Wybawienie w „POLISH VILLAGE”

1
Olga Lengyel (w kapeluszu), obok niej z lewej Jadwiga Lazar - w Brzeźcach, lata 80. XX w., fot. z książki „Ścieżki śląskie” G. Sztolera

Ukryli Olgę, Magdę i Luizę – węgierskie Żydówki, które uciekły z marszu śmierci. Po wojnie Olga wymienia we wspomnieniach „POLISH VILLAGE” – anonimową polską wioskę, w której więźniarki znalazły wybawienie. To wioska Brzeźce pod Pszczyną, gdzie rodziny Paszków i Godźków, narażając własne życie, uratowały trzy młode kobiety.

W 2009 r. historyk Grzegorz Sztoler rejestruje kamerą rozmowę ze swą babcią Jadwigą Lazar. Babcia opowiada mu o Oldze, Żydówce, uciekinierce z marszu śmierci, którą z dwiema innymi dziewczynami ukryli w swoim domu rodzice Jadwigi – Zofia i Augustyn Godźkowie. Jadwiga miała wtedy 20 lat, dobrze zapamiętała trzy wylęknione, zziębnięte kobiety, które pojawiły się w ich domu, mówiły łamaną niemiecczyzną.

Było to w styczniu 1945 r. Trzem więźniarkom udało się uciec z konwoju prowadzącego z KL Auschwitz do Wodzisławia Śląskiego. Ukryły się w zabudowaniach gospodarczych Marii i Ludwika Paszków. Nocą gospodarz przewiózł Żydówki – schowane na wozie z sianem – do Godźków. Bo Paszkowie mieszkali za blisko głównej drogi, którą przemierzały kolumny więźniów, gdzie Niemcy często zatrzymywali się na postoje. Bezpieczniej było u Godźka, który pracował w Landwache, lokalnej służbie porządkowej (był więc poza podejrzeniem, że może ukrywać Żydów).

Więźniarki najpierw ukryto w stodole, potem w piwnicy, ale bardzo szybko zostały przeniesione do domu. Chowały się w sypialni gospodarzy, spały na siennikach na podłodze.

Olga w czasie swego pobytu u Godźków coś pisze. To prawdopodobnie wspomnienia. O KL Auschwitz opowiada Godźkom straszne rzeczy. – Dziecko urodzone, zastrzyk i do kubła. Matce pokazali i już go nie widziała – relacjonowała te opowieści Jadwiga Lazar.

Olga Lengyel

(ur. w 1908 r.) do obozu trafiła w maju 1944 r. ze swoją rodziną – dwoma synami, mężem i rodzicami. Jak opowiada mi Eva Fleischerová z Brna, tłumaczka wydanych niedawno w Czechach wspomnień Olgi Lengyel, starszy syn nie miał jeszcze 12 lat, młodszy był dzieckiem adoptowanym. Po przywiezieniu do obozu i selekcji na rampie rozegrał się dramat – trudny do wyobrażenia, ciążący przez całe życie.

– W czasie pierwszej selekcji na rampie wybrani zostali do pójścia „na lewo” ojciec Olgi i jej młodszy syn. Esesman zawahał się przy starszym synu i spytał Olgę o jego wiek, bo chłopak nie wyglądał na 12 lat. Olga odpowiedziała: „Nie, on nie ma 12 lat”. Myślała, że jeśli powie, że syn nie ma 12 lat, nie będzie musiał ciężko pracować. Chciała go w ten sposób ochronić. Esesman powiedział: „Dobrze, idzie na lewo” – relacjonuje Eva Fleischerová.

Olga nie wiedziała, że „na lewo” znaczy do komory gazowej, gdzie kierowane były osoby niezdolne do pracy (dzieci i starcy). Nieświadoma tej sytuacji, martwiąc się o dzieci, powiedziała jeszcze esesmanowi, że jej mama będzie opiekować się synami.

– A esesman na to: „Dobrze”. Olga nie wiedziała, że tym sposobem wysłała na śmierć także własną mamę – opowiada tłumaczka. – To przypomina dramat opisany w książce Williama Styrona „Wybór Zofii” – ten autor inspirował się wspomnieniami Olgi – dodaje.

Już na drugi dzień po selekcji Olga usłyszała, co tak naprawdę się wydarzyło.

– Blokowa, Polka o imieniu Irka, wskazała Oldze krematorium i powiedziała:

„To nie piekarnia. To jest krematorium,

w którym pali się ludzi”. I Irka powiedziała jeszcze Oldze: „Oni spalili tam twoją rodzinę” – relacjonuje Eva Fleischerová. Olga straciła w obozie dwóch synów i rodziców; mąż został rozstrzelany przez esesmana w czasie marszu śmierci.

Olga Lengyel trafiła do bloku 26 – dla Żydówek węgierskich. Z zawodu asystentka chirurgiczna, w KL Auschwitz została przymusowo podwładną Hauptsturmführera SS Josefa Mengele, lekarza, który stał się symbolem niemieckich zbrodni w obozie. Była więc świadkiem jego pseudomedycznych eksperymentów. Dotrwała do ewakuacji.

– W 1945 r., przed ewakuacją obozu, z innymi więźniarkami dostała się do składu chleba w Auschwitz, gdzie ukradły chleb – na drogę – mówi Eva Fleischerowá. Olga widziała wielu zastrzelonych ludzi. W nocy więźniowie spali w stodole. I wtedy zdecydowała się uciec razem z dwiema przyjaciółkami – Magdą i Luizą.

– Kobiety zbiegły z marszu śmierci 19 stycznia 1945 r. Zobaczyły kościół we wsi. Przed kościołem stał mężczyzna, pokazał: „Tu nie. Tam idźcie”. Olga z przyjaciółkami pobiegły we wskazanym kierunku. Zobaczyły otwór w stodole.

Dom rodziny Godźków w Brzeźcach, 2009 r., kadr z filmu G. Sztolera

Ukryły się

pod sianem. Za chwilę weszła do stodoły służąca, potem gospodarz – relacjonuje tłumaczka. Więźniarki mogły się tam ukrywać cały dzień, w nocy gospodarz Paszek przewiózł je do Godźków.

– „W tym momencie weszłyśmy do domu, który stał się naszym azylem” – cytuje Eva Fleischerová.

Żydówki były w domu Godźków, gdy zostali tam przydzieleni „na kwaterunek” niemieccy żołnierze. Ci wzięli Olgę za krewną rodziny i odtąd musiała im dotrzymywać towarzystwa. Gdy wkroczyli żołnierze radzieccy, schronieniem dla całej rodziny i sąsiadów stała się piwnica (bali się, że może być niebezpiecznie). Olga początkowo nie weszła do piwnicy. Cieszyła się, że przychodzą wybawiciele i chciała ich przywitać. Nagle przybiegła do piwnicy bardzo wystraszona – prawdopodobnie jeden z sołdatów chciał ją zgwałcić.

Węgierskie Żydówki przebywały w Brzeźcach do 14 lutego 1945 r. Ludwik Paszek (był wójtem) przygotował dla nich dokumenty, które ułatwiły im przemieszczanie się. Zostały uratowane. Po latach rodziny Paszków i Godźków, które narażając życie ukryły więźniarki, zostały oznaczone medalami „Sprawiedliwych wśród Narodów Świata”.

W 1946 r. ukazało się francuskie wydanie wspomnień Olgi (była to jedna z pierwszych relacji o zbrodniach w KL Auschwitz). – Nie ma tam jednak ostatniego rozdziału – mówi historyk Grzegorz Sztoler.

Francuska wersja kończy się na wyjściu z obozu. Dopiero amerykańscy wydawcy w 1947 r. dodali ostatni rozdział o tym, że Olga uciekła z marszu śmierci w „POLISH VILLAGE”. Odtąd w kolejnych, licznych wydaniach książki Olgi Lengyel pt. „Five chimneys” pojawia się anonimowa polska wioska.

Olga tuż po wojnie dotarła do Paryża, a potem przedostała się do Ameryki (czerwiec 1946). Nie było jej łatwo. Pisała o tym w listach do Polski.

„Jestem bardzo, bardzo nieszczęśliwa

i cierpię więcej na wolności niż w niewoli obozu. Nie mogę zapomnieć moich rodziców, mego męża i moich dzieci. Moje przyjaciółki są bardziej szczęśliwe, odnalazły własne rodziny. Żyję sama i tylko dla mojej pracy. Nie chodzę do kina ani teatru. Myślę, że jestem równie nieżyjąca jak moja rodzina” – pisała do Paszków. Jak ustalił G. Sztoler, w liście chodzi o przyjaciółki Magdę i Luizę (nigdy nie skontaktowały się z rodzinami w Brzeźcach, ale Magda korespondowała z Olgą).

W 1954 r. Olga przeniosła się z drugim mężem na Kubę, a po przejęciu władzy przez Fidela Castro znów zamieszkała w Stanach. Brzeźce odwiedziła dwa razy – w latach 80. (już wtedy nie żyli Zofia ani Augustyn Godźkowie). Dotarła tu dzięki prof. Stanisławowi Leszczyńskiemu (wybitny radiolog, syn Stanisławy Leszczyńskiej, więźniarki KL Auschwitz ratującej nowo narodzone dzieci – po śmierci została uznana Służebnicą Bożą).

Od lewej: Jadwiga Lazar (z domu Godziek), Olga Lengyel, Helena Fyrla (z domu Godziek), lata 80., Brzeźce; fot. z książki „Ścieżki śląskie” G. Sztolera

Olga po swej wizycie w Brzeźcach pisała:

„Kochana rodzinko,

było tak wielką przyjemnością dla mnie spotkać się z Wami po tylu latach, chociaż nie było między nami częstego kontaktu listownego… wierzcie mi, że dzień nie przechodzi bez wspomnienia Was wszystkich z uczuciem przyjaźni i nieograniczonej wdzięczności”.

– Obiecała, że wymieni Brzeźce i rodziny w drugiej części książki, która jednak chyba nigdy nie powstała – mówi Grzegorz Sztoler. Kontakt z Olgą z nieznanych przyczyn zupełnie się urwał. Zmarła w Nowym Jorku w 2001 r., w wieku 92 lat.

W 2002 r., a więc rok po śmierci Olgi, G. Sztoler poleciał do Nowego Jorku, by zainteresować powstające tam muzeum pamięci o Holokauście (Memorial Library and Art Collection of Second World War) dokumentami, które pozwolą ukazać historię uratowania Olgi i jej współtowarzyszek w szerszym kontekście. Zależało mu, by „POLISH VILLAGE”, która stała się azylem, przestała być bezimienna.

Podobnie jak bohaterskie rodziny, które narażały życie dla uratowania więźniarek. Jego starania, jak wspomina, nie spotkały się jednak z jakimkolwiek odzewem.

– Przez wiele lat chciałem nawiązać kontakt z wydawcami zagranicznymi, by „POLISH VILLAGE” miała nazwę. Straciłem nadzieję. Wszystkie wydania ograniczały się jedynie do tłumaczenia wspomnień, bez kontekstu. Była tylko „POLISH VILLAGE” – opowiada Sztoler, dodając, że to go zwyczajnie wkurzało i miał o to nawet żal.

Zupełnie nieoczekiwanie

skontaktowała się z nim czeska tłumaczka książki Eva Fleischerová. Przygotowując czeskie tłumaczenie „Five chimneys”, natknęła się na wideoświadectwo Olgi Lengyel w Internecie (na stronach fundacji Shoah) z 1998 r. Zwróciła uwagę na wymienioną tam nazwę „Brzeźce” w powiecie pszczyńskim oraz na jeden z komentarzy pod filmem z linkami m.in. do informacji Muzeum Historii Żydów Polskich (materiały o Sprawiedliwych wśród Narodów Świata – rodzinach Godźków i Paszków). Komentarz dotyczący swoich pradziadków napisał Grzegorz Sztoler. Tłumaczka i historyk skontaktowali się, a potem spotkali się (także z wydawcą książki) w Kromierzyżu w Czechach (Morawy).

– Niedawno pojawiło się czeskie wydanie książki, które podaje cały kontekst – w szczegółowych przypisach – mówi Sztoler. Wymieniono nazwiska rodzin, które uratowały Żydowki: Godźków, Paszków. Są zdjęcia z wizyty Olgi w Brzeźcach. – To jest pierwsze takie wydanie – dodaje historyk, określając książkę jako pracę naukową, z solidnym wstępem, przypisami i aneksami (m.in. o dzieciństwie Olgi, jej losach powojennych). Historyk liczy, że może teraz Memorial Library zainteresuje się tym tematem.

Tłumaczka Eva Fleischerová i Grzegorz Sztoler z najnowszym wydaniem wspomnień Olgi Lengyel; w publikacji tej po raz pierwszy wymieniono nazwę „Brzeźce” i nazwiska wybawców Żydówek; fot. Renata Botor-Pławecka

W rodzinach Paszków i Godźków historia Olgi, Magdy i Lojziki (bo tak o dziewczynach mówili gospodarze) zawsze była żywa, jest przekazywana kolejnym pokoleniom, wzrusza.

– Gdy się słyszy „antysemityzm”, ja się czuję wtedy pokrzywdzona… To krzywdzi Polaków. Bo dużo ludzi, także ze wsi, pomagało – powiedziała Jadwiga Lazar w filmie zarejestrowanym w 2009 r.

Do dziś stoi w Brzeźcach dom Godźków, który stał się azylem dla uciekinierek z marszu śmierci.

Renata BOTOR-PŁAWECKA

Wypowiedzi Jadwigi Lazar (zm. 2009) pochodzą z filmu dołączonego do książki „Dom trzech pokoleń” G. Sztolera, 2010 r. Zamieszczone cytaty z listów za: „Śląskie ścieżki godne wspomnienia” G. Sztolera, 2004. Przedruk tych listów znalazł się też w czeskim wydaniu „Pět komínů” w tłum. E. Fleischerovej, wyd. ERGO 2017

Artykuł ukazał się w „Nowym Info” nr 4 z 20.02.2018 r.

Materiał jest chroniony prawami autorskimi. Kopiowanie bez zgody autorki zabronione.

1 KOMENTARZ

  1. Chwila zadumy z łezką w oku… wspomnienia z domu mojego dzieciństwa.Wracają opowiadania mojej mamy i dziadka Augustyna.Jakże trudne to były czasy,dobrze,że nie musiałam w nich żyć! Pamiętam,jak wzruszona była moja mama,kiedy po 36 latach u progu zobaczyła panią Olgę… jak padły sobie w ramiona ze łzami szczęścia w oczach. Z wielkim w sercu wzruszeniem dziękuję,

Dodaj komentarz