Ojciec Święty trzyma mnie za rękę

0
Spotkanie w Castel Gandolfo: Danuta Wencel klęczy tuż obok papieża, który trzyma ją za rękę; fot. z arch. D. Wencel

Przypominamy tekst wspomnieniowy o Janie Pawle II autorstwa tyszanki Danuty Wencel, nauczycielki i tłumaczki. Artykuł „Na pamiątkowej fotografii… Ojciec Święty trzyma mnie za rękę” został opublikowany rok temu na łamach „Nowego Info”.

Od kilku miesięcy cały świat walczy z koronawirusem. W Europie najwięcej cierpią Włochy. Zamknięte kościoły na okres pandemii, odwołane uroczystości, w tym i ta chyba najważniejsza tego roku – 100. rocznica urodzin naszego największego w historii rodaka, Jana Pawła II. Wybierałam się na te uroczystości do Rzymu 17 maja, ale zostały przesunięte. Nikt nie zna daty, kiedy się odbędą. Może się uda na nie dotrzeć, jak Bóg da.

***

Po raz pierwszy spotkałam biskupa Karola Wojtyłę, gdy byłam w wieku przedszkolnym. Przyjechał do mojego rodzinnego Sandomierza na uroczystości Bożego Ciała i razem z bp. Janem Kantym Lorkiem uczestniczył w procesji, a my, dziewczynki w białych sukienkach i w wianuszkach na głowie, szłyśmy przed nimi, ścieląc drogę Jezusowi ukrytemu w hostii kwiatami zebranymi na łąkach. Wtedy tylko przysłuchiwałam się komentarzom mamy, że był na procesji biskup Wojtyła z Krakowa. Nic mi to jednak nie mówiło.

***

Gdy w latach 70. ubiegłego wieku studiowałam skandynawistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim, moja wiara była pod znakiem zapytania. Zlaicyzowana Szwecja – pierwszy kraj zachodni, w którym przebywałam pół roku na stypendium Instytutu Szwedzkiego w Sztokholmie; radziecka propaganda w liceum (znałam dobrze i lubiłam język rosyjski, będąc laureatką Olimpiady Centralnej) zamąciły mi sporo w głowie. Spotkania z biskupem Karolem Wojtyłą w akademickim kościele św. Anny, jego płomienne kazania, jego tembr głosu sprawiły, że zaczęłam odkrywać nowe wartości. Zrozumiałam, kim jest człowiek i jakie powinny być jego relacje z Bogiem.

***

16 października 1978 roku oglądałam wieczorny dziennik telewizyjny w towarzystwie mojego śp. teścia, pułkownika WP.  Gdy usłyszałam „habemus Papam”, zerwałam się z fotela i zaczęłam tańczyć z radości. Mój teść był w szoku, przeczuwał, że to koniec pewnej epoki… Dla mnie papież z Polski oznaczał nadzieję na nową jakość życia. Nie miałam pracy i wychowywałam córkę, mąż kończył studia. Rok później przenieśliśmy się na Śląsk, gdzie zaczęłam pracę na Wydziale Germanistyki Uniwersytetu Śląskiego w Sosnowcu. I gdy Jan Paweł II przybył do nas w czerwcu 1983 roku, podążałam z mamą w strugach deszczu z Giszowca na lotnisko w Muchowcu, aby móc być blisko papieża i dziękować Bogu za ten wielki dar w historii Polski.

***

Dziesięć lat po wyborze kardynała Wojtyły na papieża udało mi się dołączyć do grupy pielgrzymkowej z kościoła pw. Opatrzności Bożej w Katowicach-Zawodziu i wyruszyć do Włoch we wrześniu 1988 roku. Najważniejsze było spotkanie na mszy św. w sali św. Pawła w Rzymie z udziałem Ojca Świętego, a potem spotkanie z nim w letniej rezydencji Castel Gandolfo.

Gdy oczekiwaliśmy na jego przybycie, przewodniczka ustawiała nas do zdjęcia. Mnie kazała klęczeć w środku. Prosiła, aby papieża nie zagadywać, nie dotykać i patrzeć w obiektyw. Gdy zbliżał się w bieli do naszej grupy, uderzyła mnie jego wyjątkowość, bijące od niego spokój i dobroć. Nie śmiałam go dotknąć, ale w pewnym momencie chwycił mnie jak dobry ojciec za rękę. Nie potrafiłam wydobyć z siebie ani jednego słowa. Niesamowita radość wypełniła moje serce. To był najszczęśliwszy dzień w moim życiu, bo czułam, że otarła się o mnie cząstka świętości. Czekałam potem w napięciu do wieczora na zdjęcia, które robił długoletni fotograf papieski, Arturo Mari, gdyż śp. proboszcz Eugeniusz Breitkopf, który miał specyficzne poczucie humoru, żartował, że to nie papież, ale on trzymał mnie za rękę. Moje wątpliwości zostały rozwiane. Mój tata dumnie opowiadał znajomym, jak to papież trzymał jego córkę za rękę.

***

Po transformacji zaangażowałam się w pracę szwedzkiej organizacji charytatywnej „Gwiazda Nadziei”. Zainspirowana troską Jana Pawła II o tych najbardziej zapomnianych przez państwo, koordynowałam, jako wolontariuszka, pomoc – we współpracy z śp. biskupem Czesławem Dominem, przewodniczącym odrodzonego Caritasu – dla tworzących się ośrodków dla niepełnosprawnych na Śląsku i w innych częściach Polski. Do historii przeszedł koncert w Spodku w listopadzie 1990 roku „Gwiazda Nadziei dzieciom Śląska” z udziałem artystów Polski i Szwecji. Zorganizowaliśmy to z TVP 2. Podczas tego wydarzenia Erik Gunnar Eriksson, założyciel Star of Hope, dostał Order Uśmiechu.

Spotkanie w kościele Trójcy Świętej w Warszawie, fot. z arch. D. Wencel

Rok później spotkałam Jana Pawła II dwa razy i miałam okazję zamienić z nim kilka słów. Najpierw było to spotkanie w czerwcu 1991 roku, gdy z Erikiem Gunnarem Erikssonem uczestniczyłam w nabożeństwie ekumenicznym w kościele pw. Trójcy Świętej w Warszawie. Po nabożeństwie Ojciec Święty podszedł do nas. Upadłam na kolana, całując pierścień papieski, ale szybko podniosłam się, aby przetłumaczyć na język szwedzki jego słowa podziękowania za pomoc Szwecji i jej narodu dla Polski, przede wszystkim dla dzieci niepełnosprawnych (1 września 1990 roku przekazaliśmy m.in. busa do przewozu dzieci niepełnosprawnych na otwarciu pierwszej w Polsce Szkoły Integracyjnej im. Raula Wallenberga w Warszawie). 

Zaproszenie na mszę św. w Wadowicach, z arch. D. Wencel

Pod koniec czerwca broniłam na KUL pracę magisterską pod tytułem „Ekumeniczne aspekty wizyty Jana Pawła II w Szwecji”. W sierpniu spotkałam papieża po raz drugi. 14 sierpnia z malarzem Anselmo Tällem, który przywiózł dla Jana Pawła II wielki obraz z mewami, oczekiwałam na uroczystą mszę św. i konsekrację kościoła św. Piotra Apostoła w Wadowicach. Jako gość honorowy siedziałam w sektorze „O”, obok byłych kolegów Karola Wojtyły z lat szkolnych i studiów – przysłuchiwałam się ich wspomnieniem. Była piękna pogoda. Po konsekracji świątyni i koronacji figury Matki Bożej Fatimskiej, ofiarowanej przez biskupa Leirii kardynała Andrzeja Marii Deskura w 10. rocznicę cudownego ocalenia Ojca Świętego od śmiercionośnej kuli, zmęczony Jan Paweł II schodził po schodach. Był straszny upał i było mu ciężko, ale podszedł do nas. Towarzyszący mu ksiądz próbował mu opowiedzieć o obrazie, ale miałam wrażenie, że papież nie za bardzo zrozumiał. Krzyknęłam więc: „Ojcze Święty, to dar dla Ciebie z północy Szwecji!”. „Niech Bóg błogosławi Szwecji”– zwrócił się do mnie, dając do ucałowania pierścień i błogosławiąc krzyżem papieskim.

Gdy ochłonęliśmy trochę po tym niezwykłym spotkaniu okazało się, że Stefan Małek, znajomy z Tychów, który kamerą od Szweda filmował całą uroczystość, nie zauważył z wrażenia, że gdy papież podchodził do nas, skończył mu się film. Na szczęście pozostały zdjęcia.

Spotkanie z Janem Pawłem II w Wadowicach, fot. z arch. D. Wencel

***

W czerwcu 1999 roku Jan Paweł II po raz kolejny odwiedził Polskę. Tym razem na trasie jego pielgrzymki znalazł się mój rodzinny Sandomierz. Tłumy, które ciągnęły z różnych stron województwa świętokrzyskiego na Błonie i zatrzymywały się od samego rana w ogrodzie koło naszego domu na odpoczynek, robiły niesamowite wrażenie. Udałam się do sektora z dziećmi brata, moim chrześniakiem Przemysławem i jego siostrami bliźniaczkami Ewą i Joanną, które miały 9 lat. Staliśmy daleko od głównego ołtarza, ale papamobile przejechał 2 metry od nas. „Niech żyje papież!” – krzyczały radośnie bliźniaczki na barkach kuzyna. Kiedy teraz odwiedzam Sandomierz, przejeżdżam koło tego miejsca (stoi tam krzyż harcerski), wspomnienia wracają.

Wadowice, fot. z arch. D. Wencel

***

 2 kwietnia 2005 roku byłam u córki w Tychach. Moja pierwsza wnuczka, Alicja, 3 kwietnia miała obchodzić 4. urodziny. Modliłyśmy się w intencji Jana Pawła II odchodzącego do domu Pana. Pamiętam szloch całej rodziny i tę chwilę o godzinie 21.37. Wzięłam Alicję na ręce i tuląc, szeptałam jej do ucha: „Pamiętaj Alusia, że zmarł papież, polski papież, nasz papież. Na pewno będziesz uczyć się o nim na lekcjach historii. Zapamiętaj, Jan Paweł II, Karol Wojtyła zmarł, gdy miałaś skończyć 4 latka. Może kiedyś wspomnisz ten dzień!”.

***

W Bazylice św. Piotra, fot. z arch. D. Wencel

1 maja 2010 roku Alicja przystąpiła do Pierwszej Komunii Świętej. W październiku koleżanka Barbara Matuszewska robiła nabór uczniów z ZS nr 5 w Tychach na majowy wyjazd do Włoch. Można było się do nich dołączyć. Zapisałam się z Alicją, bo w programie – oprócz Florencji, Wenecji i Padwy – był Rzym. Chciałam zrobić wnuczce prezent na 1. rocznicę komunii. Nie wiedziałam, że wycieczka zamieni się w pielgrzymkę na uroczystości beatyfikacyjne Jana Pawła II, bo akurat 1 i 2 maja mieliśmy w programie zwiedzanie stolicy Włoch i Watykanu.

Autorka wspomnień przy Ogrodach Watykańskich, fot. z arch. D. Wencel

Gdy ostatniego kwietnia zbliżaliśmy się do Rzymu, padało, ale 1 maja po gęstej mgle wyjrzało słońce. Odłączyłyśmy się z wnuczką od grupy i zaczęłyśmy się przedzierać przez tłumy, aby być jak najbliżej placu św. Piotra. Zatrzymałyśmy się przy Ogrodach Watykańskich, blisko telebimu. Gdy papież Benedykt XVI wygłosił mowę, podkreślając niesamowitą wiarę Jana Pawła II, i gdy odsłonięto portret błogosławionego, nad głowami powiewały tysiące biało-czerwonych flag i transparentów. Brawom nie było końca. 1 maja był wielkim dniem dla nas, Polaków. W tym dniu oczy całego świata były zwrócone na Polskę.

Tyszanie przy Ogrodach Watykańskich, fot. z arch. D. Wencel

10-letnia Alicja nie za bardzo rozumiała, że bierze udział w historycznym wydarzeniu dla całego świata, ale udzieliła jej się radość pielgrzymów. Zachwycała się egzotycznymi strojami Afrykańczyków i Indian. Po uroczystościach beatyfikacyjnych udałyśmy się Via della Concilazione (ul. Pojednania) na plac św. Piotra, ale był zastawiony barierkami. Ruszyłyśmy w stronę Zamku św. Anioła. Nagle przypomniałam sobie, że w plecaku czeka alba, w której rok wcześniej Alicja przystąpiła do Pierwszej Komunii Świętej. „Idziemy pod bazylikę, założysz albę i zrobię ci pamiątkowe zdjęcie” – powiedziałam.  Gdy zbliżałyśmy się do placu św. Piotra, utkwiłyśmy znowu w tłoku. Okazało się, że otwarto barierki, aby pielgrzymi mogli oddać hołd nowemu błogosławionemu przy trumnie wystawionej w bazylice. Na telebimie pojawił się młody Jan Paweł II przemawiający na placu Zwycięstwa w Warszawie. Następnie z głośników popłynęła pieśń „Abba ojcze!” po polsku. Nie potrafiłam powstrzymać łez.

Była to Niedziela Miłosierdzia, zbliżała się godzina 15.00. Z Koronką Miłosierdzia na ustach minęłyśmy kaplicę św. Sebastiana i powoli zbliżałyśmy się do trumny błogosławionego Jana Pawła II. Przed oczyma jak na filmie przebiegały moje wszystkie spotkania z papieżem. To była nieopisana łaska! Modliłam się za wszystkich, którzy mnie o to prosili, i dziękowałam Panu Bogu za piękne chwile, kiedy dane mi było być blisko świętości.

Przy trumnie Jana Pawła II, fot. z arch. D. Wencel

***

Mam na biurku portret papieża. Rozmawiam z nim jak z najlepszym ojcem, bo przecież on nie umarł. On żyje tam, w domu Pana i wyprasza nam łaski, jeśli tylko się do niego zwrócimy.

„Twój portret w naszych domach, co dzień nam przypomni, co może jeden człowiek i jak działa świętość – pisał proroczo noblista Czesław Miłosz.

Teraz, w tych trudnych czasach, kiedy walczymy z niewidzialnym wrogiem koronawirusem, przypominają mi się słowa Jana Pawła II: „Nie lękajcie się! Wszystko w rękach Boga!”.

Tychy, maj 2020

Danuta WENCEL

Artykuł ukazał się w „Nowym Info”nr 11 z 26.05.2020 r.

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here