Prawdziwa historia przejęcia Szpitala Wojewódzkiego w Tychach

0
Symboliczny akt własności; fot. ZB

Prawdziwa historia przejęcia Szpitala Wojewódzkiego w Tychach. Pięć lat temu prezydent Tychów twierdził jeszcze, że aby pić piwo nie trzeba mieć browaru, a żeby się leczyć nie trzeba mieć szpitala. Miesiąc temu oznajmił, że wraz ze szpitalem miasto bierze na swoje barki olbrzymi ciężar odpowiedzialności. I miał rację. Od 5 października br. Szpital Wojewódzki w Tychach stał się praktycznie szpitalem miejskim, czyli podlega prezydentowi Tychów. To dobra wiadomość dla mieszkańców. Dopiero wytworzona przez nich presja ukierunkowała i znacznie zdynamizowała cały proces.

Transakcja przejęcia szpitala przez miasto Tychy składała się z dwóch operacji. Pierwsza polegała na kupieniu gruntów związanych z tym obiektem. Druga dotyczyła odkupienia wszystkich 181 177 udziałów województwa śląskiego w spółce Megrez (która zarządza tyskim szpitalem) za 8 334 142 zł, czyli po cenie rynkowej (wartości nominalna tych udziałów przekraczała 9 mln zł). Finał nastąpił w czwartek 5 października br. wraz z podpisaniem stosownych umów przez Andrzeja Dziubę, prezydenta Tychów, oraz Michała Gramatykę, wicemarszałka województwa śląskiego i Henryka Mercika, członka zarządu województwa.

Przed podpisaniem umowy dotyczącej zbycia przez marszałka na rzecz Tychów wszystkich wojewódzkich udziałów w spółce Megrez, podział kapitału zakładowego był następujący: województwo śląskie – 50,46 proc., miasto Tychy – 46,73 proc., powiat bieruńsko-lędziński – 2,81 proc. Po podpisaniu Megrez ma tylko dwóch właścicieli: miasto Tychy z 97,19 proc. udziałów i powiat bieruńsko-lędziński – 2,81 proc.

Gmina Tychy za 19 874 750 zł kupiła również od województwa cztery działki, w tym trzy za 5 proc. ich wartości, a jedną (pod pawilonem gdzie znajdują się Polsko-Amerykańskie Kliniki Serca) – za 100 proc. Tylko działki zabudowane obiektami szpitala zostaną wniesione aportem do spółki Megrez.

Słuchając przemówień wygłoszonych 5 października z okazji podpisania umów przejęcia (zakupu) szpitala przez Tychy, widać było wyraźną różnicę nastrojów między kupującym a sprzedającym. Sprzedający wicemarszałek Gramatyka (odpowiedzialny obecnie za służbę zdrowia w województwie śląskim) radośnie mówił między innymi o tym, że miasto Tychy będzie lepszym właścicielem szpitala choćby dlatego, że to główny tego typu obiekt w tej gminie, a dla województwa był on jednym z 46 stacjonarnych zakładów opieki zdrowotnej. Natomiast prezydent Andrzej Dziuba, komentując zasłyszane stwierdzenie, że dzisiejszy [5.10] dzień jest wielki (ze względu na kupno szpitala przez miasto) dodał, że wynika to z wielkości problemów i odpowiedzialności które, dla dobra mieszkańców, gmina wraz ze szpitalem bierze na swoje barki, bo jest to dla niej „olbrzymi ciężar”.

Wojewódzki Szpital Specjalistyczny nr 1 im. prof. Józefa Gasińskiego w Tychach, w sensie prawnym nigdy do Tychów nie należał, nawet wówczas, gdy wprowadzono reformę samorządową. Ostatnio był własnością województwa śląskiego, czyli pieczę nad nim sprawował marszałek, stojący na czele zarządu województwa i sejmik samorządowy.

Prawie każdy szpital, a szczególnie wojewódzki, przyprawiał publicznego właściciela o ból głowy ze względu na zgłaszane potrzeby finansowe. Złe regulacje prawne na szczeblu państwa warzyły przysłowiowe piwo, które musiały później pić kolejne zarządy województw. Zawsze chodziło o pieniądze. Spór się zaostrzał. Coraz częściej wybuchały strajki. Swego czasu WSS nr 1 stał się okrętem flagowym strajkujących szpitali w całym województwie. Jedynym trwałym efektem takich działań było szybko wzrastające zadłużenie. Pojawiły się spore zaległości płacowe. Pracownicy zwrócili się do sądu o egzekucje wypłat, na konta tyskiego szpitala wszedł komornik. Lekarze byli zwalniani i sami zaczęli się zwalniać, w efekcie zamykane były szpitalne oddziały. To była już agonia Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 1 im. prof. J. Gasińskiego w istniejącej formule prawnej. Prezydent Tychów, mimo że szpital stał na jego terenie, miał luksus nieuczestniczenia w tych nieraz bardzo dramatycznych sporach. Nie musiał. Nie był bowiem właścicielem placówki. Dobrą wolę okazywał np. raz na jakiś czas fundując tu sprzęt.

Obserwując proces zanurzania się WSS nr 1 w coraz większe długi trudno nie odnieść wrażenia, że było to na rękę władzom wojewódzkim. Placówka ta, z punktu widzenia marszałka, nie miała bowiem strategicznego znaczenia, a była typową kulą u nogi. Dlatego wybrano ją do przetestowania nietypowego zabiegu. Im gorzej się tam działo, tym bardziej narastała potrzeba radykalnych działań naprawczych. Gdy zaczęto mówić o zadłużeniu wynoszącym ok. 80 mln zł zastosowano prototypowe, bardzo drastyczne cięcie prawne, usankcjonowane uchwałą sejmiku z marca 2012 r.

Mówiąc w największym skrócie, z całego dawnego Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 1 im. prof. Józefa Gasińskiego w Tychach (składał się m.in. z oddziałów szpitalnych zaopatrzonych w sale operacyjne, poradni specjalistycznych, izby przyjęć) prawnie wyodrębniono najcenniejszą część hospitalizacyjną (oddziały ze sprzętem, izbę przyjęć) i oddano bez długów spółce Megrez, której jedynym udziałowcem zostało województwo śląskie. Tę nową pod względem bytu prawnego placówkę medyczną nazwano Wojewódzkim Szpitalem Specjalistycznym. Cały osad wielomilionowego długu okleił jedynie to, co zostało w skorupie dawnego WSS nr 1 im. prof. Gasińskiego, czyli poradnie specjalistyczne przemianowane teraz na Wojewódzki Zakład Opieki Zdrowotnej nr 1 im. prof. Józefa Gasińskiego.

Pozbawiony długów Wojewódzki Szpital Specjalistyczny Megrez, przeprowadził nabór pracowników, wyznaczył im pensje i zaczął funkcjonować w czerwcu 2012 r. w akompaniamencie długo nie milknących protestów dotyczących zastosowanego sposobu przekształcenia.

Oczywiście echa tego co działo się jeszcze w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym nr 1 im. prof. Gasińskiego dochodziły do Urzędu Miasta Tychy. Coraz realniejsza stawała się groźba bankructwa i likwidacji tej największej placówki medycznej w Tychach. Takie pytania zaczęto stawiać publicznie. Nic dziwnego więc, że temat szpitala pojawił się na sesji Rady Miasta Tychy 26 stycznia 2012 r. Andrzej Dziuba, prezydent Tychów, wypowiedział wtedy znamienne słowa: „Żeby pić piwo nie trzeba mieć browaru, żeby się leczyć nie trzeba mieć szpitala”. A później przekonywał, że przecież nie w każdym mieście, nawet wielkości Tychów, musi być szpital. Zapewnienie opieki mieszkańcom mogło, według prezydenta Dziuby, polegać na tym, że mają oni dostęp do szpitala odległego o 10, 15, 20 kilometrów.

Niedługo potem rozwój wydarzeń nabrał tempa, całkowicie zaskakując tyskie władze samorządowe. Zaledwie rok po słowach prezydenta Dziuby, gdy Wojewódzki Szpital Specjalistyczny Megrez nieco okrzepł, jedyny jego właściciel (marszałek) gorączkowo zaczął rozglądać się za kupcem. W naturalny sposób uznał, że Tychy powinny być zainteresowane taką transakcją. Na początek zaproponował więc władzom tego miasta przystąpienie do spółki Megrez. Ówcześni wicemarszałkowie Mariusz Kleszczewski oraz Aleksandra Gajewska zwrócili się 15 maja 2013 r. do prezydenta Tychów Andrzeja Dziuby z propozycją rozważenia możliwości nabycia nowych udziałów tej spółki, informując m.in. że osiągnęła ona zysk netto za 2012 r., a jej sytuacja majątkowa jest uregulowana.

– Zapraszamy do podjęcia rozmów w zakresie wysokości zaangażowania przyszłych współwłaścicieli spółki Megrez w podwyższenie jej kapitału zakładowego przy jednoczesnym określeniu Państwa stanowiska w przedmiotowej inicjatywie nie później niż do dnia 31.05.2013 r.” – czytamy w liście wicemarszałków.

Prezydent Dziuba, najdelikatniej mówiąc, nie okazał entuzjazmu. W swojej odpowiedzi z 27 maja 2013 r. skierowanej do zarządu województwa, oględnie stwierdził, że „propozycja przystąpienia przez miasto Tychy do spółki Megrez (…) wymaga zapoznania się z sytuacją ekonomiczną spółki w kontekście zawartych umów cywilnoprawnych na użytkowanie sprzętu oraz nieruchomości wchodzących w skład kompleksu szpitalnego, jej sprawozdaniem finansowym oraz przeprowadzenia analiz w zakresie perspektyw rozwoju. Wobec powyższego zajęcie stanowiska w przedmiotowej sprawie nie jest możliwe w zakreślonej perspektywie czasowej”.

Zapowiadała się co najmniej długotrwała wymiana korespondencji. Aby tego uniknąć Mirosław Sekuła, ówczesny marszałek województwa śląskiego, w czerwcu 2013 r. spotkał się w Lędzinach z przedstawicielami Tychów oraz powiatu bieruńsko-lędzińskiego. Tychy reprezentowała na tym spotkaniu Daria Szczepańska, zastępca prezydenta do spraw społecznych. Władze miasta oznajmiły nam, że nie przedstawiono na nim żadnych szczegółów dotyczących ewentualnego nabycia udziałów w spółce Megrez i nie odniesiono się do pytań zawartych w liście prezydenta do marszałka. Wobec tego wiceprezydent Daria Szczepańska zaproponowała marszałkowi rozważenie możliwości przekazania Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego spółce pracowniczej i zadeklarowała ze strony miasta pomoc w takim załatwieniu sprawy.

– Nie było ze strony marszałka województwa propozycji kontynuacji tych rozmów, czy kolejnego spotkania w tej sprawie – informował później UM Tychy.

Jak się okazało marszałek dążył do konkretów, by móc jak najszybciej zbyć niepotrzebny mu szpital. A gdy w zamian usłyszał dobre rady wiceprezydent Szczepańskiej, postanowił zastosować inne rozwiązanie.

– Marszałek uzależnił przekazanie szczegółowych informacji o sytuacji spółki od wyrażenia przez Tychy i powiat zainteresowania możliwością nabycia udziałów – rzecz całą komentował rzecznik województwa śląskiego. – Z rozmów, jakie były prowadzone, nie wynikało jakiekolwiek zainteresowanie kwestią zaangażowania kapitałowego miasta Tychy, jak i powiatu, w spółce Megrez. Wobec tego zarząd województwa rozpoczął przygotowania do procedur związanych ze sprzedażą udziałów tej spółki.

Tychy, gdyby jednak zechciały zostać udziałowcem, traciły w tym momencie możliwość negocjacji cen udziałów. Stałyby się klientem jak każdy inny, w tym prywatne podmioty. Władze województwa zleciły wycenę. Przed końcem 2013 r. wyciekła informacja, że szpital można kupić już za ok. 6 mln zł. No i zawrzało.

– Zwracam się do pana w imieniu swoich wyborców w sprawie przejęcia Szpitala Wojewódzkiego w Tychach – czytamy w liście otwartym z 2 stycznia 2014 r., który radny Jakub Chełstowski, ze Stowarzyszenia Tychy Naszą Małą Ojczyzną, skierował do prezydenta Dziuby. – Z informacji prasowych wynika, że w maju 2013 r. marszałek województwa śląskiego wysłał do pana propozycję kupienia udziałów w spółce Megrez. Podobno nie był pan taką propozycją zainteresowany. Następstwem tej decyzji jest wystawienie przez władze województwa szpitala na przetarg. Bardzo żałuję, że o propozycji kupna tyskiego szpitala, jako radny, dowiedziałem się z mediów, a nie od pana podczas sesji Rady Miasta Tychy. Nie wiem dlaczego pan przemilczał ten temat, przecież pojawiła się niepowtarzalna szansa na to, aby w końcu na długie lata wprowadzić do Tychów spokój w zakresie ochrony zdrowia – zastanawiał się radny Chełstowski.

Radny odniósł się też do funkcjonującej w obiegu medialnym wyceny ok. 6 mln zł za szpital, stwierdzając, że to tyle ile rocznie prezydent przekazuje na działalność miejskiej spółki Tyski Sport.

– Wzywam pana do podjęcia działań w tej ważnej sprawie – pisał radny Chełstowski do prezydenta Dziuby. – Jako prezydent 125 tysięcznego miasta jest pan do tego zobowiązany. Uważam, że lepiej dopłacać z gminnej kasy do takiej działalności, niż dotować przedsięwzięcia z kasy tyskiego samorządu, które generują milionowe straty, jak Tyski Sport. Panie prezydencie stać Tychy na budowę stadionu za 128 mln zł, którego roczne utrzymanie będzie kosztowało parę milionów złotych, to powinno być nas również stać na przejęcie tyskiego szpitala i ostateczne zadbanie o zdrowie tyszan – twierdził J. Chełstowski.

Marszałek nigdy nie spełnił warunków dalszych negocjacji, które postawił mu w majowym liście z 2013 r. prezydent Tychów. Mimo to presja była już tak duża, że niecały rok później, 29 stycznia 2014 r., Andrzej Dziuba sam pojechał do Urzędu Marszałkowskiego Województwa Śląskiego, by o szpitalu rozmawiać. W komunikacie z tych rozmów znalazło się stwierdzenie, że prezydent Tychów i marszałek wspólnie dokonają wyboru podmiotu, który kupi szpital, ale głównym rezultatem styczniowego spotkania (o czym komunikat dyskretnie milczał) była zgoda na podpisanie listu intencyjnego w sprawie objęcia nowych udziałów Megrezu przez Tychy i powiat bieruńsko-lędziński. List taki miał przygotować prezydent w porozumieniu z powiatem.

Wydarzenia nabierały tempa. Nacisk na prezydenta zwiększył się jeszcze bardziej za sprawa radnego Jakuba Chełstowskiego i Mateusza Gruźli (NSZZ „Solidarność”), którzy w sprawie szpitala w Tychach zorganizowali 5 lutego 2014 r. obrady okrągłego stołu. Na sali przy ul. Damrota zebrało się ok. 80 osób (informacje o terminie i miejscu obrad przekazywano m.in. w kościele). Zjawili się m.in. Maciej Niwiński, wiceprzewodniczący zarządu krajowego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, Dominik Kolorz, szef śląsko-dąbrowskiej „Solidarności”, europoseł Tadeusz Cymański, radni sejmiku: Michał Wójcik (obecny wiceminister sprawiedliwości), Piotr Czarnynoga. Zaproszeni byli również prezydent Tychów i marszałek, ale nie przyszli. Aby zmusić prezydenta do kupienia szpitala proponowano zorganizowanie referendum i demonstracji. Rozpoczęto zbieranie podpisów pod internetową petycją.

Następnego dnia, 6 lutego, na sesji Rady Miasta Tychy zjawił się zaproszony przez prezydenta Andrzeja Dziubę wicemarszałek M. Kleszczewski. W jego obecności prezydent Tychów zadeklarował, ze władze miasta będą prosić marszałka, by odstąpił od planów sprzedaży spółki Megrez i pozwolił na podwyższenie jej kapitału, tak aby nowe udziały znalazły się w rękach miasta, powiatu bieruńsko-lędzińskiego i gmin tego powiatu (4 lutego prezydent spotkał się w tej sprawie ze starostą oraz burmistrzami i wójtami gmin). To potulne stanowisko w specjalnym apelu poparła Rada Miasta Tychy. Warto zwrócić jednak uwagę na fakt, że nawet wtedy, naciskany ze wszystkich stron prezydent Andrzej Dziuba wciąż nie zamierzał przejmować szpitala.

– Nie zamierzamy kupować udziałów w spółce Megrez zarządzającej Wojewódzkim Szpitalem Specjalistycznym w Tychach, ale chcielibyśmy dokapitalizować spółkę w takim zakresie, w jakim to tylko będzie możliwe – stwierdził nieoczekiwanie na sesji 6 lutego 2014 r. prezydent Dziuba.

Cieniem na postępującym procesie zaangażowania kapitałowego w szpital położyła się sprawa nagłej chęci zwolnienia z pracy w TSM „Oskard” radnego Chełstowskiego. W jego obronie „Solidarność” zorganizowała później pikietę przed Urzędem Miasta Tychy (gdy sprawa stała się głośna prezes „Oskardu” nagle odstąpił od zwolnienia). Jeden z uczestników obrad tyskiego okrągłego stołu publicznie obarczył przedstawiciela władz miasta odpowiedzialnością za, jak to określił, „postawienie kreski” na J. Chełstowskim i zastraszanie radnych, aby nie wyłamywali się z głosowania nad zaakceptowaniem wniosku o zwolnienie radnego z pracy.

Sprawa przejmowania Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego przez gminę Tychy przebiegała później już w miarę sprawnie. 6 marca 2014 r. podpisano list intencyjny. Skutkiem jego realizacji było dokapitalizowanie spółki Megrez przez miasto Tychy łączną kwotą 6,39 mln zł a przez powiat bieruńsko-lędziński sumą 200 tys. zł (tym samym spółka miała już trzech właścicieli: województwo, miasto Tychy i powiat). Prezydent Dziuba wystąpił później do marszałka z wnioskiem dotyczącym nieodpłatnego przekazania Tychom wszystkich udziałów województwa w Megrezie, ale 30 lipca 2015 r. ostatecznie ustalono, że miasto kupi te udziały po cenie rynkowej, w zamian nieruchomości związane ze szpitalem otrzyma po cenie niższej niż ich wartość rynkowa. Tak też ostatecznie stało się 5 października 2017 r.

W tym dniu na konferencji prasowej, towarzyszącej uroczystości sfinalizowania transakcji przejęcia szpitala przez miasto, zapytaliśmy prezydenta Andrzeja Dziubę co zadecydowało o przełomie, w podejściu do tego zagadnienia, bo wcześniej prezydent, władze miasta, nie były zwolennikiem obecnego rozwiązania.

– Nie wiem skąd pan ma takie informacje, że władze nie były zwolennikiem – odpowiedział prezydent Dziuba.

 

 

Po opublikowaniu artykułu w papierowym wydaniu „Nowego Info” odniosła się do niego tyska radna Ewa Węglarz. Jej list opublikowaliśmy 31.10. Oto jego treść:

„Do historii przejęcia szpitala wojewódzkiego w Tychach, opisanej na łamach „Nowego Info” w artykule pt. „Ból przejęcia szpitala” należy dołożyć kilka kart. 13.02.2012 r. członkowie Solidarnej Polski w Tychach zwrócili się do marszałka śląskiego o zorganizowanie w trybie pilnym spotkania w Tychach w celu przedstawienia planu konkretnych działań, mających poprawić sytuację szpitala. W wystąpieniu do marszałka czytamy m.in.: „Naszym zdaniem przez ostatnie 3 lata, nadzór merytoryczny ze strony władz województwa był bardzo słaby i doprowadził do powstania gigantycznego zadłużenia, które w obecnej sytuacji trudno jest spłacić. Plan oddania w dzierżawę i zarządzanie szpitalem przez spółkę Megrez w żaden sposób nie realizuje konsekwentnego planu naprawczego tyskiej placówki. Jest to obejście ustawy przyjętej przez rząd PO. Nowa spółka przyjmie pracowników na nowych warunkach, a te mogą odbiegać od choćby średniej wielkości wynagrodzeń obowiązujących w branży medycznej. Efektem takich decyzji będzie z pewnością odejście najlepszych lekarzy i specjalistów oraz personelu pomocniczego (pielęgniarki), gdyż spółka nie będzie musiała się liczyć z konsekwencjami obowiązującej ustawy, która w przypadku przekształcenia w spółkę kapitałową nakazuje utrzymać zatrudnienie na tym samym poziomie. Ponadto oddanie majątku szpitala w zarządzanie spółce może doprowadzić do wyprowadzania majątku szpitala do innych podmiotów. Samorząd miasta Tychy i powiatu bieruńsko – lędzińskiego od lat wspiera szpital, kupując nowoczesny sprzęt medyczny, a sam szpital korzysta z ulg podatkowych, przyznawanych przez Radę Miasta Tychy w kwocie ok. 300 tysięcy zł rocznie. W takiej sytuacji powinny być przeprowadzone konsultacje społeczne, które jednak nie miały miejsca.”

Petycję złożył wówczas radny sejmiku śląskiego Michał Wójcik podczas sesji 14.02.2012 r. Grupa tyszan pojawiła się tam z transparentem, na którym widniało pytanie: „Czy Tychy to dobre miejsce do leczenia?”

16.05.2012 r. na wieść o zaprzestaniu działalności leczniczej szpitala od połowy maja 2012 r., w szkole muzycznej w Tychach odbyło się otwarte spotkanie z udziałem parlamentarzystów, przedstawicieli związków zawodowych pielęgniarek i położnych oraz pracowników szpitala (przybyła liczna reprezentacja pielęgniarek) i mieszkańców miasta. Zaproszenie otrzymały również tyskie władze, ale nikt nie przybył. Miałam zaszczyt prowadzić to spotkanie. Zgromadziło się ponad 300 osób – atmosfera była gorąca. Posłanka Beata Kempa skandalem nazwała decyzję o zamknięciu szpitala na 12 dni w mieście takim jak Tychy i oświadczyła, że gotowy jest projekt pisma do prokuratora generalnego w sprawie „narażenia na utratę zdrowia i życia” tak dużej ilości ludzi. Potępiła pogwałcenie praw pracowniczych, jakie się dokonało przy okazji tego przekształcenia.

Pielęgniarki poruszyły temat majątku szpitala: wyremontowanych i doposażonych oddziałów za pieniądze sponsorów, choć była propozycja domagania się, by wszystko to zostało zlicytowane. „Niech spółka Megrez zaczyna od zera, a nie ma wszystko podane na tacy” – mówiła jedna ze zwolnionych pielęgniarek.

17.05.2012 r. Klub Parlamentarny SP złożył zawiadomienie do prokuratora generalnego o podejrzeniu popełnienia szeregu przestępstw: brak funkcjonowania szpitala przez ok. miesiąc, naruszenie praw pracowniczych, naruszenie praw wierzycieli – ucieczka przed egzekucją długów. Zawiadomienie do NIK oraz PIP złożył poseł A. Mularczyk.

Jak się okazało, spółka Megrez przejęła szpital bez długów. Gdzie się podziały? Przeszły oczywiście na konto podatników (zapłaciliśmy je wszyscy). Obecnie widzimy, że spółka nieźle zarobiła na tej transakcji, a co zyskali tyszanie?”

 

Dodaj komentarz