Wstyd mi za Uniwersytet Śląski

0
Czołówka strony internetowej www.bronmyprofesor.pl

Ileż to razy w murach tej śląskiej uczelni cytowano mi zdanie, które napisała Evelyn Beatrice Hall, autorka biografii Woltera. Miało ono oddawać kwintesencję myśli tego filozofa. Brzmiało: „Nie zgadzam się z twoimi poglądami, ale po kres moich dni będę bronił twojego prawa do ich głoszenia”.

To zdanie to również od wieków kwintesencja funkcjonowania uniwersytetów. Gdyby w praktyce nie stosowano tej maksymy, to nigdy nie rozwinęłaby się myśl filozoficzna. Nigdy nie byłoby sporu pomiędzy Parmenidesem i jego niezmiennością świata a Heraklitem i jego „panta rhei” (wszystko płynie). Nigdy nie kwitłyby uczelnie w czasach średniowiecznych, renesansowych i oświeceniowych.

Na uniwersytetach zawsze działo się źle, kiedy przenikały do nich ideologie o totalitarnym zabarwieniu. Tak było w czasach sowieckich czy hitlerowskich. Niestety, tak bywa i współcześnie, kiedy przez amerykańskie i europejskie uczelnie przelewa się ideologia gender i LGBT+. W tym przypadku przypisywane Wolterowi słowa nie mają zastosowania. Jest raczej: „Nie zgadzam się z twoimi poglądami, dlatego musisz odejść”.

Jak obecnie w praktyce wygląda wolność słowa na wyższych uczelniach, przekonała się prof. Ewa Budzyńska, socjolog z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach (Wydział Nauk społecznych UŚ, Instytut Socjologii).

Po zajęciach dotyczących rodziny w kontekście nauki chrześcijańskiej grupa studentów złożyła do władz uczelni skargę na prof. Budzyńską. Jak podaje portal wPolityce.pl, ludziom tym nie spodobało się m.in. to, że prof. Budzyńska nazywa człowieka w prenatalnej fazie rozwoju dzieckiem oraz zaprezentowała badania wskazujące na negatywny wpływ posyłania dzieci do żłobków na ich rozwój. Jednak przede wszystkim krytyce poddano wygłoszoną przez nią definicję rodziny jako podstawowej i naturalnej komórki społeczeństwa opartej na związku kobiety i mężczyzny. Skarga dotyczyła także krytycznych wypowiedzi na temat eutanazji i rzekomego „antysemityzmu” prof. Budzyńskiej, a także zaprezentowania publikowanych w prasie naukowej wyników badań na temat negatywnych skutków wychowywania dzieci przez osoby pozostające w relacjach homoseksualnych.

Jak podaje wPolityce.pl, uniwersytecki rzecznik dyscyplinarny prof. Wojciech Popiołek wszczął postępowanie wyjaśniające. Jako bezpodstawne odrzucił zarzuty antysemityzmu i przekazywania informacji niezgodnych z aktualnym stanem wiedzy. Jednak zarzucił prof. Budzyńskiej, że „formułowała wypowiedzi w oparciu o własny, narzucany studentom, światopogląd, o charakterze wartościującym, stanowiące przejaw braku tolerancji wobec grup społecznych i ludzi o odmiennym światopoglądzie, nacechowane wobec nich co najmniej niechęcią, w szczególności wypowiedzi homofobiczne, wyrażające dyskryminację wyznaniową, krytyczne wobec wyborów życiowych kobiet dotyczących m.in. przerywania ciąży”.

Zachowanie skarżących studentów mnie nie dziwi. Jest charakterystyczne dla zwolenników antychrześcijańskich prądów. Agresywnie zawłaszczają przestrzeń publiczną. Zapewne nie mieli wiele do powiedzenia na wykładzie. Argumenty i poglądy profesor Budzyńskiej musieliby zbijać w rzetelnej debacie na merytoryczne kontrargumenty. Tych jednak, chociażby w ideologii gender, doszukać się trudno.

Trudno nie zgodzić się z częścią komentatorów, że wiele wskazuje na to, że oskarżenia wobec prof. Budzyńskiej stanowią część kampanii zastraszania wykładowców uniwersyteckich, którzy ośmielają się polemizować z postulatami ideologii gender i organizacji LGBT+. W przypadku prof. Budzyńskiej za homofobię uznano m.in. posługiwanie się definicją małżeństwa spójną z polską konstytucją, tj. jako związku mężczyzny i kobiety! Karać za to naganą?

W tym kontekście przerażająca jest konkluzja prof. Popiołka zawarta we wniosku do komisji dyscyplinarnej o ukaranie prof. Budzyńskiej.

Otóż kara ta ma zadziałać prewencyjne na innych wykładowców uniwersytetu. Innymi słowy – nie próbujcie głosić swoich poglądów, bo skończycie jak pani profesor!

Jak czytam w portalu wPolityce.pl, po stronie prof. Budzyńskiej stanął jej bezpośredni przełożony, były dyrektor Instytutu Socjologii i były prorektor Uniwersytetu Śląskiego prof. Wojciech Świątkiewicz, czemu dał wyraz w liście do rektora uczelni: „Studenci mają prawo wyrażać swoje opinie i oceny faktów, wyników badań naukowych czy konstytucyjnych zapisów. Nie można jednak tych samych praw odmawiać również profesorom. (…) Pani profesor jest znakomitym socjologiem, ale też psychologiem z bogatym doświadczeniem w pracy w poradni psychologicznej”.

Jestem ciekaw, czy oprócz prof. Świątkiewicza ktoś jeszcze oficjalnie stanął w obronie swojej koleżanki? W instytucie? W wydziale? W uczelni? Czy ktoś miał cywilną odwagę, bronić owej wolterowskiej swobody wymiany poglądów? Jeśli nie, to wstyd mi za Uniwersytet Śląski, którego jestem absolwentem. Sama prof. Budzyńska uznała wniosek o jej ukaranie za akt cenzury i w geście protestu chce pożegnać się z uczelnią po 28 latach nienagannej pracy – co sama podkreśliła.

Apel do władz UŚ o natychmiastowe zakończenie postępowania dyscyplinarnego wobec prof. Ewy Budzyńskiej, a także do publicznych jej przeprosin można podpisać poprzez stronę internetową www.bronmyprofesor.pl.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here