Wojna żuru z pierogami

0
Fot. Kagor/pl.wiktionary.org, QK/Pixabay

Pisanie o kuchni w Tychach i okolicach to nieuchronne zderzenie kultury Górnego Śląska z kulturą i obyczajami przybyszów ze Wschodu. Tych z Kresów, ale także tych z dawnego województwa kieleckiego, lubelskiego czy terenów dzisiejszej Polski północno-wschodniej.

Mieszkańcy starych Tychów, rdzenni mieszkańcy Paprocan, Żwakowa i innych wiosek wchłoniętych przez rozrastające się Tychy, a także przybyli tu inni mieszkańcy Śląska, są dziś w mniejszości. Nie znaczy to jednak, że jedzą dziś pierogi i barszcz po ukraińsku.

Cofnijmy się o pięćdziesiąt lat. Na klatce schodowej w  bloku na osiedlu C spotykają się dwie Ślązaczki, obgadują sąsiadkę z tej samej klatki:

– I co, oddała?

– Nie.

– A nie godałach?

– Może zapomniała?

– Eee tam, po takich co na łobiod w niedziela warzą pierogi nie można się spodziewać niczego dobrego.

Ślązaczki miały poczucie wyższości swojej kuchni opartej na dość luksusowych produktach, np. wołowinie, lub przetworzonych (kluski zamiast ziemniaków) w stosunku do przybyszów ze Wschodu. Jak w ogóle można było porównywać ich żur z zalewajkami albo białymi barszczami.

Żur to było porządne danie. Po żurze chop szoł na gruba i mu stykło. „Z żuru chop jak z muru” – gadali. Po tych postnych wersjach żuru ze Wschodu by im chop padł i nie z gieltaku ino z renty by było życie. A życia szkoda. Życie jest jedno. Kuchnia jest tylko elementem kultury.

To zderzenie Wschodu z Zachodem jest widoczne w wielu innych sferach naszej codzienności. Nawet w religii. Wprawdzie katolicyzm jest elementem wspólnym, ale Polakowi z Kresów bliżej będzie do mistycyzmu i prawosławia, a Ślązakowi do konkretności i protestantyzmu.

Kościół Ducha Świętego urósł do architektonicznego symbolu Tychów. Jednak w czasie jego powstawania parafianie się buntowali. A i dzisiaj znam ludzi, którzy mówią: „do tej cerkwi to jo nie ida”.

Alamira, bloger Salonu24

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here