Urodzili się o 30 lat za wcześnie. Dziś byliby milionerami

0
Od lewej: Zygmunt Hanusik i Wojciech Wikarek; fot. J. Jędrysik

Jak ważny w życiu Zygmunta Hanusika był (jest) Wyścig Pokoju niech świadczy fakt, że kiedy przed premierą dokumentu o nim zadzwoniła jego komórka, na sali rozległy się hymn tego kultowego wyścigu. Choć popularny „Hanys” nie wygrał Wyścigu Pokoju, to stał się jedną z jego legend. Dziś Zyga Hanusik nie zerwał całkowicie z kolarstwem, jednak jego największą pasją jest hodowla gołębi. Wojciech Wikarek zrobił więc film dokumentalny o kolarstwie i o gołębiach. Prapremiera odbyła się w Tyskiej Galerii Sportu 14 czerwca, a pokaz otwarty dzień później.

„Hanys” – film o kolarzu pochodzącym z Tychów Wartogłowca zrobił inny tyszanin Wojciech Wikarek, jeden z najbardziej utytułowanych filmowców amatorów w Polsce i na świecie. Chociaż słowo amator jest tu nie na miejscu. Dziś lepiej jego twórczość oddaje określenie „artysta nieprofesjonalny”. Jego najbardziej znane filmy to „Najdłuższa szychta” o podziemnym strajku w kopalni „Piast” podczas stanu wojennego oraz „Irek” o swoim ojcu Ireneuszu Wikarku, dyrektorze Orkiestry Polskiego Radia i Telewizji w Katowicach.
Film „Hanys” udanie łączy współczesne rozmowy z głównym bohaterem, jego kolegami z drużyny kolarskiej oraz ze związku hodowców gołębi z materiałami archiwalnymi TVP 3, głównie z Wyścigu Pokoju.

Przygodę ze sportem Zygmunt Hanusik rozpoczynał od piłki nożnej. Grał w Czułowiance. Potem kolega sprzedał mu rower wyścigowy „Diamant”, który wcześniej kupił sobie za talon górniczy. – On w tym rowerze urwał koło, bo miał wypadek. Ja go naprawiłem i zacząłem jeździć na treningi piłkarskie Czułowianki na tym kole – mówił Zygmunt Hanusik.
Hanys tak wspominał początki swojego ścigania podczas premiery filmu: „Na Murckach zauważyłem peleton kolarzy. Mieli trening. Trener krzyknął, że koniec jazdy będzie na Górce Murckowskiej. Upatrzyłem sobie dwóch najmocniejszych i pojechałem za nimi. 100 metrów przed górką jeden odpadł, 50 metrów przed końcem wyprzedziłem drugiego, zawróciłem na górce i pojechałem na piłkę nożną. Potem na boisko na motorze przyjechał ów trener Spytał: „Nie chciałbyś się ścigać na rowerze?” Wkrótce Zyga był trzeci na wyścigi w Blachowni koło Częstochowy. Kolejny już wygrał.

W dokumencie „Hanys” koledzy Hanusika z klubu Górnik Lędziny i reprezentacji Polski (m.in. Helmut Szewczyk, Zbigniew Krzeszowiec, Józef Gawliczek, Stanisław Gazda i Jan Magiera) podkreślają, że na finiszu Zyga był szybki i bardzo niebezpieczny. Skutecznie rozpychał się do przodu. – Trener mi godoł, że mom patrzeć na przednie koło, a te z tyłu mnie nie obchodzi – mówił Hanys. – Kiedyś finiszowaliśmy przed wjazdem na stadion. W tunelu jeden zawodnik NRD mnie przytrzymał za rękę. Wjechałem chyba dwunasty. Kolarstwo to walka.

Zygmunt Hanusik wyliczał kontuzje:

– Pięć razy wstrząs mózgu. Obojczyki oba złamane, pozrywane ścięgna Achillesa… Ale może lepiej o tym głośno nie godać, bo młodzi nie będą chcieli się garnąć do kolarstwa.

Za moich czasów w województwie było 35 sekcji kolarskich. Dziś jest pięć. Na wyścigach młodzieżowych startowało 200 zawodników, dziś 50. Wszystko się rozwaliło – narzeka Hanusik. Sam angażuje się jeszcze w organizację wyścigu Tyskie Kryterium Fiata.

Ważną postacią w filmie jest Ryszard Szurkowski, najlepszy kolarz w historii naszego kraju, kolega Hanusika z drużyny narodowej. Jego udział w produkcji stał pod dużym znakiem zapytania po ubiegłorocznym ciężkim wypadku, któremu uległ w Niemczech, podczas wyścigu amatorskiego wyścigu kolarskiego. Pan Ryszard ma uszkodzony kręgosłup. Nie chodzi. Jest rehabilitowany. – Jednak pewnego dnia dzwoni do mnie Zyga i mówi: „Jadymy!”. „Kaj?” – pytam. „No do Ryśka”… I pojechaliśmy – wspomniał Wojciech Wikarek. – Atmosferę, którą w domu pana Ryszarda wytworzył Zygmunt Hanusik spowodowała, że nasz mistrz wystąpił przed kamerą – dodaje Piotr Zawadzki z Tyskiej Galerii Sportu.

W filmie „Hanys” Szurkowski wspomina m.in. jak w 1970 r. został laureatem nagrody Fair Play przyznawanej przez UNESCO. Otrzymał ją za dżentelmeńskie oddanie własnego roweru rezerwowego Zygmuntowi Hanusikowi podczas mistrzostw Polski ze startu wspólnego, co pozwoliło mu zdobyć tytuł mistrza Polski (Ryszard Szurkowski zajął w tym wyścigu 5. miejsce). Z perspektywy czasu tę nagrodę pan Ryszard uznał za jedną z najcenniejszych.

– Jak bywałem na Śląsku u Zygi, to jedno było niezmienne – niedzielny obiad: kluski, rolada i modro kapusta. Te smaki nieodłącznie kojarzyły mi się ze Śląskiem – wspomina Ryszard Szurkowski.

Hanusik pozostawał w dobrych relacjach z Szurkowskim, chociaż… W 1970 r. Zyga był bardzo mocny. Mógł wygrać swój ukochany Wyścig Pokoju. – Jednak po jednej z odpraw prezes Gołębiewski powiedział mi: „Hanys, ty nie myśl, że wygrasz Wyścig Pokoju!” Szurkowski ma wygrać, tak było umówione przed wyścigiem” – wspominał Z. Hanusik w Tyskiej Galerii Sportu. I tak się stało. Hanys był ostatecznie trzeci w generalnej klasyfikacji.

– Razem z Ryśkiem Szurkowskim doszliśmy do wniosku, że urodziliśmy się o 30 lat za wcześnie. Za wygrane etapy otrzymywaliśmy przeważnie telewizory, radioodbiorniki, dywany… Na zawodowstwo i wielkie pieniądze nie było szans. Dobrze, że choć dwa lata mogłem ścigać się we Francji. Zarobiłem trochę grosza – mówi Hanusik.

– Słynny zawodowy kolarz Belg Eddy Merckx jest z mojego rocznika – mówił Z. Hanusik. – Dalibyście mu rady? – zapytałem. – Nie mogliśmy rywalizować z zawodowcami z Zachodu, ale nie mieliby z nami szans – powiedział krótko i pewnie pan Zygmunt.

Dziś Hanys jeździ jeszcze rekreacyjnie na rowerze, ale rytm dnia wyznaczają mu jego ukochane gołębie. Hoduje je od dziecka. Wcześniej w rodzinnym Wartogłowcu zajmował się tym również ojciec. Były kolarz odnosi sukcesy w gołębich lotach. Przygotowania ptaków do dalekich lotów i oczekiwanie na ich powrót ma w sobie coś ze sportowej rywalizacji. A poza tym… Przecież symbolem Wyścigu Pokoju był gołąbek pokoju. Czołowa trójka zawodników na podium zawsze wypuszczała z rąk po gołębiu. Kolarstwo i gołębie – dwie pasje Zygmunta Hanusika.

Dodaj komentarz