z Drezna

Jeden z takich świątecznych obiadów w 1911 r. serwowano dla 36 osób – stół był więc bardzo długi. Na bileciku, który przyszedł z zamku, był szkic stołu z zaznaczonymi miejscami, nazwiskami oraz wejściem do sali i oknami. Przy nazwiskach pani Bertha Täger porobiła odręczny opis – kto jest kto. Jak więc siedziano, widzimy na załączonym rysunku. Jan Henryk XV i księżna Daisy siedzieli naprzeciw siebie na środku dłuższych boków stołu.

Od góry na prawo w dół: hrabia Alexander (6 lat), książę Hans (10 lat), von Pohl (marszałek dworu), Taeger (Ernst), Gotzhein (dyrektor rolny), pani Zivier (żona archiwisty), Nasse (dyrektor generalny), pani Taeger (Bertha), Herren (Hiszpan), księżna Daisy, von Nimptsch (?), pani Pistorius (żona dyrektora kopalni), Lasch (nadleśniczy w zarządzie), pani Giersner (żona nadleśniczego), Gautsch (dyrektor browaru w Tychach), Groll (syndyk), Freytag (tajny sekretarz), Ebeling (nauczyciel domowy), Horn (?).

Od góry na lewo w dół: von Selle (wychowawca), Krämer (mistrz budowlany), Flöter (inspektor górniczy), Treskow (nadleśniczy w Murckach), Pistorius (dyrektor kopalni), pani Ebeling (żona nauczyciela), hrabia Fritz Hochberg (brat księcia), pani von Pohl (żona marszałka dworu), książę Jan Henryk XV, pani Nasse (żona dyrektora generalnego), hrabia Wilhelm Hochberg (brat przyrodni księcia), pani Flöter (żona inspektora górniczego), Wild (nadleśniczy z Pszczyny), pani Brossmann (żona kopalnianego kupca), Zivier (archiwista), Giersner (nadleśniczy), Brossmann (kupiec kopalniany).

Tischordnung – czyli porządek usadzania gości przy książęcym stole z odręcznymi notatkami pani Täger; fot. ze zbiorów Giseli Göhler z Drezna

Jak widzimy, małżeństwa nie siedziały przy stole obok siebie. Towarzystwo było poprzeplatane.

Księżna Daisy w szoku

Księżna Daisy w swojej książce „Taniec na wulkanie” pisze: „Podczas galowych obiadów towarzyszyło nam aż 30 mężczyzn w liberiach. W złym guście jest puszenie się bogactwem i władzą”.

Co serwowano wtedy na stoły? Dzisiaj powiedzielibyśmy, że jedzenie na pszczyńskim dworze było bardzo ekologiczne. Z dań mięsnych była to głównie dziczyzna, a więc jelenina, sarnina, mięso z dzika, czasem daniele i dzikie ptactwo.

Dziczyzna, która trafiła na książęcy stół; fot. ze zbiorów Giseli Göhler z Drezna

Leśniczowie w terenie otrzymywali zamówienia, co i na kiedy należy dostarczyć do zamkowej kuchni. Na przykład leśniczy Järisch z Lędzin otrzymał kiedyś zamówienie na pięć młodych kogutków cietrzewi, bo było ich tam mnóstwo. Okoliczne stawy przysyłały różne gatunki ryb, a własne, przyzamkowe ogrodnictwo dostarczało świeże warzywa.

Pozostałe produkty pochodziły z książęcych folwarków. Nie brakowało też egzotycznych owoców z importu – książę uwielbiał np. ananasy. Z alkoholi serwowano wina reńskie oraz piwo z tyskiego i pszczyńskiego browaru. Na pewno panowie nie stronili też od czegoś mocniejszego po obiedzie.

Daisy i Jan Henryk XV w roku 1891

Księżna Daisy opisuje również pewien ceremoniał po posiłku. Na 15 stołach przed każdym gościem stały niebieskie miseczki z wodą do mycia palców i kubki z mieszanką wody i mięty. Po jedzeniu goście obmywali palce w miseczce, a następnie płynem z kubka płukali usta i gardło, co było czynnością dosyć głośną. Płyn wypluwali do niebieskich miseczek po myciu palców. Gdy 19-letnia Angielka Daisy przybyła pierwszy raz do Niemiec jako mężatka i zobaczyła ten zwyczaj, była w szoku. Praktyka ta była stosowana do lat 20. XX wieku.

„Karuzela” dla jeleni

Jak wyglądał przerób dziczyzny w majątku księcia pszczyńskiego? Po polowaniach zbiorowych, gdzie na pokocie było po kilkadziesiąt sztuk zwierzyny grubej, należało ją jakoś oprawić. Przy zamku w Promnicach istniały ciekawe urządzenia po niemiecku zwane Wild-Galgen. Tłumacząc dosłownie – szubienice na zwierzynę. Są one uwiecznione na pocztówce z początku XX w.

Był to dąb wykopany z korzeniami, którego koronę usunięto, a pień wkopano do ziemi odwrotnie, tj. korzeniami do góry. Na odgałęzieniach korzeni, bardzo mocnych z natury, zamontowano haki i przeprowadzono liny sznurowe. Jelenie byki wieszano na tej „karuzeli” głowami w dół, odbijano poroża, skórowano i oprawiano tusze. Mniejsze urządzenie służyło do oprawiania mniejszych sztuk zwierzyny.

Wkopany korzeniami do góry dąb w Promnicach, na którym wieszano i oprawiano upolowane jelenie; fot. ze zbiorów Giseli Göhler z Drezna

Dziczyzna oprócz zaopatrzenia zamku była sprzedawana urzędnikom i innym pracownikom księcia, według ustalonych przez zarząd dóbr pszczyńskich cen. Trafiała też do okolicznych restauracji i ogólnodostępnego sklepu w Pszczynie.

To była bardzo dobra posada

Wspomniany na wstępie nadleśniczy Ernst Täger pracował na ziemi pszczyńskiej od 1906 do 1913 r. Zachował się list jego żony Berthy Täger do krewnego o imieniu Roland, w którym opisuje powody wyjazdu z Kobióra i świadczenia socjalne jakie tam mieli.

Bertha Täger pisze: „Drogi Rolandzie – gdy nadszedł kolejny rok musieliśmy się określić, czy zostajemy, czy wracamy do Saksonii. Nie była to łatwa decyzja. Było tam wiele rzeczy ułatwiających życie. Wymienię kilka:

1) Konie należały do księcia, więc dostarczano nam karmę, owies i słomę. Były do naszej dyspozycji z woźnicą i tylko powóz i sanie były naszą własnością.

2) Mieliśmy również dosyć dużo pola, były więc własne kartofle, pszenica i żyto.

3) Miałam telefon. Co jakiś czas dzwonili z zarządu tartaku w Kobiórze czy czegoś nie potrzebujemy.

4) Dostarczano nam węgiel i drewno na zimę.

To była bardzo, bardzo dobra posada. Wszyscy odradzali nam wyjazd, ale mój kochany mąż zdecydował: «Zbliża się wojna i Pszczyna może stać się rosyjska. Czarno to widzę – wyjeżdżamy». Byliśmy już spakowani, a jeszcze myśleliśmy czy nie zawrócić. Naprawdę musieliśmy ze sobą walczyć – czy dobrze robimy”.

Nadleśniczy Ernst Täger podczas pobytu w Kobiórze; fot. ze zbiorów Giseli Göhler z Drezna

Wizyta wnuczki Tägera

Przepowiednia Ernsta Tägera nie sprawdziła się. W czasie I wojny światowej Rosjanie doszli tylko do połowy Małopolski.

We wrześniu 2013 r. przyjechała do Tychów Gisela Göhler, lekarka z Drezna. Jest ona wnuczką Ernsta i Berthy i córką urodzonej w 1910 r. w Kobiórze Anny Marii. Odnalazła po latach miejsce urodzenia matki, tj. stary budynek Nadleśnictwa Kobiór. Zwiedziła zameczek myśliwski w Promnicach, pszczyńską zagrodę żubrów, tyski browar i Muzeum Zamkowe w Pszczynie, gdzie jej babka i dziadek w Sali Lustrzanej siadali do stołu z Janem Henrykiem XV i księżną Daisy. Przewodnikiem po ziemi pszczyńskiej był autor tekstu.

Autor: Jerzy SZOŁTYS, artykuł ukazał się w tygodniku „Nowe Echo” (obecnie „Nowe Info”), nr 7 z 22.03.2016 r.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here