Kościół Ducha Świętego w Tychach jest już zabytkiem. Niezwykła historia świątyni

0
ks. prałat Franciszek Resiak w kościele Ducha Świętego_fot. Zdzisław Barszewicz/Nowe Info

Kościół Ducha Świętego (wraz z dzwonnicą i otoczeniem) przy ul. Myśliwskiej 43 w Tychach Żwakowie ma już status zabytku, a co za tym idzie, przysługuje mu ochrona prawna. Decyzja o wpisie do rejestru zabytków województwa śląskiego uprawomocniła się 8 stycznia. Budowniczym kościoła jest ks. prałat Franciszek Resiak (obecnie na emeryturze). Świątynia zaprojektowana została przez architekta Stanisława Niemczyka, nazywanego polskim Gaudim.

Wniosek o objęcie kościoła Ducha Świętego procedurą wpisania do rejestru zabytków złożył w ubiegłym roku obecny proboszcz ks. Dariusz Mazur. W czerwcu ubiegłego roku odbyły się oględziny obiektu, w których uczestniczyli ks. Mazur, przedstawiciel Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków oraz Miejski Konserwator Zabytków w Tychach.

– Wojewódzki Konserwator Zabytków uznał, że stopień zachowania wartości historycznych, artystycznych i naukowych kościoła uzasadnia objęcie go ochroną – mówi Igor Śmietański, zastępca prezydenta Tychów ds. gospodarki przestrzennej. – Mamy to szczęście, że na terenie miasta powstał jeden z najwybitniejszych budynków sakralnych zrealizowanych po II wojnie światowej w Polsce.

Urząd Miasta Tychy informuje, że na wyjątkowość kościoła Ducha Świętego złożyły się talenty i pomysły dwóch twórców: architekta Stanisława Niemczyka i artysty Jerzego Nowosielskiego, którzy połączyli elementy różnych tradycji.

– Architekt odwołał się do symbolu starotestamentowego namiotu oraz do górnośląskich sobót, czyli podcieni otaczających kościoły drewniane, w fenomenalny sposób wykorzystał też cegłę, drewno i żelbet, zaprojektował także wyposażenie kościoła – mówi Anna Syska, Miejski Konserwator Zabytków w Tychach. – Artysta natomiast wykonał dekoracje inspirowane malarstwem bizantyńskim o bogatej, symbolicznej kolorystyce. W efekcie powstała niezmiernie ciekawa budowla sakralna, która zachwyca.

Kościół Ducha Świętego w Tychach_fot. Zdzisław Barszewicz/Nowe Info

W informacji o wpisaniu kościoła Ducha Świętego do rejestru zabytków władze Tychów nie wspomniały o ks. prałacie Franciszku Resiaku, budowniczym tego kościoła, a przecież bez tego kapłana nie byłoby takiej świątyni. Nie chodzi tylko o sam fakt wzniesienia kościoła, ale i o to jaką ma formę oraz jak ukształtowane zostało jego otoczenie.

Kościół Ducha Świętego w Żwakowie poświęcony został 11 września 1982 r. Ks. Franciszek Resiak, wyznaczony na budowniczego przez ks. bp. Herberta Bednorza, wykazał się determinacją w tym dziele, nie uległ żadnym naciskom, powierzając projekt mało wówczas znanemu tyskiemu architektowi Stanisławowi Niemczykowi (za swoje osiągnięcia w budownictwie sakralnym nazwany został później polskim Gaudim).

Niewielu wymienia drugą istotną postać mającą swój niezaprzeczalny wkład w dzieło budowy kościoła właśnie o takim kształcie, ale ks. Resiak o niej nie zapomina. Chodzi o konstruktora, odpowiedzialnego za obliczenia wytrzymałościowe, a także kierownika budowy – inżyniera Jerzego Maniurę. To wreszcie dzięki ks. Resiakowi kościół zyskał polichromię prof. Jerzego Nowosielskiego.

Barwną opowieść o budowie kościoła ks. prałat Franciszek Resiak zawarł w książce pt. „Moje parafie – moje życie. Opowieść kapłana”. Oto jej fragment zatytułowany „Zaczyn budowy”: „Historia kościoła Ducha Świętego w Tychach rozpoczęła się dużo wcześniej, niż świadczyłyby o tym oficjalne dokumenty. W czerwcu 1973 roku, tuż po poświęceniu kościoła Najświętszego Serca Pana Jezusa w Tychach-Paprocanach, poprosiłem ks. biskupa Herberta Bednorza o powrót na Ziemię Cieszyńską, gdzie pracowałem przez 10 lat. Biskup z uśmiechem odpowiedział, że spełni moją prośbę: „jeśli poprowadzisz jeszcze jedną budowę kościoła, bo mam nadzieję, że takie zezwolenie dla Tychów nadejdzie”. Po tej rozmowie rozpocząłem duchowe i psychiczne przygotowywanie się do nowego zadania. Modliłem się do Ducha Świętego, którego obrałem za patrona przyszłej świątyni. Wybór Ducha Świętego na opiekuna nowej społeczności parafialnej i kościoła był owocem nie tylko mojej modlitwy, ale i prywatnego ślubowania. Dokładnie trzy lata później (w roku 1976) nadszedł oficjalny dokument władz państwowych zezwalający na budowę tak bardzo potrzebnej, nowej świątyni w Tychach. Wtedy, w granicach ścisłego miasta (bez dzielnic peryferyjnych), funkcjonowały bowiem zaledwie trzy parafie obsługujące około 80 tysięcy katolików. Warto przypomnieć społeczną atmosferę tamtych czasów: był to okres ustroju komunistycznego. Gdzie króluje niedosyt, tam rodzą się pragnienia. Ludzie szczerze pragnęli nowych kościołów. Tylko fanatyczni aparatczycy partii komunistycznej byli złośliwi. Można jednak wymienić wiele nazwisk urzędników, którzy nieoficjalnie pomagali w tym zbożnym dziele. Zgoda na nową świątynię była dla wszystkich radosnym zaskoczeniem. Pozostanie na pewno owocem modlitwy tyszan, ale także czerwcowych strajków robotników z Radomia, Płocka, Ursusa. Ówczesny I sekretarz KW PZPR w Katowicach, towarzysz Zdzisław Grudzień, obawiając się podobnych protestów na Śląsku, spontanicznie, pismem z 27 czerwca 1976 roku do biskupa katowickiego dr. Herberta Bednorza, wyraził zgodę na budowę nowego kościoła w Tychach. Natomiast Wojewódzki Wydział ds. Wyznań oficjalnym dokumentem z 26 lipca tegoż roku potwierdził decyzję I sekretarza. Biskup katowicki o równy miesiąc uprzedził ów oficjalny dokument, zlecając mi prowadzenie nowej inwestycji sakralnej”.

Niestety, jak wspomina ks. Resiak w swojej książce, kiedy strajki robotników powoli wygasały, komuniści podnosili głowy, nie dotrzymując złożonych obietnic.

Czy każdemu architektowi można zlecić zadanie zaprojektowania świątyni? Odpowiedź na to pytanie pada w innym rozdziale książki „Moje parafie – moje życie. Opowieść kapłana”.

– Osobiście uważam, że nie można – twierdzi ks. Resiak. – Przygotowanie fachowe to za mało. Zresztą w okresie ustroju komunistycznego wyższe uczelnie techniczne na wydziałach architektury skreśliły z programu projektowanie obiektów sakralnych. Uważano, że socjalizm pozbawi obywateli religijnych potrzeb. Moim zadaniem architekt inwestycji sakralnych winien być osobą wierzącą i praktykującą. W okresie solidarnościowym (od lat 80. XX wieku aż do teraz) w całej Polsce wybudowano setki kościołów, z których większość pozbawiona jest duszy chrześcijańskiej. Wystarczy spojrzeć na zewnętrzną i niespokojną bryłę kościoła, zwłaszcza na wieże, by przekonać się, że projektantem była osoba słabej wiary, a nawet niereligijna. Architektura świątyni powinna wyciszać skołatane wnętrze człowieka i, jak mówił Antonio Gaudi, „budzić poczucie boskości”. Takimi kryteriami starałem się kierować  w mojej duszpasterskiej pracy. Wybór architekta Stanisława Niemczyka nie był przypadkowy, chociaż po ludzku oceniając, mógłby nim być – wspomina ks. Resiak.

Stanisława Niemczyka poleciła parafianka Zenobia Żurko, pracująca w ówczesnym Miastoprojekcie Tychy, mówiąc ks. Resiakowi, że to zdolny, młody architekt. Kandydaturę tę ksiądz skonsultował z Henrykiem Szendzielorzem (innym pracownikiem Miastoprojektu Tychy), który był kierownikiem budowy kościoła pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Paprocanach. Kapłan usłyszał od H. Szendzielorza dziwną opinię, która zadecydowała o wyborze Stanisław Niemczyka na projektanta kościoła Ducha Świętego. Jak brzmiała ta opinia? „Niemczyk jest zbyt samodzielny, zaś projektant miasta Hanna Adamczewska-Wejchert go nie lubi. Z tego wynika, że jest dobrym architektem” – słowa Henryka Szendzielorza zacytował w „Moje parafie – moje życie. Opowieść kapłana” budowniczy kościoła Ducha Świętego.

– Wkrótce okazało się, że wybór architekta w osobie Stanisława Niemczyka, wtedy mojego  parafianina, był trafny – stwierdza w książce ks. Resiak

W Tychach stoi pomnik Kazimierza Wejcherta i Hanny Adamczewskiej-Wejchert. Ta para generalnych projektantów ma również w mieście swoją ulicę. Nikt nie podważa ich zasług dla Tychów, ale szczególnie w kontekście zacytowanych wcześniej słów zachwytu nad żwakowską świątynią warto znowu sięgnąć do książki ks. Resiaka: „Niestety, pojawiła się następna przeszkoda: zgodnie z obowiązującymi przepisami architekt projektujący budynek sakralny musiał mieć zgodę pracodawcy. Dyrektor Miastoprojektu zasłaniał się niekompetencją w tej sprawie, wskazując na Urząd Miasta, jako jedynego decydenta. Wiadomo, że wszelkie decyzje podejmowała partia komunistyczna (…). I tak po sześciu miesiącach „przepychanek” Stanisław Niemczyk otrzymał zgodę na projektowanie świątyni”.

Wcześniej, jak czytamy, dyrektor Miastoprojektu Tychy odrzucił prośbę ks. Resiaka, by właśnie to biuro zaprojektowało kościół, ale pod nadzorem wybranego przez księdza architekta. W zamian dyrektor polecał swojego architekta – kolegę z Warszawy o nazwisku Wolak.

– Pamiętam, że osobiście złożyłem wizytę w tyskim Miastoprojekcie, by umówić się na spotkanie z prof. Kazimierzem Wejchertem – wspomina w książce ks. prałat Resiak. – Wyznaczono mi datę i godzinę. Stawiłem się punktualnie. Sekretarka zgłosiła moje przybycie. Niestety, chyba dopiero po dwóch godzinach spotkałem się z profesorem, który tłumaczył opóźnienie… niepamięcią.

Prace przygotowawcze do rozpoczęcia budowy kościoła Ducha Świętego trwały w sumie 21 miesięcy. Ksiądz Resiak podkreśla, że zarówno architekt Stanisław Niemczyk, jak i konstruktor Jerzy Maniura oraz inż. elektryk Janina Osoba swoje projekty wykonywali honorowo, nie pobierając żadnego wynagrodzenia.

Mało kto wie, że Stanisław Niemczyk był szykanowany w Miastoprojekcie Tychy tylko dlatego, że podjął się projektowania kościoła Ducha Świętego. Tak wspomina o tym ks. Resiak w swojej książce: „Architekt prace projektowe wykonywał w domu po godzinach pracy, ale kierownictwo Miastoprojektu nie dowierzało i z tego powodu nietaktownie sprawdzano biurko p. Niemczyka w czasie jego pracy zawodowej. Otwierano nawet szuflady biurka, bo sądzono, że w nich ukrywa projekt świątyni”.

Problemy księdzu Resiakowi stwarzali nie tylko przedstawiciele władzy świeckiej. Trzeba było walczyć i z diecezjalną Komisją Sztuki Sakralnej, która odrzuciła w całości założenia projektu.

– Jej przewodniczący ks. M. Zielniok oświadczył mi, że: „Niemczyk nie otrzyma w przyszłości żadnej pracy, bo projektuje piramidy egipskie, a nie kościoły” – wspomina w swojej książce ks. prałat Resiak. – Na to odpowiedziałem: „Krzywdy mu nie zrobicie, bo pracuje za darmo”. I znów niespodziewanie, tak uważam, dopomógł mi Duch Święty. Byłem już nieco rozgoryczony, więc zdobyłem się na odwagę, by powiedzieć biskupowi, że członkowie tej Komisji nie są obiektywni, kierują się kolesiostwem, zlecając prace w kościołach znajomym. Biskup, ku mojemu zdziwieniu, odpowiedział: „Masz rację”… i podpisał zgodę na realizację projektu Stanisława Niemczyka. Chlubił się tym do samej śmierci.

Zabytkiem jest już również dzwonnica. Jej budowę rozpoczęto po poświęceniu kościoła. Na zakończenie tej budowy czekały trzy dzwony (odlano je w 1980 r. w firmie Felczyńskich w Przemyślu). Największy z nich, o wadze 650 kg, nosi imię Ducha Świętego. Ufundowany został przez dawną parafię-matkę w Paprocanach. Dzwon średni waży 350 kg i nazywa się Herbert, bo ufundował go ks. bp Herbert Bednorz. Najmniejszy, o wadze 70 kg, nosi imię: Franciszek – ufundowany został przez budowniczego ks. Franciszka Resiaka. Dzwonnicę w całości murował Tadeusz Fatek. Poświęcona została szybko i skutecznie.

Dzwonnica przy kościele Ducha Świętego w Tychach_fot. Zdzisław Barszewicz/Nowe Info

– Kiedy ks. biskupowi Herbertowi z okazji kolejnej wizyty w parafii zaproponowałem termin poświęcenia dzwonnicy, poprosił, abyśmy podeszli do niej – wspomina w książce ks. Resiak. – Wtedy uczynił znak krzyża, mówiąc: „Już ją poświęciłem”. Pamiętajmy, że poświęcenia nie dokonuje żaden tekst ani woda święcona, ale władza kapłańska czy biskupia.

Jako że status zabytku ma obecnie i otoczenie kościoła, to ochrona prawna powinna rozciągać się i nad… ubikacjami. Ksiądz Resiak, niezależnie od miejscowości, gdzie dane było mu pełnić posługę duszpasterską, zawsze starał się, aby i tego rodzaju prozaiczne, ale przecież bardzo ważne potrzeby mogły być godnie zaspokajane. Doceniali to szczególnie parafianie, którzy mieszkali daleko od kościoła. I tu dochodzimy do tajemnicy, którą być może kiedyś wyjaśnią naukowcy zajmujący się minionym ustrojem. Trudno bowiem zrozumieć dlaczego, ale władze socjalistyczne sprzeciwiały się budowie toalet w pobliżu miejsc kultu. Kategoryczna odmowa w tym względzie była swego rodzaju ostatnim bastionem obrony komunistów.

Z książki „Moje parafie – moje życie. Opowieść kapłana” dowiadujemy się, że gdy ksiądz Resiak pełnił posługę w Nierodzimiu, pisemnie zwrócił się do władz tamtejszej gminy o zgodę na zbudowanie przy kościele dwóch drewnianych „oczek”, tzw. sławojek (stacjonarnych odpowiedników dzisiejszych toi-toi). Spotkał się ze zdecydowaną odmową! Przewodniczący Gminnej Rady Narodowej wskazał Powiatową Radę Narodową w Cieszynie jako właściwą do rozpatrzenia tego wniosku. Ksiądz w sprawie owych dwóch „oczek” napisał więc stosowną prośbę do PRN. Po jakimś czasie otrzymał odpowiedź, że „sprawami budownictwa sakralnego zajmuje się Wojewódzka Rada Narodowa w Katowicach”. W odpowiedzi na taką głupotę nie słał już dalszych próśb, ale wybudował sławojki nielegalnie. Przetrwały 40 lat. Również w Paprocanach nielegalnie zbudował ubikacje. Wszystko wskazywało, że przy inwestycji w Żwakowie będzie podobnie. I było.

– Władza skreśliła ubikacje z planu budowy, tłumacząc, że w kraju nie ma tyle materiałów budowlanych – czytamy w książce ks. Resiaka. – Mówiłem żartobliwie w Urzędzie Miasta, że krzaki tak szybko nie urosną. Prosiłem, aby tę odmowę dali mi na piśmie. Oczywiście takiej nie otrzymałem, bo „ustne uzasadnienie wystarczy”. Skleciliśmy więc z płyt dwa szałasy.

Murowane ubikacje, które funkcjonują przy kościele do dzisiaj, zostały zbudowane bez zezwolenia. Kiedy w III Rzeczpospolitej tropiono nielegalne inwestycje, ks. Franciszek Resiak zgłosił prezydentowi Tychów Andrzejowi Dziubie ten obiekt. Prezydent, jak wspomina ks. Resiak, roześmiał się i telefonicznie nadał mu status budowli zatwierdzonej.

A jak było z polichromią? Wykonanie jej ks. Resiak powierzył prof. Jerzemu Nowosielskiemu (prawosławnemu, pochodzącemu z etnicznej grupy Łemków). Wcześniej zapoznał się z jego twórczością.

Wnętrze kościoła Ducha Świętego w Tychach_fot. Zdzisław Barszewicz/Nowe Info

Nie obyło się bez spięć między budowniczym i profesorem. Jerzy Nowosielski proponował malowanie obrazów na płótnie albo na sklejce i przykręcanie ich później do ścian świątyni. Ks. Resiak, obawiając się kradzieży, nie zgodził się na takie rozwiązanie. Chciał, by ikony malowane były bezpośrednio na ścianach.

– Nie będę malował na podłodze – upierał się prof. Nowosielski.

– Wobec tego zrobi to ktoś inny – spokojnie odparł ks. Resiak.

Po tej wymianie zdań profesor wyjechał z Tychów, ale następnego dnia rano, po bezsennej nocy, zatelefonował i zgodził się. Prace rozpoczęły się w 1983 r. i trwały (z przerwami) cztery lata.

Mówi się, że polichromia w kościele Ducha Świętego wykonana jest w stylu bizantyjskim – pielęgnowanym w chrześcijaństwie prawosławnym, ale prof. Nowosielski nie za bardzo się z tym zgadzał. Mówił, że maluje tak, jak czuje. Nie podporządkowywał się narzuconym regułom.

– Prawosławni mnie nie chcą, bo odszedłem od kanonów, zaś katolicy lękają się u siebie takich obrazów – słowa prof. Nowosielskiego cytuje ks. Resiak. – Dlatego podziwiam księdza odwagę, że mnie zaprosił.

O osiągniętym efekcie najlepiej mówią chyba dwa zdarzenia. W latach 80. film o kościele Ducha Świętego kręciła telewizja węgierska. Dziennikarka była pod wielkim wrażeniem. Powiedziała, że „wnętrze tego kościoła powala na kolana”. Zdarzenie drugie: pewna przyjezdna, prosta kobieta po nabożeństwie nie opuściła kościoła, ale została w nim i płakała. Zauważyła to siostra zakonna. „W czym mogę pomóc?” – zapytała. Wówczas usłyszała odpowiedź owej kobiety: „Jestem mocno wzruszona, bo czuję w tym miejscu wyraźną bliskość Pana Jezusa”.

W jednym z wywiadów [„Nowe Info” nr 25 z 10.12.2019 r.] zapytaliśmy ks. prałata Resiaka, czy rolę wiodącą w kościele Ducha Świętego ma architektura Stanisława Niemczyka, czy sztuka Jerzego Nowosielskiego.

– Zdecydowanie architektura – odpowiedział ks. Resiak. – To ona zdefiniowała tę sakralną przestrzeń, miała zresztą konkretny wpływ na prof. Nowosielskiego, co sam otwarcie przyznał. Twierdzę, że Jerzy Nowosielski zaistniał w pełni dopiero w naszym kościele.

Polichromia wnętrza kościoła nie jest skończona, a prof. Nowosielski zmarł w 2011 r. Ks. Resiak jest zdania, że w takich okolicznościach dzieło nie powinno być kontynuowane przez innego artystę, bo istnieje realna obawa zepsucia obecnego efektu.

– Na świecie jest wiele dzieł nieukończonych, które stały się klasyką – mówi ks. Resiak. –  To nie tylko mój pogląd. Podzielają go również wybitni artyści, m.in. zwolennicy prof. Nowosielskiego.

Ksiądz prałat Franciszek Resiak skończył właśnie pisanie kolejnej książki (tym razem będzie m.in. o ikonach w kościele Ducha Świętego). Poprosiliśmy go w ubiegłym tygodniu o skomentowanie faktu wpisania kościoła Ducha Świętego do rejestru zabytków.

– Cieszę się, że utrwalona została myśl polskiego Gaudiego – Stanisława Niemczyka – odpowiedział ks. prałat. – Chodzi nie tylko o sam kościół, ale i małą architekturę w jego otoczeniu.

Jak informuje nas Ewa Grudniok, rzecznik prasowa Urzędu Miasta Tychy, oprócz kościoła Ducha Świętego w rejestrze zabytków województwa śląskiego znajdują się jeszcze następujące tyskie budowle: Browar Książęcy, Browar Obywatelski, Huta Paprocka, pałac myśliwski, kościół św. Marii Magdaleny oraz willa przy ul. Damrota.

Zdzisław Barszewicz

Artykuł został opublikowany w dwutygodniku „Nowe Info” nr 3 z 4.02.2020 r.

Sacrum pisane ikonami. Wywiad z ks. prałatem Franciszkiem Resiakiem

 

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here