Watykańska misja księdza z Bierunia: mamy nowego błogosławionego Kościoła

0
Z prawej: Ks. Jan Macha (1914-1942). Z lewej postulator ks. Damian Bednarski z papieżem Franciszkiem; fot. arc., arch. ks. Bednarskiego, L’Osservatore Romano

Papież Franciszek 29 listopada br. ogłosił dekret o męczeństwie ks. Jana Machy (1914-1942), śląskiego kapłana zamordowanego przez Niemców. Oznacza to, że duchowny zostanie błogosławionym Kościoła. Postulatorem w procesie beatyfikacyjnym był ks. dr Damian Bednarski, rezydent parafii św. Bartłomieja w Bieruniu. Poniżej publikujemy sylwetkę nowego błogosławionego oraz rozmowy z ks. Damianem – tę najświeższą, odbytą w dniu ogłoszenia dekretu papieskiego, i te archiwalne, które ukazały się w „Nowym Info” w 2016 r. i 2018 r.

Ks. Jan Macha zginął w wieku 28 lat; fot. arc.

Ks. Jan Macha urodził się 18 stycznia 1914 r. w ówczesnej Królewskiej Hucie (obecnie Chorzów). W 1924 r. ukończył gimnazjum klasyczne w Królewskiej Hucie.

Podczas nauki działał w harcerstwie, a także w klubie sportowym przy fabryce związków azotowych; był reprezentantem Górnego Śląska w piłce ręcznej 11-osobowej. Działał również w Katolickim Stowarzyszeniu Młodzieży,  m.in. występując w amatorskich przedstawieniach teatralnych. W 1933 r. podjął studia na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Po roku, w wieku 20 lat, został alumnem Śląskiego Seminarium Duchownego w Krakowie. Obronił pracę magisterską pt. „Monografia parafii św. Marii Magdaleny w Chorzowie”. 25 czerwca 1939 r. otrzymał święcenia kapłańskie z rąk biskupa Stanisława Adamskiego. Podjął pracę w macierzystej parafii, od lipca 1939 r. pełnił obowiązki wikarego w parafii św. Marii Magdaleny w Chorzowie Starym (obecnie dzielnica Chorzowa), następnie w kościele pw. św. Józefa w Rudzie Śląskiej.

W październiku 1939 r. został współzałożycielem tajnej, antyhitlerowskiej organizacji Polska Organizacja Zbrojna, działającej wśród młodzieży, studentów i harcerzy z Rudy Śląskiej. Jej działacze pomagali represjonowanym, drukowali i kolportowali niezależne wydawnictwa, prowadzili działania wywiadowcze. Na początku września 1941 r. został aresztowany przez gestapo. Torturowany, osadzony w Policyjnym Więzieniu Zastępczym w Mysłowicach. W dniu 17 lipca 1942 r. skazano go na karę śmierci przez zgilotynowanie, m.in. wraz z klerykiem Joachimem Guertlerem. Ścięty na gilotynie piętnaście minut po północy, 3 grudnia 1942 r., w katowickim więzieniu przy ul. Mikołowskiej.

Symboliczny grób znajduje się na starym cmentarzu parafii św. Marii Magdaleny w Chorzowie Starym. Po zakończeniu wojny, na cmentarzu w Rudzie Śląskiej postawiono pomnik z pamiątkową tablicą ku czci zamordowanych przez hitlerowców, w tym ks. Jana Machy. W listopadzie 2013 r. rozpoczęto jego proces beatyfikacyjny. 29.11.2019 r. papież Franciszek zaaprobował dekret o męczeństwie ks. Jana Machy, co oznacza, że zostanie on błogosławionym Kościoła rzymskokatolickiego.

***

Ks. Damian Bednarski; fot. Lech Gawin

Nowe Info: – Jak ksiądz skomentuje finał sześcioletnich starań o beatyfikację Sługi Bożego ks. Jana Machy?

Ks. Damian Bednarski: – To wielka radość i zobowiązanie nie tylko dla mnie, ale dla wszystkich diecezjan, Ślązaków. Ks. Jan Macha to kapłan, męczennik, którego mamy nie tyle podziwiać, co naśladować. W tak trudnych czasach potrafił w bezkompromisowy sposób nieść pomoc potrzebującym. Stanął po stronie prawdy. Był wiernym kapłanem. Dziś z wiernością powołania do kapłaństwa czy małżeństwa różnie bywa. Dlatego jego życie i śmierć to ważne przesłanie w czasach, kiedy jest co raz mniej biedy materialnej, ale rośnie bieda duchowa.

– W czym, szczególnie młodzi ludzie, mogą naśladować ks. Jana?

– Powinni zastanowić się nad tym czy są wierni w tym, czego się podejmują? Począwszy od tych najdrobniejszych, codziennych rzeczy, a skończywszy na życiu kapłańskim, małżeńskim, rodzinnym, zawodowym, w szkole i na uczelni. Stałość i wierność w zobowiązaniach oznacza, że biorę na serio swoje życie i relacje z drugim człowiekiem, za niego również jestem odpowiedzialny. Taki był ks. Jan.

– Dlaczego Niemcy go zamordowali? 

– Ksiądz Jan Macha nie był zainteresowany stricte działalnością w podziemiu antyniemieckim. Interesował go los drugiego człowieka. Jednak jego działalność pomocowa przypadała w ekstremalnych czasach wojny. Z czasem jego skromna akcja udzielania wsparcia potrzebującym w parafii rozrosła się. Włączyli się w nią harcerze, studenci, członkowie Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży i struktury państwa podziemnego. Siłą rzeczy Niemcy musieli zainteresować się działalnością człowieka, który robił coś poza ich kontrolą.

– Jakie są dalsze księdza obowiązki jako postulatora?

– Wkrótce ks. abp Wiktor Skworc ustali datę uroczystości beatyfikacyjnej i powoła zespół, do jej zorganizowania. Jako postulator będę w nim działał. Dalej też będę świadczył o życiu ks. Jana, szerzył jego kult i zbierał świadectwa łask, które ludzie otrzymali za wstawiennictwem ks. Machy. Daj Boże, aż do jego do kanonizacji.

– Ks. Macha stał się dla księdza bliską osobą. W jednym z wywiadów dla „Nowego Info” powiedział ksiądz o nim: „Ks. Hanik – mój przyjaciel” (Hanik – zdrobniale w gwarze śląskiej Janek).

– Z dnia na dzień ks. Jan stał mi się bliski. Kiedy zgłębiałem jego teksty i zbierałem informacje o jego życiu, byłem przekonany, że prawdziwie oddał życie za wiarę w Boga i miłość do ludzi.

Rozmawiał: Jarosław JĘDRYSIK, 29.11.2019 r.

***

Watykańska misja księdza Damiana

„Nowe Info” rozmawia z ks. dr. Damianem Bednarskim, rezydentem w parafii pw. św. Bartłomieja w Bieruniu Starym, adiunktem Wydziału Teologicznego Uniwersytety Śląskiego, postulatorem w procesie beatyfikacyjnym Sługi Bożego ks. Jana Machy.

Ks, Damian Bednarski z papieżem Franciszkiem w Rzymie; fot. arch. ks. Bednarskiego, L’Osservatore Romano

Nowe Info: – Właśnie wrócił ksiądz z Watykanu. Jaki był cel tego wyjazdu?

Ks. dr Damian Bednarski: – Do Rzymu wyjechałem 1 marca br. ponieważ zostałem mianowany przez abp. Wiktora Skworca postulatorem rzymskim w procesie beatyfikacyjnym Sługi Bożego ks. Jana Machy, męczennika z okresu II wojny światowej. Watykańska Kongregacja Spraw Kanonizacyjnych zaaprobowała moją osobę i zgodnie z obowiązującymi procedurami musiałem zamieszkać w Rzymie. W tym czasie odpowiadałem za kolejne etapy procesu beatyfikacyjnego. Przygotowywałem przede wszystkim positio czyli dokument w formie książki, w którym udowadniam męczeństwo ks. Jana oraz wskazuję, że od jego śmierci istniała tzw. sława męczeństwa.

– Jakie były losy ks. Jan Machy?

– Żył w latach 1914-1942. Pochodził ze Starego Chorzowa. Ukończył studia teologiczne na Uniwersytecie Jagiellońskim, a 25 czerwca 1939 r. przyjął święcenia kapłańskie. Był wikarym w parafii św. Józefa w Rudzie Śląskiej. Tam nawiązał kontakt z tajną organizacją antyhitlerowską Polska Organizacja Zbrojna. Prowadził w jej ramach działalność charytatywną wśród rodzin polskich, których bliscy osadzeni byli w obozach koncentracyjnych i więzieniach. Po aresztowaniach w grudniu 1940 r. gestapo zainteresowało się też ks. Janem. Został zatrzymany 5 września 1941 r. Umieszczono go w obozie przejściowym w Mysłowicach. 17 lipca 1942 r. odbyła się przed sądem doraźnym w Katowicach rozprawa, na której ks. Macha został skazany na śmierć przez ścięcie gilotyną. Wyrok wykonano 3 grudnia 1942 r. w więzieniu w Katowicach przy ul. Mikołowskiej. Ciało złożono w skrzyni, przysypano trocinami i wywieziono do obozu w Auschwitz. I tam przypuszczalnie tego samego dnia je spalono. W latach 2013-2015 trwał proces beatyfikacyjny na szczeblu diecezjalnym w Katowicach. Dokumentacja została złożona w Watykańskiej Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych. 16 marca br. akta sprawy zostały publicznie otwarte i rozpoczął się etap rzymski procesu beatyfikacyjnego.

– Jakim był człowiekiem, kapłanem?

– Skromnym i odważnym. Kilka godzin przed śmiercią ks. Macha napisał list do swoich rodziców i rodzeństwa: „Umieram z czystym sumieniem. Żyłem krótko, ale uważam, że cel swój osiągnąłem. Nie rozpaczajcie! Wszystko będzie dobrze! Bez jednego drzewa las lasem zostanie (…) Zatem do widzenia! Zostańcie z Bogiem! Módlcie się za Waszego Hanika”. Wiedział, że nie będzie mu dane być pochowanym. We wspomnianym liście prosił: „Pogrzebu mi nie użyczą, ale urządźcie mi na cmentarzu cichy zakątek, żeby od czasu do czasu ktoś o mnie wspomniał i zmówił za mnie Ojcze Nasz”. Na cmentarzu w Chorzowie Starym znajduje się dziś symboliczny grób ks. J. Machy. Jako kapłan był orędownikiem modlitwy różańcowej. 1 października 1939 r. w kościele św. Józefa w Rudzie Śląskiej mówił: „Różaniec do ręki! Zamiast bluźnić, narzekać na Pana Boga, że tak słono nas karze, weźmijcie różaniec do ręki, bo to broń potężna”. Siedząc w celi więziennej, z wydłubanych drzazg i ze sznurka wyciągniętego z siennika zrobił sobie różaniec. Najprawdopodobniej miał go przy sobie w dniu poprzedzającym jego śmierć.

– Jak długo ksiądz przebywał w Rzymie?

– Od 1 marca do 1 października br., czyli pełne 7 miesięcy. To był najdłuższy czas, jaki kiedykolwiek spędziłem poza Polską. Mieszkałem w Papieskim Kolegium Polskim na Awentynie; w domu, w którym spędził ponad dwa lata Karol Wojtyła jeszcze jako biskup; w domu, z którego Karol Wojtyła wyjechał w październiku 1978 r. na pamiętne konklawe i… już nie wrócił!

– Czy spotkał się ksiądz z papieżem Franciszkiem?

– Wielokrotnie podczas pobytu w Rzymie uczestniczyłem w mszach św. i nabożeństwach celebrowanych przez papieża Franciszka. Szczególnie mocno zapadły mi w pamięci rekolekcje, jakie sam papież wygłosił na początku czerwca do kapłanów. Wielkim przeżyciem było dla mnie uczestnictwo w obchodach Wielkiego Tygodnia i Triduum Paschalnego pod przewodnictwem Ojca Świętego. Tuż przed powrotem do Polski, w niedzielę 25 września byłem na mszy św. z udziałem papieża. To było na placu św. Piotra. Po nabożeństwie Ojciec Święty podszedł przywitać się z księżmi. Stałem w drugim rzędzie, ale gdy Franciszek podszedł i wyciągnął w moją stronę dłoń, powiedziałem: „Ojcze Święty, bardzo dziękuję za piękną wizytę w Polsce i spotkanie z młodymi w Krakowie”. W tym momencie papież przyciągnął mnie bliżej siebie i z nieskrywaną radością, z uśmiechem malującym się na jego twarzy powiedział: „Polska…Polacy… Oni są tacy dobrzy! ” Słyszeli to stojący obok księża z różnych stron świata. A Franciszek poklepał mnie po ramieniu i powiedział tylko jedno zdanie: „Magari anche tu?” („Może także ty?”) i objął mnie swoimi ramionami. Te słowa „Może także ty? ”, w domyśle: „ty też powinieneś być dobry”, pozostały mi jako przesłanie po spotkaniu z papieżem.

– Co chciałby ksiądz przekazać od siebie czytelnikom tygodnika „Nowe Info’’?

– Czytelnikom życzę, aby mieli taką odwagę wiary, jaką miał Sługa Boży ks. Jan Macha. Jeden z moich rzymskich przyjaciół, ks. Krzysztof, ciągle mi zadawał pytanie: „Czy masz pragnienie nieba? ”. Życzę i Państwu i sobie, byśmy mieli w sobie pragnienie nieba.

Rozmawiał: Lech GAWIN

Fragmenty wywiadu, który ukazał się w „Nowym Info”, nr 37 z 18.10.2016 r.

***

Ksiądz Hanik – mój przyjaciel

„Nowe Info” rozmawia z ks. dr. Damianem Bednarskim, rezydentem w parafii pw. św. Bartłomieja w Bieruniu, postulatorem w procesie beatyfikacyjnym ks. Jana Machy, śląskiego kapłana, który został zamordowany przez Niemców w czasie II wojny światowej.

Nowe Info: – Jest ksiądz postulatorem w procesie beatyfikacyjnym księdza Jana Machy. Na czym polega to zadanie?

Ks. Damian Bednarski: – Postulator to osoba, która zajmuje się przygotowaniem beatyfikacji i później kanonizacji osoby, która – według Kościoła – powinna służyć za wzór innym. W moim przypadku jest to funkcja łączona. Najpierw byłem postulatorem tu, na terenie diecezji w Katowicach, a potem w Rzymie. Zbierałem materiały, spotykałem się z ludźmi, którzy znali kandydata do wyniesienia na ołtarze, szukałem świadectw na jego temat. Gdy dokumentacja została złożona już w Watykanie, to nadal zajmowałem się sprawą ks. Machy i wyjechałem do Rzymu.

– Kto mianuje postulatora?

–  Postulatora mianuje biskup danego miejsca, czyli w moim przypadku arcybiskup Wiktor Skworc. Gdy sprawa wyniesienia na ołtarze księdza Jana Machy trafiła już do Watykanu, to ksiądz arcybiskup mógł jedynie zaproponować mnie na to stanowisko i tak zrobił. Jednak to Kongregacja Spraw Kanonizacyjnych podjęła taką decyzję, zgadzając się na moją kandydaturę.

– Czy ksiądz zgodził się bez obaw, że nie podoła?

– Nigdy wcześniej taką sprawą się nie zajmowałem, więc przychodziły różne myśli. Nie znałem żadnego postulatora, którego mógłbym podpytać, jak przebiegają te wszystkie procedury i jak się do tego zabrać. To była absolutna nowość dla mnie. Poczułem jednak, że jest to pewne wyzwanie, misja i wierzyłem, że Bóg mi dopomoże i śp. ksiądz Jan Macha też będzie się mną opiekował. Jeżeli nawet były jakieś rozterki, to patrząc z perspektywy czasu dało mi to wiele satysfakcji i radości, stawiało wymagania, by coś nowego poznawać, w czymś nowym się sprawdzić.

– Czy wcześniej zetknął się ksiądz z biografią księdza Machy?

– Jestem historykiem. O tej postaci słyszałem, czytałem o nim, lecz była to wiedza bardzo ogólna. Nie były to jakieś szczegóły z jego życiorysu. Kiedy zostałem postulatorem, to okazało się, że tyle jeszcze można odkryć ciekawych spraw z życia ks. Machy. Zginął ponad siedemdziesiąt lat temu, urodził się ponad sto lat temu i tyle jeszcze po latach zostaje rzeczy do odkrycia. Są świadkowie, którzy słyszeli o nim od swoich bliskich, jest rodzina, są siostrzeńcy, żyje jeszcze jeden z kolegów rocznikowych – skończył 102 lata! Przyjmował razem z księdzem Machą święcenia w 1939 r. W trakcie procesu beatyfikacyjnego odkryliśmy szereg nieznanych dokumentów. Akt oskarżenia, wyrok śmierci, te dokumenty odnaleźliśmy w Berlinie wraz z Instytutem Pamięci Narodowej. Bez wątpienia mogę powiedzieć, że ksiądz Macha stał się jakby moim przyjacielem, w różnych chwilach zwracam się do niego. Janek albo Hanik (bo tak też mówili do niego), słuchaj, w tej czy innej sprawie potrzebuję twojej pomocy.

– Kiedyś ksiądz wspomniał, że napisze o tym kapłanie książkę…

– Napisałem już dwie takie pozycje. Jedna z nich jest zatytułowana „Życie z sercem na dłoni”. Jego życie było poświęceniem się dla innych, ofiarowaniem samego siebie, tytułowego serca na dłoni dla innych. W drugiej pozycji zebrałem różne dokumenty źródłowe na jego temat, świadectwa i homilie, które wygłosił i spisał własnoręcznie.

– Czy opracował już ksiądz stosowny i wymagany w procesie beatyfikacyjnym dokument?

– Tak. Ten dokument nosi nazwę Positio, czyli pozycja na temat męczeństwa Sługi Bożego. Ten dokument jest już w Rzymie napisany w języku włoskim i liczy 400 stron.

– Co zawiera Positio?

– Życiorys, dokumenty, świadectwa i inne. Ten dokument ma udowodnić, że to nie była śmierć jedna z wielu, za ojczyznę czy z nienawiści Niemców do niego, lecz z nienawiści do jego wiary, do chrześcijaństwa. – Czy są tam też dowody wstawiennictwa śp. księdza Machy, uzdrowienia itd.? – Są takie świadectwa. To nie są udowodnione cuda. Żeby udowodnić cud, trzeba powołać specjalną komisję. Na tym etapie zebrałem kilkanaście świadectw łask. Ludzie prosili w jakimś krytycznym momencie swojego życia o zdrowie, przemianę i tego doświadczyli przez wstawiennictwo Jana Machy.

Rozmawiał: Lech GAWIN

Fragmenty wywiadu, który ukazał się w „Nowym Info” nr 7 z 3.04.2018 r.

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here