Wyrwana tajemnica, czyli ile gmina Tychy zapłaciła klubowi 1. FC Köln za mecz otwarcia na Stadionie Miejskim.

2
Andrzej Dziuba, prezydent Tychów, podczas uroczystości otwarcia Stadionu Miejskiego w Tychach; lipiec 2015 r.; fot. Dominik GAJDA

18 lipca 2015 r. na nowo wybudowanym Stadionie Miejskim w Tychach odbył się towarzyski mecz piłkarski między miejscową drużyną GKS Tychy i niemieckim zespołem 1. FC Köln. Od tej pory kwota, którą zapłacono z gminnej kasy niemieckiemu klubowi za rozegranie tego meczu, stała się ściśle strzeżoną tajemnicą prezydenta Tychów.

Batalia nie tylko o to ile, ale i konkretnie za co zapłacono drużynie z Köln trwała przez prawie cztery lata i stanowi doskonały przykład tego, jak bardzo wadliwy jest system prawny w Polsce, mający stać na straży jawności dysponowania pieniędzmi publicznymi. W końcu dopięliśmy swego – prezydent Tychów skapitulował i na skutek naszych działań ujawnił, ile kosztował mecz.

Mecz GKS Tychy z drużyną 1. FC Köln

(nawiasem mówiąc przegrany przez tyszan 0:1) obejrzało z trybun kilkanaście tysięcy ludzi, transmisję prowadziła TVP. Wydarzenie to było głównym punktem programu dwudniowych uroczystości inaugurujących działalność nowo wybudowanego Stadionu Miejskiego.

Wiadomo było, że niemiecka drużyna zgodziła się zagrać z tyszanami, ale nie za darmo. Umowa między Andrzejem Dziubą, prezydentem Tychów, a klubem 1. FC Köln, który reprezentowali prezesi Alexander Wehrle oraz Jörg Schmadtke, nosi dwie daty: prezydent Dziuba podpisał ją 22 kwietnia 2015 r., a prezesi niemieckiego klubu – 13 maja 2015 r. Mój wniosek o udostępnienie tej umowy rozpoczął prawie czteroletnią batalię prawną, która wciągnęła w wir zmagań nie tylko niemiecki klub (nie udzielił mi odpowiedzi, ile zarobił na meczu w Tychach), prezydenta Tychów, ale również instytucję pozarządową działającą na rzecz przejrzystości życia publicznego, samorządowe kolegium odwoławcze, sąd administracyjny. Ale po kolei.

O udostępnienie umowy

zwróciłem się po raz pierwszy do władz Tychów w e-mailu z 5 czerwca 2015 r. Pracowałem wówczas w niezależnym jeszcze Górnośląskim Tygodniku Regionalnym „Echo” (dzisiaj „Echo” jest własnością spółki należącej do miasta Tychy). Prezydent Tychów Andrzej Dziuba zdecydowanie odmówił udostępnienia dokumentu, twierdząc, że umowa ta objęta jest tajemnicą. Tak więc nie można było dowiedzieć się nie tylko ile pieniędzy zapłacono z gminnej kasy niemieckiemu klubowi, ale nawet za co mu zapłacono (m.in. przedmiot umowy i wynikające z niego obowiązki 1. FC Köln też objęte zostały klauzulą poufności). Odwołałem się do Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Katowicach, które odmowną decyzję prezydenta uchyliło i przekazało mu do ponownego rozpatrzenia. Prezydent znowu jednak odmówił, powołując się, jak poprzednio, na tajemnicę przedsiębiorstwa. W ten sposób biurokratyczna karuzela zrobiła swój pierwszy, pełny obrót. W ciągu całej batalii o dostęp do informacji publicznej obróci się jeszcze 14 razy.

W toczonych z prezydentem Tychów zmaganiach można wyróżnić trzy zasadnicze okresy. Pierwszy zakończył się pod koniec 2015 r. wymuszonym udostępnieniem części utajnianego kontraktu. Gdy bowiem karuzela odmownych decyzji kręciła się w najlepsze, próbowałem z nieco innej strony rozwiązać problem dotarcia do wydawałoby się jawnej, bo dotyczącej finansów publicznych, informacji. Skontaktowałem się w tym celu z Grzegorzem Wójkowskim, prezesem Stowarzyszenia Aktywności Obywatelskiej „Bona Fides” w Katowicach, i zaproponowałem mu przeprowadzenie eksperymentu.

„Bona Fides”

to znana w regionie organizacja pozarządowa, której celem działania jest podnoszenie jakości życia publicznego w Polsce poprzez m.in. edukację w zakresie praw człowieka, ochronę swobód obywatelskich, działanie na rzecz przejrzystości życia publicznego, kontroli wydatków publicznych. Eksperyment polegał na tym, że podsunięte przeze mnie pytania, dotyczące m.in. zapłaty za mecz, stowarzyszenie „Bona Fides” zadało prezydentowi jako swoje. Podstęp się powiódł. W odpowiedzi bowiem UM Tychy przysłał stowarzyszeniu skan umowy z 1. FC Köln (z wymazaną kwotą wynagrodzenia). W takich okolicznościach prezydent Tychów musiał i mnie potraktować podobnie. Powstał tym samym znaczny wyłom w odtajnieniu dokumentu. Jednak władza nie wycofywała się bez walki. Owszem, dostarczono mi kopię umowy, ale otrzymany egzemplarz był specyficzny nie tylko z powodu wymazanej kwoty. Kserokopia była tak fatalnej jakości, że praktycznie nieczytelna. Tak więc choć formalnie otrzymałem dokument, o który wnioskowałem, jego dokładna treść (np. przedmiot umowy, obowiązki klubu 1. FC Köln) w dalszym ciągu pozostawała tajemnicą. Dopiero dodatkowa interwencja spowodowała, że otrzymałem po pewnym czasie egzemplarz bardziej czytelny.

Do zdobycia

pozostała już tylko informacja o kwocie wypłaconej niemieckiej drużynie (w toczonej batalii prawnej mogłem liczyć na pomoc Aleksandra Oliwy – prawnika „Bona Fides”). Prezydent Tychów 17 listopada 2015 r. drogą e-mailową zdecydowanie odmówił podania tej informacji i tym razem 5 lutego 2016 r. poparło go Samorządowe Kolegium Odwoławcze. To rozpoczęło żmudny, drugi etap zmagań. Zmiana frontu SKO, wobec wcześniej formułowanych przez tę instytucję argumentów, była sporym zaskoczeniem. Zaskarżyłem tę decyzję, zwracając się do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gliwicach. Argumentowałem m.in. że od początku tej historii stan faktyczny się nie zmienił, obowiązywały te same przepisy, i na ich podstawie prezydent Tychów raz uznał całą umowę za tak tajną, że odmówił ujawnienia nawet jednej litery z jej treści, a później nagle udostępnił całą treść z wyjątkiem wynagrodzenia. SKO najpierw było zdania, że prezydent nie dopełnił formalności pozwalających ocenić zasadność nadania klauzuli poufności, a później nie interesowało się zbytnio już tymi formalnościami, popierając prezydenta.

Wojewódzki Sąd Administracyjny wydał w tej sprawie wyrok 9 sierpnia 2016 r. Przyznał mi rację. Krytycznie ocenił postawę Samorządowego Kolegium Odwoławczego, stwierdzając m.in. że nawet w minimalnym stopniu nie dopełniło ono obowiązku ponownego rozpoznania sprawy. Poza tym SKO, zdaniem sądu, naruszyło zasadę zaufania do władzy publicznej, nie zachowując wymogu spójności w wyrażanych poglądach.

W styczniu 2017 r.,

a więc ponad pięć miesięcy po wyroku, SKO postanowiło stwierdzić niedopuszczalność mojego odwołania od decyzji prezydenta – ze względów formalnych – bo nagle zauważyło, że odmowna decyzja prezydenta Tychów z 17 listopada 2015 r. przysłana została e-mailem. A to błąd. Aby decyzja była ważna, powinna zostać dostarczona w formie papierowej. Skoro nie została tak przesłana „nie weszła do obrotu prawnego i nie wywołuje skutków prawnych”, a tym samym nie miałem się od czego odwoływać. Prezydent sformułował więc jeszcze raz swoją odmowę z listopada 2015 r., tym razem – jak należy – na papierze i dostarczył mi ją…pod koniec marca 2017 r. Dopiero wtedy mogłem skutecznie złożyć odwołanie, ale – na skutek pouczenia SKO – wezwany zostałem do złożenia podpisu pod wnioskiem z żądaniem o udostępnienie informacji publicznej. Aby zorientować się w powstałym karambolu prawnym, przypomnijmy, że całą sprawę zapoczątkował mój e-mail z 5 czerwca 2015 r. (siłą rzeczy bez odręcznego podpisu). Spowodował on ciąg decyzji odmownych z finałem w postaci posiedzenia i wyroku sądu. A tu nagle, po dwóch latach, okazało się, że przy korespondencji e-mailowej podpis wnioskodawcy nie jest wymagany tylko wówczas, gdy urząd udostępnia informację, ale gdy nie udostępnia – podpis musi być. Złożenie przeze mnie autografu zakończyło drugi etap walki. Od tego czasu SKO konsekwentnie już podzielało moje stanowisko w toczącym się sporze z prezydentem Tychów.

Etap trzeci

to jałowy maraton odmownych decyzji prezydenta Andrzeja Dziuby, moich skarg i decyzji SKO uchylających prezydenckie postanowienia. W owej długotrwałej wojnie pozycyjnej arsenał argumentów był wciąż taki sam. Ostrzeliwaliśmy się nimi na zmianę, a czas płynął.

Prezydent Tychów Andrzej Dziuba, odmawiając udostępnienia informacji dotyczącej wynagrodzenia określonego w umowie z 1. FC Köln, wciąż powoływał się na paragraf 8 tejże umowy, który głosił: „Treść niniejszej umowy, a w szczególności wysokość wynagrodzenia ustalonego w par. 2, stanowi tajemnicę przedsiębiorstwa 1. FC Köln, jest poufna i nie może być przekazywana do wiadomości osób trzecich”. Dlaczego? Bo ujawnienie tej kwoty miało mieć wpływ na przyszłe negocjacje dotyczące meczów towarzyskich z udziałem 1. FC Köln. Władze niemieckiego klubu żądały, by klauzula dotycząca dyskrecji odnosiła się do treści całej umowy, która nawet w klubie znana miała być jedynie ograniczonemu kręgowi współpracowników. Prezydent Dziuba twierdził uparcie, że wystarczająca jest wola utajnienia informacji, by klauzulę taką nałożyć. Miasto Tychy doszło do wniosku, że w tym przypadku kwota wydana z gminnego budżetu musi być utajniona przed mieszkańcami. Podjęto w tym względzie „stosowne czynności” – umowa przechowywana była w sejfie UM Tychy, a dostęp do niej został ograniczony do osób bezpośrednio zaangażowanych w jej realizację. Poza tym prezydent powoływał się m.in. na wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z 5.07.2013 r., w którym – jak informował – stwierdza się, że nie istnieje bezwzględny obowiązek udostępnienia informacji dotyczącej ceny albo wynagrodzenia wynikającego z umowy, której stroną jest podmiot publiczny. Upływ czasu od rozegrania meczu nie był dla prezydenta Tychów żadnym argumentem za ujawnieniem.

Moje kontrargumenty

i stanowisko SKO nie zmieniały się. Cierpliwie informowaliśmy, że informacja o tym ile pieniędzy wydano z kasy miasta jest niewątpliwie informacją publiczną. Prawo do jej uzyskania wypływa wprost z art. 61 Konstytucji RP i ustawy o dostępie do takiej informacji. Ograniczenia nie mogą wypaczać konstytucji, nie mogą stanowić swoistej zapory w przejrzystości kontroli wydawania pieniędzy publicznych. Każdy przedsiębiorca zawierający umowę z gminą powinien liczyć się z okolicznością, że jego wynagrodzenie będzie ujawnione ze względu na jawność umów, które dysponują pieniędzmi publicznymi – w przeciwnym razie zasada jawności byłaby fikcją. Stanowisko NSA z 5.07.2013 r. (na które powoływał się prezydent Tychów) jest odosobnione. Inne sądy podkreślają bowiem, że zastrzeżenie tajemnicy przedsiębiorstwa stanowi wyjątek od zasady jawności, a więc nie może mieć powszechnego i dowolnego charakteru. Podmiot publiczny (gmina) nie może polegać wyłącznie na oświadczeniu przedsiębiorcy, który żąda tajności. W przeciwnym razie o dostępie do informacji publicznej decydowałby sam przedsiębiorca (wyrok NSA z 4.08.2015 r.). Pat trwał, choć jak już we wrześniu 2017 r. podkreśliło SKO, przedstawiciel 1. FC Köln w piśmie przesłanym do władz Tychów poinformował, że niemiecki klub jest w stanie spełnić życzenie ujawnienia wynagrodzenia, o ile przemawiają za tym przepisy prawne obowiązujące w Polsce.

27 sierpnia 2018 r. spróbowałem przeciąć ten chocholi taniec prawny i złożyłem w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym w Gliwicach skargę przeciw prezydentowi Tychów, zarzucając mu przewlekłość działań. To była już druga tego typu skarga w tej sprawie. Pierwszą WSA oddalił rok wcześniej – 6 czerwca 2017 r.

Wydawać by się mogło,

że samo złożenie drugiej skargi nie wywarło na prezydencie Tychów żadnego wrażenia. Karuzela odmownych decyzji powielających te same argumenty wciąż się kręciła. Ostatnie odwołanie do SKO złożyłem w styczniu 2019 r., ale już w następnym miesiącu niespodziewanie zaczął rysować się wyraźny przełom, a to za sprawą pisma z WSA w Gliwicach, które przyszło 12 lutego i wyznaczało termin rozprawy na 14 marca 2019 r. o godz. 9.50. W przeddzień wyznaczonego terminu, dokładnie o godz. 9.43, do naszej redakcji przybył posłaniec prezydenta Tychów, przynosząc list. Czym prędzej zapoznaliśmy się z jego treścią. Okazało się, że w obliczu zbliżającej się rozprawy, prezydent Tychów skapitulował.

– Gmina Tychy, mając na względzie upływ czasu od podpisania i zrealizowania umowy z dnia 13 maja 2015 r., wystąpiła do 1. FC Köln z zapytaniem, czy informacja w zakresie wynagrodzenia za realizację w/w umowy nadal stanowi tajemnicę przedsiębiorstwa 1. FC Köln i gmina Tychy wciąż jest zobowiązana do zachowania jej w poufności, czy też w związku z prowadzonym postępowaniem sądowo-administracyjnym 1. FC Köln wyraża zgodę na udostępnienie wnioskowanej informacji – informował mnie Andrzej Dziuba, prezydent Tychów. – W związku z niewyrażeniem przez 1. FC Köln sprzeciwu wobec udostępnienia przedmiotowej informacji, w załączeniu przedkładam kserokopię umowy z dnia 13 maja 2015 r. zawierającą informację o wysokości wynagrodzenia przysługującego 1. FC Köln – komunikował prezydent Dziuba.

Po prawie czteroletnim boju

toczonym z prezydentem Tychów o udostępnienie informacji publicznej możemy więc w końcu poinformować czytelników, że za udział w meczu otwarcia rozegranym 18 lipca 2015 r. na Stadionie Miejskim w Tychach, gmina Tychy zobowiązała się zapłacić klubowi 1. FC Köln wynagrodzenie w wysokości 45 000 euro netto. Łączna wartość przedmiotu umowy wyniosła 220 414,77 zł brutto (według kursu Narodowego Banku Polskiego z 22.04.2015 r.). Nawiasem mówiąc jakość kserokopii umowy dostarczonej teraz przez prezydenta Tychów nie budziła zastrzeżeń.

A co z procesem

przed Wojewódzkim Sądem Administracyjnym wyznaczonym na 14 marca 2019 r.? Jak się okazuje, pośpiech z dostarczeniem przez prezydenta tak długo utajnianej informacji miał swoje konkretne znaczenie. Zaraz po otrzymaniu odtajnionej umowy wysłałem pismo do sądu, wycofując skargę na przewlekłość działań prezydenta Tychów, ale rozprawa się odbyła. Jednym z argumentów wziętych pod uwagę przez skład orzekający był fakt, że wcześniej w tej samej sprawie sąd uznał, że prezydent nie był bezczynny; później włodarz Tychów terminowo odpowiadał na moje skargi (a to jest podstawy miernik prawidłowego działania). Co prawda odpowiedzi prezydenta Tychów były niezgodne z argumentami organu odwoławczego, ale w obecnie funkcjonującym systemie prawnym prezydent nie jest zobowiązany do respektowania stanowiska SKO. Sąd pouczył też, że długość postępowań należy za każdym razem liczyć oddzielnie – od decyzji prezydenta do kasacji SKO (nie wolno dodawać tych okresów). I w końcu: na rozprawie 14 marca 2019 r. pełnomocnik prezydenta Tychów oświadczył, że „na skutek korespondencji z niemieckim klubem” udzielono mi wszelkich informacji, o które występowałem. W takich okolicznościach sąd skargę oddalił.

Od Ewy Grudniok, rzecznik prasowej Urzędu Miasta Tychy, dowiedziałem się, jak konkretnie wyglądało owo „niewyrażenie sprzeciwu” przez 1. FC Köln wobec nagłej inicjatywy prezydenta wyjawienia mi utajnianego dotąd wynagrodzenia za mecz (co umożliwiło później argumentację przed sądem o udzieleniu „wszelkich informacji”). Otóż, jak usłyszeliśmy, UM Tychy wysłał pytanie do 1. FC Köln w piątek 8 marca 2019 r. i nie otrzymał żadnej informacji zwrotnej. Trudno nie zauważyć, szczególnie w kontekście prawie czteroletnich zmagań, że prezydent czekał na tę odpowiedź wyjątkowo krótko, bo tylko cztery dni (wliczając w to sobotę i niedzielę). Dzięki temu zdążył wręczyć mi odtajnioną przez siebie umowę już 13 marca rano, czyli 24 godziny przed terminem rozprawy w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym.

Zdzisław Barszewicz

2 KOMENTARZE

  1. Brawo panie redaktorze Zdzisławie Barszewicz . Gratuluję wytrwałości i wyjątkowej cierpliwości. Zapewne każdy rację przyzna, że pański „przeciwnik” nie zasługiwał na tak wyjątkowe traktowanie, ale pan działał dla dobra publicznego, czego nie można powiedzieć o pańskim „przeciwniku”…

  2. Aha…A nie zastanawia nikogo, dlaczego prezydent Tychów Andrzej Dziuba z taką zaciętością, jak przy obronie miasta przed wrogą armią, bronił tajności „słusznie” wydanych pieniędzy publicznych.

Dodaj komentarz