Zestrzelony messerschmitt. Kolejne sensacyjne odkrycie pasjonatów historii

0
Niemiecki myśliwiec messerschmitt Bf 109 G. Szczątki tej maszyny odkryli poszukiwacze fot. Wikipedia

Ekipa Arkadiusza Domińca z Muzeum Śląskiego Września 1939 r. w Tychach w dniach 7-8 listopada dokonała kolejnego sensacyjnego odkrycia historycznego.
W kompleksie leśnym w gminie Babice (pow. chrzanowski, woj. małopolskie) pasjonaci historii odnaleźli fragmenty najsłynniejszego niemieckiego myśliwca z okresu II wojny światowej – messerschmitta Bf 109 G. Został on zestrzelony 7 sierpnia 1944 r. przez amerykańskie mustangi P 51, osłaniające bombowce Boeing B-17 zwane latającymi fortecami. Tego dnia alianci bombardowali m.in. rafinerię w Trzebini.

To już druga udana akcja tyszanina Arkadiusza Domińca i jego współpracowników. Przypomnijmy, że w styczniu 2020 r. w lesie Gołys w Bieruniu wydobyli oni fragmenty bombowca B-25 Mitchell oraz szczątki ciał czterech lotników radzieckich, którzy bombardowali niemieckie cele w Ostrawie (styczeń 1945 r.). Maszyna została strącona przez hitlerowców.

Zestrzelonego w 1944 r. nad Babicami messerschmitta namierzył Jerzy Kurzak, mieszkaniec tej gminy, członek Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej „73 pułk piechoty” i uczestnik rekonstrukcji Bitwy Wyrskiej. Członkiem stowarzyszenia jest również Arkadiusz Dominiec. Dlatego Muzeum Śląskiego Września 1939 r. włączyło się poszukiwania szczątków maszyny.

Woland dał pewność 

– Tata opowiadał mi o tym samolocie. Widział jego zestrzelenie. Miał wtedy 14 lat – mówi Jerzy Kurzak. – Dzięki informacjom zebranym od innych osób udało mi się namierzyć miejsce upadku niemieckiej maszyny. Prawdopodobnie messerschmitt najpierw odbił się od ziemi, kawałek dalej obrócił się nadwoziem do góry i spłonął – dodaje J. Kurzak.

Ekipa poszukiwawcza Muzeum Śląskiego Września 1939 r. w miejscu katastrofy; fot. J. Jędrysik

Jak informuje nas Arkadiusz Dominiec, szczątki odnalezionego samolotu to bez wątpienia pozostałości po niemieckim myśliwcu messerschmitt Bf 109 G, wyprodukowanym w 1944 r. – Pewność, że nad Babicami zestrzelony został messerschmitt Bf 109 G dają nasze znaleziska: fragment blachy aluminiowej pokrywy górnej maski silnika z tabliczką znamionową, cyferblat obrotościomierza, wtyczka do hełmofonu pilota, drążek sterowniczy (woland) z elektrospustami uruchomiającymi broń oraz zdezaktywowane przez pożar naboje do karabinów MG 131 kaliber 13 mm i działka MG 151 kaliber 20 mm, które wersja G miała na wyposażeniu – wyjaśnia A. Dominiec. Wszystkie znaleziska (także liczne drobne fragmenty poszycia, kable, przełączniki) znajdowały się płytko, w zasadzie w poszyciu leśnym.

Pocisk w poszyciu

W jakich okolicznościach doszło do zestrzelenia niemieckiego myśliwca? Po konsultacjach z ze znawcami historii lotnictwa: Piotrem Sadowskim i Grzegorzem Jączkiem, poszukiwacze są pewni, że messerschmitt został trafiony przez amerykańskie myśliwce mustang P 51, które osłaniały bombowce B-17 latające fortece. – Dowód na to uzyskaliśmy podczas drugiego dnia poszukiwań (8 listopada br.). Odnaleźliśmy kawałek poszycia messerschmitta, w którym tkwił pocisk 0,5 cala wystrzelony z karabinu browning, który był montowany właśnie w mustangach – mówi Arkadiusz Dominiec.

Do potyczki niemieckiego pilota z Amerykanami doszło latem 1944 r., kiedy to lotnictwo USA prowadziło ofensywę mającą na celu zbombardowanie niemieckich zakładów przemysłu petrochemicznego. Jej głównym celem były rafinerie, zakłady chemiczne i wytwórnie paliw syntetycznych. Chodziło o pozbawienie hitlerowców paliw do samochodów, czołgów, samolotów i okrętów podwodnych.

Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie podaje, że tego samego dnia – 7 sierpnia 1944 r. – Amerykanie uderzyli w dwóch miejscach. Bombowce B-17 i myśliwce mustang P 51 wystartowały z lotnisk we Włoszech (15. Armia Powietrzna USA) oraz z terenu Ukrainy (8. AP USA). Pierwsza eskadra dokonała nalotu na zakłady w Kędzierzynie i Blachowni, produkujące paliwa syntetyczne, a siły 8. Armii (60 latających fortec w osłonie 36 mustangów) bombardowały rafinerię w Trzebini. „Nasz” messerschmitt został strącony nad
Babicami właśnie podczas bombardowania trzebińskiej rafinerii.

Bombardowanie rafinerii

Tomasz Piszczek z portalu przełom.pl pisał, że armada nie niepokojona przez Niemców nadleciała nad trzebińską rafinerię od strony Olkusza. Zaskoczenie hitlerowców było kompletne, a zniszczenia po nalocie ogromne. Zakład nie wznowił już właściwej produkcji. W styczniu 1945 zdobyli go Sowieci.

Jak pisze Tomasz Piszczek, bombardowanie nie obyło się bez strat wśród mieszkańców Trzebini oraz pracowników rafinerii. W zburzonym podczas nalotu schronie zginęli wszyscy znajdujący się w środku ludzie. Bomby zabiły też 18 robotników pracujących w sąsiedztwie rafinerii. Ich grób mieści się na trzebińskim cmentarzu parafialnym przy ulicy Luzara. Bombardowanie wznieciło gigantyczny pożar, który trwał ponad dwa tygodnie.

Pożar w rafinerii w Trzebini po amerykańskim nalocie; fot. przelom.pl/album Rafineria ,,Trzebinia”

W portalu przełom.pl autor cytuje wspomnienia świadka bombardowania Franciszka Mazura: „Jak leciały samoloty, nikt się nie chował – ludzie tylko patrzyli (…). Samoloty leciały w grupach. W pierwszej grupie były 33 samoloty (wiem, bo sam je liczyłem). Na czele leciał samolot – oni bombardowali na lidera – który zatoczył takie koło z dymu i odleciał. Następnie nadlatywały grupy samolotów i zrzucały bomby w to koło (…). Rafinerię bombardowały trzy grupy samolotów po około 30 sztuk. Koło z dymu wiatr przesuwał i pierwsze bomby spadły na skrzyżowanie ulicy 1 Maja z drogą do rafinerii. Jedna trafiła w dom, zabijając ludzi w piwnicy. Zginęła tam Aleksandra Zielińska, siostra mojego kolegi. Kolejne bomby spadły już na rafinerię”.

Szwadron z asami lotnictwa

Ekipie Arkadiusza Domińca udało się ustalić, że zestrzelony przez Amerykanów messerschmitt latał w składzie 9. jednostki 52. Szwadronu Myśliwskiego Luftwaffe (Jagdgeschwader 52 – JG 52). Był to oddział, w którym służyli trzej najbardziej utytułowani piloci myśliwców w historii wojennych działań powietrznych (największa liczba zestrzeleń samolotów wroga): Erich Hartmann, Gerhard Barkhorn i Günther Rall. JG 52 brał udział w ataku na ZSRR oraz w bitwie pod Stalingradem i pod Kurskiem.

Maszynę, której szczątki w Babicach odnalazła ekipa Muzeum Śląskiego Września 1939 r., pilotował porucznik Hasso Hilgendorff. Jak informuje nas Arkadiusz Dominiec, messerschmitt Hilgendorffa wystartował z okolic Krakowa. Został zaatakowany przez dwa lub trzy amerykańskie myśliwce marki North American Mustang P 51 z 357. Fighter Group „Yoxford Boys”. Autorem zestrzelenia mógł być porucznik John F. Pugh, który tego dnia zgłosił trafiony samolot pod Krakowem.

Pilot przeżył

Pseudonim 357. Fighter Group wywodził się od nazwy brytyjskiej wsi Yoxford, gdzie znajdowała się jej pierwotna baza. Grupa ta wchodziła w skład 8. Armii Powietrznej USA, która uczestniczyła m.in. w operacji Overlord (rozpoczętą desantem w Normandii) i w nalotach na niemieckie miasta i fabryki.

Jak udało się ustalić, porucznik Hasso Hilgendorff przeżył atak amerykańskich myśliwców i upadek maszyny. – Został ranny, a po rekonwalescencji wrócił do walki. Jak wynika z archiwów Luftwaffe, drugi raz został zestrzelony 22 stycznia 1945 r. pod Strzelcami Opolskimi, pilotując messerschmitta Bf 109 G-14. Ślad po nim zaginął. Zapewne poniósł śmierć – mówi Arkadiusz Dominiec.

Sensacyjne odkrycie z czasów II wojny światowej – szczątki ciał radzieckich pilotów

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here