Pożegnanie Barbary Bilińskiej

0
Barbara Bilińska (1938-2019); fot. Renata Botor-Pławecka

12 grudnia w kościele pw. Wszystkich Świętych w Pszczynie odbył się pogrzeb śp. Barbary Bilińskiej, w latach 80. zaangażowanej w działalność „Solidarności” w Pszczynie, a potem w prace Pszczyńskiego Komitetu Obywatelskiego „Solidarność”. Pani Basia zmarła 9 grudnia. Miała 81 lat.

Była córką Heleny i Jana Bilińskich. Ojciec, ceniony poznański wykładowca, germanista, anglista i tłumacz m.in. „Przygód Tomka Sawyera”, zmarł nagle w październiku 1939 r. Historię doktor filozofii Heleny Bilińskiej – która ratowała sieroty w wojennej Warszawie, gdzie prowadziła prewentorium dla dzieci – opisałam w artykule „Opowieść o Helenie Bilińskiej”. Po wojnie Basia Bilińska razem z mamą i bratem przyjechała na Śląsk, do Pszczyny. W tę ziemię Bilińscy wrośli, mimo że nie było im łatwo (w 1952 r. mama pani Barbary została oskarżona o „sprzyjanie rewizjonistom”; za nauczanie nie po linii straciła mieszkanie, pracę, dostała tzw. wilczy bilet).

Barbara Bilińska miała duszę społecznika. Zaangażowała się w działalność w pszczyńskiej „Solidarności”. Pracowała wtedy w Instytucie Przemysłu Organicznego. Współpracowała ze związkowcami z innych zakładów pszczyńskich, a także m.in. z przedstawicielami Solidarności Nauczycielskiej. Opowiadała mi, jaka euforia, jak wielka nadzieja wiązała się z „Solidarnością”. „Myśleliśmy, że już nam świta jutrzenka swobody” – mówiła, dodając, że nie zdawano sobie sprawy z zagrożenia. To, co się wydarzyło po 13 grudnia 1981 r., było szokiem.

Pamiętała Józefa Larysza, przewodniczącego Międzyzakładowej Komisji NSZZ „Solidarność” w Pszczynie, internowanego w stanie wojennym, a potem tak zastraszanego, że po jednym z przesłuchań zmarł na zawał serca; został uznany przez Instytut Pamięci Narodowej za ofiarę stanu wojennego.

Jak opowiadali mi dawni związkowcy, spotykali się potajemnie w mieszkaniach prywatnych. Jednym z takich miejsc było mieszkanie Basi Bilińskiej.

Barbara Bilińska i Jan Lipniak, 5.06.2014 r.; fot. Renata Botor-Pławecka

Gdy po obradach Okrągłego Stołu stworzono Komitet Obywatelski przy Lechu Wałęsie, w całej Polsce powstawały komitety obywatelskie na bazie miejscowych organizacji „Solidarności”. Celem było przygotowanie się do wyborów 4 czerwca 1989 r. Przewodniczącym Pszczyńskiego Komitetu Obywatelskiego został Jan Lipniak. Barbara Bilińska była sekretarzem w Pszczyńskim KO.

Pani Basia zachowała zeszyt z zapiskami prowadzonymi w tamtym okresie. Miałam okazję zobaczyć ów „historyczny brulion” i napisać artykuł o tej niezwykłej kronice.

Zeszyt z notatkami z czasów Pszczyńskiego Komitetu Obywatelskiego „Solidarność”; fot. Renata Botor-Pławecka

Pamiętam, że na jednej z pierwszych stron brulionu wyraźnie zaznaczony został numer telefonu do redakcji „Głosu Pszczyńskiego”. Bo – jak mi tłumaczyła pani Basia – jedną z pierwszych spraw, na której zależało członkom KO, było stworzenie wolnej gazety w Pszczynie. „To była zasługa Wojciecha Bertischa. Został pierwszym naczelnym reaktywowanego »Głosu«, który istniał przed wojną. Bertisch był inżynierem, z zamiłowania dziennikarzem, urodzonym w Krakowie. Miał kontakty z tworzącą się w Warszawie wolną prasą. Pierwsze numery »Głosu…« sfinansował z własnej kieszeni” – opowiadała mi pani Barbara. Udokumentowała w zeszycie działalność zespołu charytatywnego, pomysły „grupy ekologicznej”, przygotowania do wyborów samorządowych i wiele innych działań.

Ostatni raz rozmawiałam z panią Basią 1 sierpnia tego roku, w 75. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Rozmawiałyśmy o mamie pani Barbary. Ucieszyła się, że przypomnę tę postać. Planowałyśmy też umówić się na wywiad. Miał być nie tylko o mamie Helenie, nie tylko o latach 80., „Solidarności” i postaciach z tamtego czasu, ale przede wszystkim o pani Barbarze…

Nie wiedziałam, że pani Basia jest poważnie chora. Nie wiedziałam, że muszę się spieszyć. Nie zdążyłam zrobić tego materiału.

Pogrzeb Barbary Bilińskiej odbył się w czwartek, 12 grudnia, w kościele pw. Wszystkich Świętych w Pszczynie. Mszę św. odprawił ks. Łukasz Piper. Przyszli dawni działacze „Solidarności”. Był burmistrz Pszczyny Dariusz Skrobol. Śp. Barbara Bilińska została pochowana na cmentarzu św. Jadwigi w Pszczynie.

Renata BOTOR-PŁAWECKA

„Basia!” – wspomnienie Jana Lipniaka, kolegi śp. Barbary Bilińskiej z Pszczyńskiego Komitetu Obywatelskiego „Solidarność”:

Zimą 1988 roku w jednej z salek przy kościele Podwyższenia Krzyża Świętego w Pszczynie (potocznie mówiło się „u księdza Marka”) zebrała się grupka członków zawieszonego przez ówczesne PRL-owskie  „władze” stanu wojennego – Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność”. Był to czas, kiedy wyczuwało się zbliżającą się  jakąś zmianę w Polsce. Budziła się nadzieja na przywrócenie i legalizację zawieszonej „Solidarności”. Przebąkiwano o okrągłym stole. Wielu członków „Solidarności” działało w różnych formach, z różnym  zaangażowaniem w tzw. podziemiu. Większość o sobie wzajemnie niewiele wiedziała, bo tak było bezpieczniej z uwagi na inwigilację „Solidarności” przez Służby Bezpieczeństwa podległe gen. W. Jaruzelskiemu. Trudno i jeszcze niebezpiecznie było dotrzeć do członków „Solidarności” nazywanej dziś „Pierwszą Solidarnością”. Wtedy to właśnie Barbara Bilińska okazała się osobą, która zachowała i ukrywała w swoim – jak nazywała „kajecie” – listy członków „Solidarności”, mimo obowiązku ich ujawnienia ówczesnym władzom.  Dotarcie do niektórych członków z listy często spotykało się z nieprzyjemnymi uwagami, wynikającymi ze strachu przed następstwami. Powszechny była obawa przed jawnym działaniem.                                                      

Panią Barbarę Bilińską, osobę bardzo otwartą i odważną, zaczęliśmy nazywać po prostu „Basią”!  Stała się sercem naszej grupy. Jej mieszkanie było nieoficjalną siedzibą związku.

Nawiązaliśmy kontakty z „Jastrzębską Solidarnością”. Zorganizowano tymczasowy zarząd odradzającego się NSZZ „Solidarność”. BASIA skrupulatnie notowała (protokołowała) nasze spotkania. Jej kajet stawał się coraz grubszy. Po Okrągłym Stole, kiedy już formalnie można było powołać stowarzyszenia, nasza grupa zarejestrowała w sądzie Pszczyński Komitet Obywatelski  „Solidarność”. BASIA sekretarzowała jego zarządowi. Wszelka działalność wszystkich członków  była spontaniczna i bezinteresowna. Było nas około 80 członków.                                                                                                                            

Przyszły wybory do Sejmu Kontraktowego i nasz Pszczyński Komitet Obywatelski „Solidarność” włączył się w ich organizację. I tu znów kajet BASI miał okazje do pogrubienia, bo doszli nowi członkowie, szczególnie przy pierwszych wyborach samorządowych.                                                                                                                 

Jako jedni z pierwszych po przemianach w Polsce wznowiliśmy wydawanie „Głosu Pszczyńskiego”. Pomysłodawcą był śp. Wojciech Bertisch. I tu BASIA była podporą całej redakcji.

Ciągle pozostawała osobą niezwykle skromną. Swoje gorące zaangażowanie kierowała wyłącznie na pomoc innym ludziom, którzy zdecydowali się kandydować do rady miasta. BASIA – jak mówiła – nie czuła takiej potrzeby, by w jakiś sposób miała ze swej działalności  korzystać. Po wygranych wyborach wielu członków PKO „Solidarność” podjęło się służby – tak… służby – dla pszczyńskiej społeczności. Mimo wielu propozycji i próśb BASIA pozostawała ze swoją skromnością zawsze w cieniu.                                                                          

Czas upływał, zmieniały się rządy, poglądy ludzi. BASIA już będąc na skromnej emeryturze, nigdy nie narzekała, pozostawała zadowoloną, odważną i mocną osobą. I trzeba tu dodać, że pewnie wszystkie te cechy zachowywała po swojej Mamie, śp. dr Helenie Bilińskiej – wychowawczyni wielu Pszczyniaków, o której też przy tej okazji można czy nawet należy wspomnieć.

Uważam, że Pani Barbarze Bilińskiej społeczność Pszczyny może być wdzięczna.       

BASIU, dziękujemy, spoczywaj w spokoju!

Jan LIPNIAK, 13.12.2019

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here