Tajemnicze zniknięcie piekarza Honischa

1
Gertruda i Wilhelm Honisch w 1942 r., trzy lata przed wywózką Wilhelma

Tajemnicze zniknięcie piekarza Honischa nastąpiło w Tychach, w mroźny lutowy ranek 1945 r. Szosą bielską od strony książęcego browaru sunął bezgłośnie ciemny kształt. Na tle śniegu wyglądał jak kołysząca się na boki gąsienica. Dopiero z bliska można było dostrzec, że to grupa mężczyzn w otoczeniu wojskowej eskorty. Ulice były puste. Było zbyt wcześnie i zbyt niepewnie. Dopiero co przeszedł przez okolicę front, a sowiecki żywioł, nazywany „wyzwoleniem” wchłonął wieś, przynosząc nieoczekiwane skutki. Oto historia jednej z ofiar wywózek Ślązaków do morderczej pracy w radzieckich kopalniach i łagrach.

Tekst: Marcin ZARZYNA; zdjęcia: archiwum Petera JAROMINA, Marcin ZARZYNA, Marian SKARLAK

Eskortowani źle znosili marsz. Mróz przenikał ubrania, w jakich zostali wyciągnięci z domów. Skulonych z zimna aresztantów otaczało kilku krasnoarmiejców odzianych w wojskowe szynele. Zza postawionych na sztorc kołnierzy sołdaci wydmuchiwali obłoki dymu „sigarjet”. Machorki mieli dość. Sklep kolonialny kupca Stabika przy tyskim rynku był nieźle zaopatrzony, z czego sołdaci chętnie skorzystali.

W drodze do Kobióra minął ich wojskowy łazik, z którego ktoś krzyknął „- Stoj!” i uniesioną ręką nakazał zatrzymać kolumnę. Z wozu wyszedł oficer, który okrążył aresztantów. Jego wzrok zatrzymał się na jednym z nich. Podszedł do niego i złapał za prawą rękę. Ścisnął ją, a potem potrząsnął kilkakrotnie, aż wyszarpnął z rękawa protezę przedramienia.

– Da paszoooł! – krzyknął w twarz tęgawemu mężczyźnie i wyrwał go z szeregu. Więzień nie rozumiejąc sytuacji stał chwilę obok kolumny. Ponaglony ruchem ręki oficera, ruszył z powrotem w stronę Tychów. Był to nieżyjący już Ryszard Dudek. Kalectwo uratowało go przed wywózką do sowieckich łagrów.

Relacja Ryszarda Dudka o owym marszu w lutowy poranek 1945 r. stała się dla mnie inspiracją do ustalenia losu innego więźnia idącego w tej kolumnie. Bohaterem tej opowieści będzie wieloletni mieszkaniec Tychów, mistrz piekarski z ulicy Książęcej – Wilhelm Honisch, którego na początku 1945 r. aresztowała tyska milicja i radzieckie NKWD.

HONISCH

Wilhelm Josef Honisch urodzony 3 stycznia 1895 r., syn Maksymiliana i Pauliny (z domu Banik) pojawił się w Tychach 22 września 1919 r. Skąd przybył? Prawdopodobnie z rodzinnych Gliwic. Nie wiemy u kogo terminował zanim został mistrzem piekarskim. Większość swego życia przeżył jednak w Tychach, w domu przy ulicy Książęcej 22 (po wojnie Kościuszki 10). Wcześniej dom ten należał do zamożnego kupca wyznania mojżeszowego – Żernika, zaś zakład dzierżawił mistrz piekarski i cukierniczy – Franz Paduch.

 Gertruda i Wilhelm Honisch w 1920 r.
Gertruda i Wilhelm Honisch w 1920 r.

W dwa lata po przyjeździe do Tychów Honisch zmienił stan kawalerski na małżeństwo z tyszanką Gertrudą Agnes Jaromin. Świadkami na ich ślubie byli: fryzjer Emanuel Felder (pracował w istniejącym do dziś salonie fryzjerskim koło sklepu „U Rzepki”) oraz znany kupiec Josef Sczepanek (miał kamienicę przy rynku, gdzie dziś znajduje się sklep odzieżowy „Graf” i apteka „Paracelsus”). Z tego związku narodziła się piątka dzieci: synowie Richard, Rudolf, Oswald, i córki: Hildegard oraz Friedel.

PIEKARNIA

Lokalizacja kamienicy nie była najszczęśliwsza. Przepływający obok Potok Tyski ciągle podmywał budynek, a woda raz po raz pojawiała się w piekarni położonej nieco poniżej poziomu gruntu. „Piekarczyki durś wybierali woda spod pieca” – opowiada Paweł Kosma, jeden z mieszkańców Glinki, odwiedzający za dziecka piekarnię na Książęcej. Dlatego też za administracji niemieckiej w latach 40. koryto potoku na tym odcinku poszerzono i umocniono. Jednak woda robiła swoje i z czasem budynek zaczął się pochylać, a ściany pękać. Ostatecznie wyłączono go z użytkowania pod koniec lat 70.

Kamienica przy ul. Książęcej, kiedy jej właścicielem był żydwoski kupiec Żernik
Kamienica przy ul. Książęcej, kiedy jej właścicielem był żydowski kupiec Żernik
Kamienica z piekarnią przy ul. Książęcej jeszcze w ajencji Franza Paducha
Kamienica z piekarnią przy ul. Książęcej jeszcze w ajencji Franza Paducha

Być może z wyżej wymienionego powodu w 1934 r. Wilhelm Honisch postawił kamienicę czynszową z nowoczesnym zakładem piekarniczym wyposażonym w piece parowe i sklepem na parterze. Miał więc już dwie piekarnie. Jest to budynek stojący do dziś u zbiegu ulic Mikołowskiej i Powstańców Na ceglanej elewacji zachowała się data powstania – 1934 r. Jeden z jej lokatorów, nieżyjący już Paweł Grychtolik, pisał o nim tak: „W budynku było osiem mieszkań, piekarnia i sklep. Obok był staw, w którym hodowano ryby, głównie karpie. Było także podwórze z trzema ustępami, śmietnikiem i pompą. W 1936 r. do mieszkań doprowadzono wodę. […] Na parterze mieszkał młody piekarz z żoną. W drugim lokalu mieszkało starsze małżeństwo z trzema dorosłymi córkami. […] Na piętrze były cztery mieszkania […], jedno duże pomieszczenie przeznaczone na strych, zaś w drugiej części były dwa małe mieszkania. […] Piekarnia była nastawiona na wypiek chlebów przynoszonych przez okolicznych mieszkańców w słomianych foremkach, tak zwanych słomionkach. Tylko nieliczni mieszkańcy kupowali chleb w sklepie w piekarni [Zob.: „Dzieciństwo młodość i wielka budowa. Wspomnienia tyszan”. Muzeum Miejskie w Tychach, s. 11]

Druga kamienica Honischa z piekarnią na ul. Mikołowskiej - stan obecny
Druga kamienica Honischa z piekarnią na ul. Mikołowskiej – stan obecny
Druga kamienica Honischa przy ul. Mikołowskiej - zachowałą się data powstania nad wejściem
Druga kamienica Honischa przy ul. Mikołowskiej – zachowała się data powstania nad wejściem

Wilhelm Honisch przewidywał dobudowanie na parceli kolejnego budynku z myślą o zabezpieczeniu przyszłości własnej i swoich dzieci. Nigdy do tego nie doszło, i dlatego za kamienicą można zauważyć pas pustej ziemi. Do czasu upaństwowienia piekarni przez państwo polskie kierował nią Paweł Hadasik (vel Paul Hadaschik). W tej GS-owskiej (Gminna Spółdzielnia Samopomoc „Chłopska”) przez pewien czas kierownikiem był Paweł Jaromin, mąż jednej z córek Honischa.

Co dzisiaj może dziwić czytelnika: rola piekarza długi okres ograniczała się do upieczenia chleba. Własnego chleba wyrabiał i piekł mało, bo by go po prostu nie sprzedał. Mieszkańcy przynosili na słomiance gotowy półprodukt zrobiony w domu (tzw. hausback).

 Wilhelm Honisch z synem Oswaldem w piekarni na ul. Książęcej, 1934 r.
Wilhelm Honisch z synem Oswaldem w piekarni na ul. Książęcej, 1934 r.

Dostawali kwit i potem odbierali gotowy wypiek. Mąkę kupowało się gdzie indziej, na przykład w sklepie Sitka (kamienica na styku ulic Sienkiewicza i Kościuszki, gdzie znajduje się sklep „Majsterkowicz”). Oczywiście postępowano tak ze względów oszczędnościowych. „Wielkie pieczenie kołaczy odbywało się, kiedy w okolicy szykowało się wesele” – dodaje Grychtolik. Podczas rządów hitlerowskich był oficjalny zakaz wypieku z „hausbacku”, ale Honisch omijał go narażając się na mandaty.

ARESZTOWANIE

Po zajęciu Tychów w styczniu 1945 r. przez Armię Czerwoną w piekarni przy ul. Książęcej ulokowała się część wojskowej komendy. Rodzina zajmowała piwnicę i piętro. Dzięki pomocy oficerów radzieckich udało się załatwić przydział na mąkę – można było nadal piec i dostarczać chleb mieszkańcom Tychów.

Aż nadszedł luty – krytyczny miesiąc dla losu całej rodziny: 13 lutego 1945 r. Wilhelm Honisch został zabrany przez sowietów i trafił do willi dyrektorskiej na terenie Browaru Książęcego. Tam był przetrzymywany z innymi aresztowanymi mieszkańcami Tychów, a następnie w pieszym pochodzie odprowadzony do Kobióra, skąd odjeżdżały pociągi do miejsc przymusowej pracy w ZSRR.

Rodzina Honisch przed kamienicą na ul. Książęcej, 1933 r.
Rodzina Honisch przed kamienicą na ul. Książęcej, 1933 r.

Za co mógł zostać aresztowany? „Tak jak jo go pamiętom, to on się politykom nie zajmowoł, on – jak się to godo – olewoł polityka. To nie był żodyn hitlerowiec” – mówi mieszkająca po sąsiedzku Irena Lubecka z domu Baron, córka patrona jednej z tyskich ulic – Jana Barona. Opinia ta znajduje potwierdzenie w dokumentach miejscowej NSDAP. Wśród charakterystyk postawy politycznej mieszkańców zachowała się jedna linijka opisu Wilhelma Honischa: „postawa polityczna nieokreślona” („politisch nicht hervorgetreten”). Nie uniknął też kary za nieprzestrzeganie reglamentacji miesięcznej sprzedaży towaru w okresie wojny. Również fakt, że pozostał po wojnie w Tychach może świadczyć, iż nie miał powodów obawiać się czyjejś zemsty.

Pośrednią odpowiedź dają słowa nieżyjącego od paru lat Pawła Grychtolika, który mieszkał w kamienicy Honischa przy Mikołowskiej: „Po wkroczeniu wojsk sowieckich do Tychów utworzono na miejscu Milicję Obywatelską do pilnowania porządku. Niestety znalazły się tam także osoby, które chcąc załatwić stare porachunki osobiste lub przywłaszczyć sobie pewne rzeczy innych osób, składały fałszywe oskarżenia”. „Ludzkie gymby zrobiły nojwiyncyj złego w 1945 r.” – zauważa kąśliwie inny wieloletni mieszkaniec Tychów, chcący pozostać anonimowym. Zasadniczo zaś przeciwko Honischowi świadczyły dwie rzeczy: niemieckie pochodzenie i posiadany majątek (dwie nieruchomości z piekarniami).

Wilhelm Honisch z synem Oswaldem, 1936 r.
Wilhelm Honisch z synem Oswaldem, 1936 r.

„To czego się tutejsza ludność nie spodziewała, był to wywóz tutejszej ludności do ZSRR. Dotychczas nikt nie wie, z jakiej przyczyny. Najwięcej wypytywano o członków AK […], każdy który wyśledził takowego członka był myśli, że uczynił przysługę i dobry uczynek dla Polski Ludowej” – pisał w 1966 r. Franciszek Krzyżowski, członek tyskiego Związku Bojowników o Wolność i Demokrację. Ale szukano nie tylko członków Armii Krajowej. Zatrzymywano za przynależność do organizacji społecznych, wojskowych zarówno polskich, jak i niemieckich uznawanych za wrogie ideowo względem władzy ludowej. Do zatrzymań przyczyniały się znacząco informacje przekazywane przez mieszkańców z różnych pobudek i w różnej wierze. Posłużyły one bezpiece do zbudowania szerokiego kręgu politycznie podejrzanych.

„Ojciec chodził znerwowany i powtarzoł: czekali my tyla lot na wolno Polska, żeby teroz się stać siedemnastom republikom? Matka go sztrofowała: ty se tak możesz myśleć, ino tego nikomu nie godej!” – wspomina Irena Lubecka.

„Kogo wysłano po dziadka? Nie, to nie była milicja ani NKWD – mówi wnuk Honischa, Peter Jaromin. – Wysłali po niego 16-letniego tyszanina, którego nazwiska już nie pamiętam. Matka wspominała, że gdy przyjechała do Tychów po kilkunastu latach, ten pan okazał się mężem jej koleżanki. I konsternacja. Kolegować się z nią dalej czy nie? Ostatecznie uznała, że był on w tej sprawie tylko posłańcem.” Później z jego ust poznała inne szczegóły. Jeśli wierzyć tej relacji, to posłaniec zorientował się, dlaczego go wysłano i co grozi Honischowi. Od razu poradził mu uciekać: „Panie Honisch, niech pan pozamyka drzwi, pozasłania okna, a ja im powiem, że pana nie zastałem! Jednak dziadek odmówił. Nie czuł się niczemu winien. Miał ponoć jeszcze powiedzieć, że pójdzie sprawdzić, czego tam od niego chcą” – kończy wnuk piekarza.

ŚMIERĆ

Wskutek podpisania w Jałcie porozumienia „Wielkiej Trójki” (Stalin – Roosevelt – Churchill) tysiące ludzi z terenów wyzwolonych przez Armię Czerwoną powędrowały do Związku Radzieckiego. Ich niewolnicza praca stała się formą „reparacji wojennych”. Bez względu na winę indywidualną więźniów (często byli to też Ślązacy uznawani przez sowietów za Niemców). Z powiatu pszczyńskiego wymaszerowało wiele kolumn aresztowanych mieszkańców. Wszystkie podążały w stronę Kobióra, skąd „krowiokami” (wagony do przewozu bydła) aresztanci przewożeni byli do łagrów na terenie ZSRR.

Powiadomienie z PCK o śmierci Wilhelma Honischa; źródło: IPN w Katowicach
Powiadomienie z PCK o śmierci Wilhelma Honischa; źródło: IPN w Katowicach

Przez dwa lata Gertruda Honisch starała się uzyskać jakąkolwiek informację o losie męża. Wreszcie 4 sierpnia 1947 r. w piśmie z Polskiego Czerwonego Krzyża została poinformowana o jego śmierci. Według dokumentu Wilhelm Honisch zmarł 2 września 1945 r. w szpitalu sowieckim nr 2080 w Iławie (dawniej Iława Pomorska) i tam też został pochowany. Prawdopodobnie miał być wysłany na północ do łagru Kandałaksza, a jego kondycja zdrowotna uległa tak znacznemu pogorszeniu, że znalazł się w sowieckim szpitalu w Iławie.

DALSZE LOSY RODZINY

Wraz z aresztowaniem Wilhelma i upaństwowieniem piekarń rodzina straciła źródło utrzymania. Bez potwierdzenia zgonu męża Gertruda Honisch nie miała żadnych praw ani do renty, ani do zasiłku. Pozbawieni środków do życia Honischowie przeprowadzili się do krewnych w Mikołowie, a następnie do Gliwic. Z uwagi na nieprzychylną politykę państwa polskiego wobec obywateli niemieckiego pochodzenia oraz wszelkiej prywatnej przedsiębiorczości w 1958 r. część rodziny wyjechała do Niemiec (do landu Nordrhein-Westfalen, tam najłatwiej było o pracę). Jedynie córka Hildegard z mężem Pawłem Jarominem i dziećmi wróciła do Tychów. Przyczyną była chęć wyjazdu do Anglii i powtarzający się brak zgody na ten wyjazd.

 Rodzina Honisch w 1947 r., dwa lata po śmierci ojca
Rodzina Honisch w 1947 r., dwa lata po śmierci ojca

W latach 80. doszło do stopniowego połączenia się całej rodziny w Niemczech. Jak wspomina wnuk Wilhelma Honischa, o przejściach w Polsce woleli zapomnieć. Kiedy tylko pojawiał się temat Tychów i losu rodziny na wierzch wypływały złość, łzy i ktoś szybko zmieniał temat na inny, mniej drażliwy. Z Tychami łączyły się gorzkie wspomnienia konfiskaty nieruchomości i wymuszenia na rodzinie wyjazdu z miasta, z którym wiązali nadzieje na przyszłość.

Obie piekarnie Honischów przejęła Gminna Spółdzielnia w Tychach. Budynek z piekarnią na ulicy Kościuszki (wcześniej ul. Książęcej) użytkowano do połowy lat 70., zaś zburzono go na początku lat 80. Kamienica czynszowa przy ulicy Mikołowskiej (narożny dom) stoi do dziś, jednak nie wypieka się tam już chleba.

ZAKOŃCZENIE

Trudno dziś już znaleźć kogoś, kto pamięta piekarza. Na szczęście żyją nieliczni krewni, którzy zachowali zdjęcia tyskich przodków. Zachował się też pewien materialny ślad po działalności Wilhelma Honischa. Jest to oryginalny mieszalnik z piekarni na ulicy Książęcej (Kościuszki), który przy rozbiórce kamienicy miał trafić na złom. Można go oglądać w piekarni Adama Żogały na Wygorzelu. Rodzice Pana Adama odkupili go i uratowali od zniszczenia. Wciąż działa, ale został wyłączony z użytku, gdyż nie spełnia aktualnych wymogów technicznych.

Oryginalny mieszalnik z piekarni Honischa uratowany przez Adama Żogałę, piekarza z Wygorzela
Oryginalny mieszalnik z piekarni Honischa uratowany przez Adama Żogałę, piekarza z Wygorzela

W katowickim oddziale Instytutu Pamięci Narodowej powstaje baza osób deportowanych z terenu Górnego Śląska do ZSRR w 1945 roku. Według informacji współtwórcy – dr. Dariusza Węgrzyna – liczy ona obecnie 37 000 nazwisk. Każde będzie potwierdzone w kilku źródłach, zatem w bazie znajdzie się około 150 000 odniesień archiwalnych. Docelowo liczba deportowanych z Górnego Śląska może wynosić około 42 000 osób. Wśród nich znajdą się nazwiska wszystkich represjonowanych tyszan. W perspektywie dwóch lat baza powinna być zakończona. Ostatnim etapem pracy będzie umieszczenie jej na specjalnym portalu poświęconym deportacjom z Górnego Śląska.

Wlot na ul. Kościuszki (dawniej ul. Książeca), lata 70. Po lewej widać zniszczoną kamienicę z piekarnią Honisza
Wlot na ul. Kościuszki (dawniej ul. Książeca), lata 70. Po lewej widać zniszczoną kamienicę z piekarnią Honisza

1 KOMENTARZ

  1. cała bieda sie stala wraz bezpodstawnym i bezprawnym przylaczeniem do Polski z Polska przyszedl jej brat ze wschodu i sie zaczeło

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here