Śmierć bezdomnego w szpitalu w Pszczynie. Prokuratura wszczęła postępowanie

0
Szpital w Pszczynie, fot. RB

Śmierć bezdomnego w szpitalu w Pszczynie. Prokuratura Rejonowa w Pszczynie wszczęła postępowanie. Jak się dowiedzieliśmy, bada sprawę pod kątem narażenia na niebezpieczeństwo utraty życia i zdrowia, a także nieumyślnego spowodowania śmierci. Co się wydarzyło? Rzecznik spółki prowadzącej szpital udziela obszernych wyjaśnień i zapowiada pozew o zniesławienie.

Jak informuje nas prokurator rejonowa w Pszczynie Mariola Musiał, 8 stycznia przed godz. 7.00 pogotowie ratunkowe przywiozło do szpitala bezdomnego mężczyznę w związku z wychłodzeniem organizmu i problemami związanymi z toksycznymi skutkami działania alkoholu na organizm; człowiek ten miał też trudności z chodzeniem.

Osoba ta – jak informuje nas prokurator Musiał powołując się na materiały, którymi dysponuje – przebywała w Izbie Przyjęć, w jednym z pomieszczeń leżała na materacu, na podłodze, przy otwartym oknie. Jak słyszymy, po ok. 26-27 godzinach szpital zwrócił się do Straży Miejskiej, by zabrała bezdomnego. – Straż Miejska odmówiła, bo zdaniem funkcjonariuszy pacjent wymagał pomocy – informuje prokurator.

W międzyczasie, jak słyszymy, mężczyzna zaczął sinieć i miał drgawki, więc funkcjonariusze Straży Miejskiej – relacjonuje prokurator – zaczęli udzielać mu pomocy w Izbie Przyjęć. – Po drugim ataku drgawek lekarz zdecydował się przyjąć mężczyznę na oddział szpitalny (na neurologię) – opisuje prokurator.

Jak informuje prokurator Musiał, 9 stycznia w godzinach wieczornych pacjent zmarł (zgon stwierdzono ok. 21.20).  Mężczyzna miał 47 lat. Przeprowadzona została sekcja zwłok, jej wyniki nie wykazały jednak, co było przyczyną śmierci. Wymaga to więc dalszych badań.

Jak słyszymy od prokurator M. Musiał, prokuratura bada sprawę pod kątem narażenia na niebezpieczeństwo utraty życia i zdrowia, a także nieumyślnego spowodowania śmierci pacjenta w szpitalu w Pszczynie. Będzie  sprawdzane m.in., czy pacjent został zdiagnozowany, czy było wdrożone jakieś leczenie, czy zostały przeprowadzone badania, czy lekarz bywał u pacjenta i jak często bywał, dlaczego pacjent nie został od razu przyjęty na oddział itd.

O komentarz poprosiliśmy rzecznika Centrum Dializa (spółka dzierżawi szpital od powiatu pszczyńskiego) Witolda Jajszczoka. Poprosiliśmy o odniesienie się do sprawy ze szczególnym uwzględnieniem odpowiedzi na pytania: Dlaczego pacjent leżał na materacu, na podłodze, w Izbie Przyjęć przez tyle godzin? Czy został zdiagnozowany? Dlaczego nie został od razu przyjęty na oddział szpitalny? Dlaczego chciano go odesłać ze szpitala?

Rzecznik spółki prowadzącej szpital przesłany nam komentarz zaczyna tak: „Nie wiem, kto Pani przekazywał informację, ale mam nadzieję, że uda nam się tę osobę zidentyfikować i pozwać za zniesławienie. Mam wrażenie, że ktoś manipuluje informacją, by ukryć ślady swoich zaniedbań. A może tylko uciszyć sumienie”.

Dalej wyjaśnia: – 8 stycznia około godziny 7.30 został przywieziony karetką WPR „S” pacjent skarżący się na bóle nóg. Pacjent skrajnie wyniszczony, zaniedbany higienicznie, z licznymi owrzodzeniami całego ciała, wyziębiony, z ust wyczuwalny zapach alkoholu. Poinformowano lekarza dyżurnego, który zbadał pacjenta, wystawił skierowanie na badania krwi i tomografię komputerową. Pacjent nie wyraził zgody na proponowane leczenie oraz ewentualną hospitalizację. Nie zgodził się również na wykonanie badań – relacjonuje rzecznik.

– Z racji na stan higieniczny pacjenta umieszczono w pomieszczeniu do krótkotrwałej izolacji, położono na materacu celem zabezpieczenia go przed ewentualnym upadkiem z kozetki i urazem. Pacjenta okryto kocami i ułożono obok kaloryfera. Podczas dyżuru dziennego i nocnego stan pacjenta stale kontrolowany przez personel izby przyjęć. O godz. 14.00, 20.00, 7.00 lekarz dyżurny ponawiał propozycję hospitalizacji, ale pacjent nadal na nic się nie zgadzał, twierdząc, że „chce się tylko wyspać”. 9 stycznia około godziny 10.00 zgłoszono fakt przebywania pacjenta na Izbie Przyjęć dyżurnemu Straży Miejskiej, prosząc o interwencje w jego sprawie i przetransportowanie go do noclegowni dla osób bezdomnych, gdyż temperatura na zewnątrz była niska. W samym roku 2018 pacjent był przywożony na Izbę Przyjęć co najmniej 5-krotnie i za każdym razem wiele godzin trzeźwiał na Izbie Przyjęć i nie wyrażał zgody na hospitalizację – relacjonuje dalej rzecznik.

– Dopiero podczas oczekiwania na patrol Straży Miejskiej u pacjenta wystąpił napad drgawek, o czym natychmiast powiadomiono ordynatora oddziału neurologii, który zlecił podanie pacjentowi leku. Zlecenie natychmiast zrealizowano. Wtedy na miejscu pojawił się patrol Straży Miejskiej, który prawie od razu odjechał z Izby Przyjęć, informując tylko personel, że pacjent z racji na wieloletnie nadużywanie alkoholu i notoryczne ucieczki nie nadaje się na przetransportowanie do noclegowni i sprawą pana powinna zająć się Opieka Społeczna. Po kilku minutach na Izbie Przyjęć pojawił się inny patrol SM wraz z przedstawicielką MOPS-u. Panie zdecydowanie odmówiły pomocy. Jednocześnie lekarz neurolog został przez personel poinformowany o pogorszeniu się stanu pacjenta i ten zadecydował o przyjęciu pacjenta na oddział. Po wykonaniu toalety całego ciała, pacjenta ubrano w piżamę i szlafrok i przyjęto na oddział neurologii. Pacjent był bez kontaktu, więc nie mógł i nie musiał już udzielać pisemnej zgody na pobyt w szpitalu. Przyjęty na oddział o 10.50. Chory został umieszczony na sali obserwacji. Wykonano w trybie planowym zlecenia lekarskie. Wykonano czynności pielęgnacyjne. O godz. 14:50 nastąpiło nagłe zatrzymanie krążenia. Rozpoczęto reanimację i wezwano zespół reanimacyjny, który przystąpił do prowadzenia reanimacji. O godz. 21.20 nastąpił zgon. To szpital wnioskował o przeprowadzenie sekcji zwłok – podaje rzecznik.

– I tyle. Dużo mniej sensacyjnie, za to prawdziwie – informuje W. Jajszczok. Jak dodaje też, w ostatnich latach mężczyzna ten przebywał w szpitalu ponad 50 razy i prawie zawsze odmawiał poddania się leczeniu. Jak sam mówił, chciał tylko się ogrzać i przetrzeźwieć. – Stosownym wykazem wizyt dysponujemy. Jestem przekonany, że podobne dowody na interesowanie się i opiekowanie się tym człowiekiem uzyska Pani w MOPS. Przypadek jest niestety klasycznym dowodem na niesprawność systemu i odpychanie problemów jak najdalej od własnego podwórka. Szpital zaś ma pełnić rolę izby wytrzeźwień i ośrodka pomocy – kończy rzecznik szpitala.

(reb)

 

Dodaj komentarz