Żyrandole księcia pana

0
Konserwacja żyrandoli; fot. Renata Botor-Pławecka

Z ponad tysiąca elementów składa się największy z kryształowych żyrandoli w Sali Lustrzanej pszczyńskiego zamku. Waży prawie 200 kg (bez solidnego łańcucha, na którym wisi). Do czyszczenia opuszczono go na specjalnym kołowrocie i ogołocono z ozdób. W lipcu w najokazalszej sali dawnej rezydencji książąt pszczyńskich została przeprowadzona konserwacja pięciu żyrandoli.

Książę pszczyński Hans Heinrich XI sprowadził żyrandole – podobnie jak większość wyposażenia Sali Lustrzanej – z Francji. Zostały zawieszone w czasie ostatniej przebudowy zamku, czyli w latach 70. XIX wieku. Wtedy dobudowano klatkę schodową oraz dużą salę (pełniła rolę jadalni) z dwoma ogromnymi kryształowymi lustrami, dzięki którym sala została nazwana lustrzaną.

Początkowo oświetlały ją żyrandole na świece. – Mamy w muzeum zdjęcie z 1915 r., na którym widać już instalację elektryczną. Ale jest też zdjęcie wcześniejsze, gdzie nie ma nic, czyli jeszcze żyrandole były na świece. Bo elektryfikacja nastąpiła w pierwszej dekadzie XX w. – mówi Krystyna Kurzydym, renowator w Muzeum Zamkowym w Pszczynie.

Żyrandole opuszcza się na specjalnych kołowrotach, które znajdują się na poddaszu nad Salą Lustrzaną. Dwa żyrandole w przedniej części sali mają jeden kołowrót ze specjalną blokadą, dwa w tylnej części – drugi. Największy środkowy żyrandol jest na osobnym kołowrocie. Oddzielny kołowrót ma też lampa w westybulu.

Gdy się te okazałe lampy opuści, można je rozmontować do zera. Największy z żyrandoli składa się z ponad tysiąca części. W tym roku zdecydowano się jednak zdjąć wszystkie „ruchome” elementy żyrandoli, a pozostałe wyczyścić bez zdejmowania. Czyszczone były więc wygięte ramiona umieszczone w specjalnych kieliszkach i zatopione w gipsie.

Odkurzane były profitki, czyli osłonki, które w przeszłości ochraniały przed kapaniem wosku ze świec. Każda z tych części ma oryginalną numerację z czasów książęcych (wybity numer na kieliszkach), by po zdjęciu elementy łatwiej było do siebie dopasować.

W bocznych żyrandolach na jednym poziomie można naliczyć dwanaście ramion (najdłuższe są dodatkowo podtrzymywane stalowymi linkami). Środkowy żyrandol ma na jednej kondygnacji aż 20 ramion, na następnej 15, na kolejnej 10 i na końcu 5. W sumie 50. Na każdym ramieniu jest profitka, na każdej profitce po 10 łezek. Oprócz tego są „ślimacznice” z winnymi gronami i palmetki.

Wszystkie zdjęte ozdoby renowatorki Krystyna Kurzydym i Grażyna Czosnowska ułożyły na stołach – pogrupowane „piętrami”. Zostały umyte najpierw w wodnym roztworze delikatnego detergentu, opłukane, następnie zanurzane w 3-procentowym roztworze kwasu octowego, potem wytarte do sucha. Nie trzeba polerować, bo dzięki octowi na krysztale nie powstają plamy. Gdy któryś kieliszek był obluzowany, został przyklejony. Sprawdzono każdy haczyk, na którym wisi ozdoba. Trzeba było podkleić jedno ramię z największej lampy, wymienionych zostało parę szpilek (podtrzymują ozdób), zawieszek itd.

– Tak naprawdę czyszczenie jest zabiegiem przy okazji. Głównie chodzi o przegląd techniczny żyrandoli. Trzeba sprawdzić, czy wszystkie haczyki, na których wiszą ozdoby, są stabilne, czy nie brakuje żadnego elementu. Jeśli któryś element jest pęknięty albo haczyk niepewny, wymienia się je na nowe – mówi Krystyna Kurzydym. Pod żyrandolami siedzą przecież słuchacze koncertów, więc wszystko musi być zabezpieczone.

Co ciekawe, jeśli któraś z części żyrandola jest pęknięta albo nieładna, można sięgnąć do starych skrzyń na strychu. To skrzynie wyjątkowe – oryginalne, z poksiążęcymi zapasami. Okazuje się, że książę zgromadził odpowiednią ilość części zamiennych do żyrandoli i mogą służyć muzealnikom do dziś.

– Mamy dość spore zapasy ramion różnej wielkości. Mamy zapasy niektórych elementów trzonu. Kula z dużego żyrandola została na przykład wymieniona (bo ta, która wisiała, miała skazę). Palmetki, ślimacznice są też w skrzyni książęcej. Skończyły się ozdoby w kształcie winogron i te trzeba będzie dokupić w oddziale czeskiej firmy produkującej kryształowe żyrandole – wyjaśnia renowator.

K. Kurzydym mówi, że żyrandole, szczególnie te na świece, raczej nie były w czasach książęcych zapalane zbyt często – tylko przy największych uroczystościach rodzinnych.– Na starej fotografii z początku XX w. widać, że w sali stoi sporo świeczników – na stołach, na postumentach między drzwiami i oknami, wokół sali. Przy zwykłych spotkaniach nie wszystkie żyrandole były zaświecane – mówi K. Kurzydym. Jak dodaje, pszczyński zamek nie był też jedyną rezydencją Hochbergów, więc nie przebywali w nim bez przerwy.

Świeczki można było wymieniać z drabiny, a zapalać je tyczką. Nie zawsze więc też konieczne było użycie kołowrotu do opuszczenia żyrandoli. Bo rzeczywiście przy tej czynności nawet dziś jest stres. Trzeba opuszczać żyrandole powolutku, bo to ogromny ciężar i lampa się lekko kręci. Ten największy żyrandol waży 197 kg (bez łańcucha i instalacji elektrycznej; pani Krystyna zważyła wszystkie rozłożone części i zsumowała).

Takie jak ostatnio czyszczenie i konserwacja żyrandoli odbywa się średnio raz na dwa lata. W 2002 r. został przeprowadzony remont wszystkich kołowrotów. Żyrandole rozłożono też wtedy na części pierwsze, wymieniono instalację elektryczną (lata 2002-2009, po kolei wszystkie żyrandole). Krystyna Kurzydym mówi, że było to pierwsze od lat (a pracuje w zamku ponad 40 lat) tak gruntowne czyszczenie i przegląd żyrandoli. W kieliszkach, w których teraz są lampki z żarówkami, można było jeszcze znaleźć wosk po świecach. Na największym żyrandolu, na trzeciej płycie od góry było wypisane ołówkiem, gotykiem niemieckim: „Czyszczono w 1904 r.”. – Być może w 1904 r. czyszczono żyrandole przed założeniem instalacji elektrycznej – mówi K. Kurzydym.

Prace nad żyrandolami trwały od końca czerwca. Gdy byliśmy w zamku 12 lipca, pracownice muzeum nakładały ozdoby na dwa przednie żyrandole i na środkowy. Przypominało to ubieranie choinki. Zaczyna się od góry: łezki, ślimacznice z winogronami, kule, profitki, palmetki, dolna miska zakrywająca płytę nośną z instalacjami. Ozdoby zawieszane są gładką stroną na zewnątrz, bo w ten sposób ładniej odbija się w nich światło.
Konserwacja musiała się zakończyć do 20 lipca – by wypolerowane żyrandole mogły błyszczeć na zaplanowanym na ten dzień koncercie.

Dodaj komentarz